Außenstelle Hopehill - Historia Wysoczyzny Elbląskiej

Przejdź do treści

Menu główne:

TEMATY RÓŻNE


czasie II wojny światowej w Hopehill - Reimannsfelde (obecnie Nadbrzeże) znajdował się podobóz Außenstelle Hopehill, hitlerowskiego obozu koncentracyjnego KL Stutthof. Powstał on w dniu 29 maja 1942 roku. W jego granicach znajdowały się dwie cegielnie, Hopehill *[1] i Reimannsfelde, w których pracowało ok. 300, a przez cały okres funkcjonowania przeszło przezeń ponad 500 więźniów.  Podobóz zlikwidowano 20 stycznia 1945 roku - należał on do najdłużej działających filii obozu KL Stutthof. Pozostałych przy życiu więźniów przetransportowano samochodami do Stutthofu, skąd 25 stycznia wyruszyli w kierunku Lęborka - na tzw. "Marsz Śmierci".

     
Warunki mieszkalne w podobozie, rodzaj wykonywanej pracy i brutalny nadzór,  kwalifikowały tę filię do najgorszych zewnętrznych obozów pracy KL Stutthof. Więźniów, którzy stracili w nim życie upamiętnia pomnik *[2] znajdujący się w Nadbrzeżu przy drodze wojewódzkiej nr 503. Przy pomniku, co roku w kwietniu, organizowane są uroczystości w ramach Ogólnopolskiego Zlotu Pamięci Narodowej.



*[1]Wśród więźniów panował (mylny) pogląd, że nazwa Hopehill wywodzi się od nazwiska P.W.Hoppego, komendanta obozu KL Stutthof. Angielską nazwę Hopehill ("Wzgórze Nadziei") nadał osadzie jej właściciel William Avison. Według E.G.Kerstana niemiecka nazwa to Hoffnugshügel. (E.G.Kerstan, op. cit., s. 336.)
*[2]Pomnik został odsłonięty 4 września 1971 roku. Fundatorem był Powiatowy Obywatelski Komitet Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa w Elblągu. Wykonany z konstrukcji stalowej. Opiekunem tego miejsca była ZSO w Połoninach - do jej likwidacji - obecnie MOW w Kamionku Wielkim.


dniu 27 kwietnia 1942 roku, przedsiębiorstwo SS " Deutsche Erd und Steinwerke" (Niemieckie Zakłady Ziemno-Kamieniarskie, DEST) zakupiło na własność cegielnię w Hopehill. Na podstawie umowy z Komendanturą obozu w Stutthofie, w dniu 29 maja tr. przywieziono stamtąd do Hopehillu 40 więźniów i rozpoczęła się działalność filii pod nazwą Aussenkommando Hopehill *[3].
      
Dział zaopatrzenia załogi SS i więźniów w Hopehillu objął SS-Rottenführer Albert  Behnke (poprzednio kierownik sekcji do spraw zaopatrzenia odzieżowego w Wydziale IV KL Stutthof), którego wkrótce (24 sierpnia 1942) zastąpił, SS-Rottenführer Kurt Mallon *[4] z 1. kompanii wartowniczej, tegoż w czerwcu 1943 roku zastąpił SS-Rottenführer Franz Likerski *[5]. Organizacją nowego komanda zajął się czasowo SS-Unterscharführer Johannes Mielenz. Obowiązki księgowego pełnił SS-Schütze Adolf Riemer. Pierwszym Kommandoführerem *[6] został mianowany SS-Oberscharführer Johannes Kuhlmann. Jego następcą, od 20 czerwca 1944 roku był SS-Oberscharführer Karl Böhm z 3. kompanii wartowniczej (w Hopehillu do 07.09.1944. W dniu 8 września 1944 roku otrzymał stanowisko kierownika obozu w Królewcu). Od września 1944 roku, aż do końca istnienia podobozu, funkcję kierownika sprawował SS-Unterscharführer Herbert Korsch. Z ramienia SS-Wirtschafts- und Verwaltungshauptamt *[7] (SS-WVHA – Główny Urząd Gospodarki i Administracji SS) funkcje kierowników poszczególnych zakładów produkcyjnych pełnili esesmani z Waffen-SS. Byli oni odpowiedzialni za wyniki produkcyjne cegielni. Podlegali bezpośrednio komendantowi KL Stutthof. W Stutthofie urzędowali do końca stycznia 1944 roku, później zostali przeniesieni do Reimannsfelde (Nadbrzeże). Pierwszym kierownikiem cegielni w stopniu SS-Sturmmanna, z 1. kompanii wartowniczej, był Fritz Hoffmeister (funkcję pełnił do 19 września 1942 roku, kiedy został przeniesiony do Oranienburga). Jego następcą był SS- Schtütze Max Scuras z DEST (od 12.10.1942 do 06.02.1944 zatrudniony w KS Stutthof, w sekcji "III a" Wydziału III na stanowisku kierownika cegielni Stutthof, Hopehill /przed 02.12.1942/ i Reimannsfelde. Odszedł do filii DEST w KL Mauthausen). Po Hoffmeisterze funkcję kierownika objął SS-Unterscharführer Heinz Döring (Ziegelmeister). W dniu 28 grudnia 1942 roku zastąpił go SS-Sturmmann Adolf Riemer (Volksdeutsch z Bydgoszczy, z zawodu kupiec. Do Hopehill skierowany przez WVHA. Wcześniej nie był członkiem załogi obozu. 30 stycznia 1944 roku przenosi swoje biuro do Reimannsfelde mając pod swoją kontrolą trzy cegielnie - trzecia była w Stutthofie). (M.Orski, op. cit., s.53-54.)
      
W skład załogi wartowniczej Hopehillu wchodzili esesmani z Waffen-SS, którzy w większości należeli do 2. kompanii wartowniczej KL Stutthof. Liczyła ona przeciętnie 20 osób *[8]. Ich dowódcą był początkowo nieznany z nazwiska esesman. Prawdopodobnie funkcję tę pełnił Johannes Mielenz łącząc ją ze stanowiskiem tymczasowego kierownika podobozu. Po jego powrocie do Stutthofu, zastąpił go SS-Rottenführer Paul Wellnitz (w 1947 roku został skazany na karę śmierci wyrokiem sądu w Gdańsku).
      
Straż obozowa, tzw. Wachkommando składało się z ponad 40 esesmanów, przeważnie w stopniu szeregowców. Z 55 esesmanów pełniących funkcje wartowników i funkcjonariuszy Sztabu Komendantury zajmujących stanowiska administracyjne jedynie 20 było rodowitymi Niemcami. Pozostali to Volksdeutsche z Chorwacji (12), Polski (11), Rumunii (2), Słowacji (2), Węgier (2) i Litwy (1). Wartownicy eskortowali więźniów i nadzorowali ich podczas pracy w cegielni. W obozie pełnili służbę na wieżyczkach strażniczych. Trzon załogi obozu stanowiło 14 esesmanów zajmujących funkcje administracyjne, a więc wymienieni wyżej Kommandoführerzy, którym podlegała cała struktura administracji podobozu, straż i więźniowie; Blockführer (Arbeitsdienstführer), szefowie zaopatrzenia więźniów i załogi SS. Szef kuchni dbał głównie o zaopatrzenie, kontrolował magazyny żywnościowe, oraz sprawował nadzór nad dystrybucją wyżywienia dla więźniów i załogi podobozu.
    
Opiekę lekarską nad więźniami sprawował lekarz-więźień. W dokumentacji szpitala z 1944 roku figuruje nazwisko esesmana SS-Oberscharführera Waltera Rappela, zatrudnionego w Wydziale V (Lagerarzt) na stanowisku sanitariusza w okresie od 21 kwietnia do 8 czerwca 1944 roku.
    
W podobozie funkcjonowała też zhierarchizowana struktura władzy składająca się z więźniów. Na samym szczycie znajdował się tzw. Oberkapo posiadający pełnię władzy w podobozie i w trakcie wykonywania przez więźniów pracy w cegielni. Do pomocy miał kilku kapo (nadzorców) sprawujących funkcje kontrolne w grupach roboczych, a w blokach - sztubowych. Często te funkcje sprawowali więźniowie kryminalni z kategorią Berufsverbrecher (BV- zawodowy przestępca). Ważne funkcje w podobozie pełnili też więźniowie jako obsada kuchni (zaopatrzenia), pracownicy administracji cegielni, oraz zajmujący się obsługą techniczną (piece, maszynownia, ślusarnia itd.).

*[3]Później, po przejęciu przez DEST drugiej cegielni w Nadbrzeżu do nazwy podobozu dodano: Reimannsfelde.
*[4]Kurt Mallon był z zawodu rzeźnikiem. Odwołany z funkcji w czerwcu 1943 roku, w następstwie afery związanej z wybuchem butli z alkoholem w trakcie pobytu w Hopehillu grupy wyższych oficerów SS z otoczenia Hitlera. Skierowany do obozu karnego w Matzkau, a stamtąd  wysłany na front wschodni.
*[5]Franz Likerski to prawdopodobnie pochodzący z Gdańska Volksdeutsch o polskim rodowodzie. Z zawodu kamieniarz. Stanowisko szefa kuchni pełnił będąc niejako oddelegowany z oddziału wartowniczego. Jesienią 1944 roku awansowany do stopnia podoficerskiego.
*[6]Kierownik obozu (Kommandoführer) był odpowiedzialny za całokształt działalności komanda. Komendantami filii w Hopehillu byli: SS-Unterscharführer Hans Kuhlmann - od 9.09.1942 do 20.06.1944 r.; SS-Oberscharführer Karl Böhm -  od 20.06.1944 do 8.09.1944 r.; SS-Unterscharführer Herbert Korsch - od 5.09. 1944 do ewakuacji.
*[7]SS-WVHA – w latach 1942-1945 jeden z najważniejszych urzędów tej organizacji, który powstał 1 lutego 1942 na mocy dekretu Heinricha Himmlera z 31 stycznia 1941 w wyniku połączenia Głównego Urzędu Administracji i Gospodarki SS (SS-Hauptamt Verwaltung und Wirtscharft) oraz Głównego Urzędu Budżetu i Budownictwa SS (SS-Hauptamt Haushalt und Bauten). Szefem WVHA, przez cały okres jego istnienia, był SS-Obergruppenführer Oswald Pohl. WVHA odpowiadała za wszystkie zbrodnie popełnione w niemieckich obozach koncentracyjnych, w szczególności za warunki w nich panujące oraz za eksploatację niewolniczej pracy więźniów.

*[8]Według stanu na dzień 20 listopada 1942 roku, w jej składzie znajdowało się ponad 20 esesmanów, 10 marca 1943 roku, liczbę etatów zmniejszono do 1 podoficera i 15 wartowników. Pod koniec tr. zwiększono stan kompanii do 1 podoficera i 19 wartowników. W styczniu 1944 roku załoga liczyła 25 osób - łącznie z dowódcą- a we wrześniu tr. 26 osób.


rak jest wiarygodnych danych odnoszących się do pierwszych dni czy tygodni funkcjonowania filii w Hopehillu. Tymczasowy obóz zlokalizowano około pół kilometra od stacji kolejowej Gross Steinort (Kamionek Wielki) na trasie między Elblągiem i Tolkmickiem, tuż nad Zalewem Wiślanym. W części południowej znajdowała się niewielka osada z polami uprawnymi i wzgórzami porosłymi trawą i zaroślami. Na wschód od niej rozciągał się teren fabryczny dwóch cegielni.

We wrześniu 1942 roku w Stutthofie przeprowadzono selekcję do nowego komanda. Jednak więźniowie nie wiedział dokąd pojedzie transport pod kryptonimem "E". Ochotniczo zgłosiło się 20 osób, które były przekonane, że wyjadą do pracy na roli. Po rejestracji wybrani więźniowie powrócili do swoich bloków, skąd mieli zabrać swoje osobiste rzeczy. Do grupy ochotników należał Tadeusz Nieśpiałowski, według którego każdy więzień mógł zabrać z sobą łyżkę, miskę aluminiową, mydło z piaskiem, szczoteczkę do zębów i torebkę sproszkowanej kredy z miętowym zapachem. Nieśpiałowski posiadał ponadto ołówek, igłę z białymi nićmi i dwa guziki. Cały ten bagaż zmieścił się zawinięty w ręczniku i umieszczony w misce trzymanej przepisowo pod lewą pachą. Grupę załadowano na ciężarówkę przykrytą plandeką i pod eskortą pięciu lub sześciu wachmanów przewieziono ich do Hopehillu. (M.Orski, op. cit., s.66.)

      
W sierpniu i wrześniu 1942 roku przeniesiono do Hopehillu największą liczbę więźniów z wszystkich, jakie do tej pory opuściły Stutthof. Przyjechali tu Polacy i Rosjanie oraz spora grupa więźniów kryminalnych narodowości niemieckiej, którzy zazwyczaj pełnili funkcje nadzorcze. Niektóre stanowiska, szczególnie w administracji obozu i w produkcji, objęli Polacy. W obsadzie funkcji więźniami zadecydowały względy natury ekonomicznej związane z wykonywaniem przez nich pracy podobnej do tej w cegielni (np. zakłady kamieniarskie).  Natomiast w odniesieniu do więźniów rosyjskich i mniej licznej grupy Ukraińców, Łotyszów, Litwinów i Estończyków względy te nie były brane pod uwagę. Hopehillowi przypisano rolę miejsca karnej pracy dla niektórych kategorii więźniów. Przybywały tu duże grupy więźniów wychowawczych, których kierowano tu w celu "wyniszczenia przez pracę". Przed bramą główną do obozu miał znajdować się napis: Arbeit adelt (praca uszlachetnia).
      
W sierpniu i wrześniu 1942 roku wysłano do Hopehillu w 8 transportach (co 5-10 dni) 29 więźniów, najwięcej (20) w dniu 21 września tr., głównie Polaków i Rosjan.

Tadeusz Nieśpiałowski tak opisał swoje przybycie do Hopehillu:  

[...] Kiedy nasi "opiekunowie" zeskoczyli i odsłonili plandekę, zobaczyliśmy, że samochód stoi na jakimś nieforemnym, ciasnym podwórzu, zabudowanym z trzech stron. Od wschodu był to stojący przyczółkiem jednopiętrowy, murowany z czerwonej cegły dom, od południa drewniane jakieś chlewki i komórki, a od zachodu stał długi, parterowy budynek wyglądający na oborę.

(M.Orski, op. cit., s.67.)

     


Stary Obóz wg M.Orskiego na podstawie relacji T.Cieplaka, W.Mitury, T.Nieśpiałowskiego, K.Roskwitalskiego.
W kilku miejscach schemat odbiega od rzeczywistości.

Więźniowie kwaterowali w parterowym budynku [zdjęcie obok] z czerwonej cegły. Budynek ten, przypominający barak, składał się z czterech pomieszczeń [zob. powyższy plan sytuacyjny], z których pierwsze z brzegu (najmniejsze, ok. 10 ) było kuchnią więźniarską. Dalej znajdowała się izba więźniów funkcyjnych, gdzie stały trzy prycze o trzech kondygnacjach. Do każdej z tych izb prowadziły oddzielne drzwi. Pozostałe dwie sale, połączone ze sobą i mające jedno główne wejście (miały wymiary 23 x 5 m, mogły pomieścić do 50 osób), zajmowali więźniowie. Wcześniej w pomieszczeniach tych zamieszkiwali pracownicy sezonowi zatrudnieni w cegielni Hopehill. Pod dachem budynku mieścił się strych, który wykorzystywano na skład zwłok więźniów zmarłych *[9] w obozie oraz podręczny magazynek dla kuchni więźniarskiej. W dwóch połączonych ze sobą pomieszczeniach stały, ciasno obok siebie, trzypiętrowe prycze do spania. Obydwie sale posiadały wspólny piec kaflowy. Prawdopodobnie we wszystkich izbach podłogi były ułożone z cegły. Przez małe okno wybite między kuchnią a izbą dla funkcyjnych wydawane były więźniom posiłki. Po powrocie więźniów z pracy, drzwi prowadzące do wszystkich pomieszczeń były zamykane na klucz.

       
"Dom Kleina". Dzisiaj budynek pod adresem Nadbrzeże 7.

W murowanym piętrowym budynku *[10] zwanym "domem Kleina" mieściła się administracja obozu i kuchnia SS. Był on też miejscem zakwaterowania pracowników cywilnych firmy DEST oraz wachmanów ze straży obozowej podobozu *[11]. Do domu należał ogródek z drzewami owocowymi i warzywnikiem, a także ziemianka, wewnątrz wybetonowana, służąca za podręczny magazyn żywnościowy dla kuchni SS.  Kommandoführer zajmował mieszkanie w willi "Avisona" należącej do głównego majstra cegielni Gottfrieda Kuhna (August Kuhn zakupił w 1877 roku majątek Hopehill z willą Avisona, a Otto Kuhn przed I wojną światową przejął w dzierżawę Gut Reimannsfelde od firmy "Dampfziegelwerke Reimannsfelde"), która znajdowała się na pobliskim wzgórzu.
      
W okresie działania Starego Obozu nie było wydzielonej izby chorych dla więźniów. Ambulatorium znajdowało się na terenie cegielni, w starym nieczynnym piecu. Do dziś zachowały się wszystkie murowane budynki Starego Obozu, są one częściowo zmodernizowane.

*[9]Zwłoki wkładano do drewnianych, nieszczelnych skrzyń zbijanych z nieheblowanych desek, często kilka zwłok w jednej. Pierwszą czynnością nowoprzybyłych więźniów było przeniesienie owych trumien ze zwłokami do samochodu, który odwoził je do krematorium w Stutthofie.
*[10]Od nazwiska Josefa Kleina, cywilnego majstra, który był wieloletnim pracownikiem cegielni Hopehill. Po założeniu obozu dalej pracował w cegielni (jako pracownik DEST), gdzie zajmował się m.in. naprawami prasy i maszynowni oraz przyuczaniem do pracy w cegielni więźniów. Według relacji S.Dąbrowskiego, na dwuspadzistym dachu budynku od strony Zalewu Wiślanego widoczny był zielony napis: Hopehill ; znajdował się tam jeszcze w latach 70., później został zamalowany. Dzisiaj budynek pod adresem Nadbrzeże 7. W parterowym budynku za "domem Kleina" przebywali więźniowie.

*[11]Ponieważ Stary Obóz nie posiadał odpowiedniego zabezpieczenia miejsca w którym przebywali więźniowie (budynek mieszkalny nie był ogrodzony płotem z drutu kolczastego), przy stanie osobowym 60-70 więźniów strzegło ich 20, a nawet więcej esesmanów. Granicę, której nikt z więźniów nie mógł przekroczyć, tworzył kordon posterunków strażniczych (Postenkette).


d wczesnej wiosny 1943 roku zapowiadano rozbudowę podobozu i przeniesienie go w stronę Reimannsfelde (Nadbrzeże). Niebawem do Hopehillu zjechała specjalna ekipa więźniów z majstrem cywilnym (pracownikiem DEST) o nazwisku Richard Hampel. W odległości około 200 m od Starego Obozu wytyczono blisko 2-hektarowy teren pod zabudowę nowego obozu. Przylegał on do południowej granicy terenu cegielni w pobliżu suszarni surówki. Na terenie tym uprzednio znajdowało się obsiane zbożem pole. Na samym początku rozpoczęto odwodnienie terenu przez wykopanie rowów oraz położenie drenów. Kilka tygodni trwały prace budowlano-montażowe przy stawianiu baraków. Ze Stutthofu sprowadzono kolejną grupę więźniów, która zajęła się ich montażem z gotowych elementów dostarczonych transportem samochodowym i kolejowym. Ściany i stropy uszczelniono przy pomocy waty szklanej. W środku lata 1943 roku przeniesiono tam więźniów.

      

Nowy Obóz [zob. schemat poniżej] składał się z trzech połączonych ze sobą baraków ustawionych w kształcie litery "U".



Nowy Obóz wg M.Orskiego na podstawie szkiców T.Duszyńskiego, T.Nieśpiałowskiego i K.Roskwitalskiego.


Wolną przestrzeń poza ogrodzeniem z drutu kolczastego zajmowały: główna wartownia oraz barak załogi esesmańskiej z kuchnią i kantyną SS od strony cegielni. Od strony północnej obóz graniczył  z linią torów kolejowych "Nadzalewówki" łączących Elbląg z Tolkmickiem i Braniewem. Natomiast od strony wschodniej stykał się z zabudowaniami cegielni. Ogrodzenie tworzył wysoki płot z zasiekami z drutu kolczastego i cztery wieżyczki strażnicze ustawione w narożnikach. Brama wejściowa i znajdująca się obok niej furtka znajdowały się naprzeciwko wartowni. Środkowa część czworoboku stanowiła pusty, wyżwirowany plac do którego prowadziły drzwi ze wszystkich baraków oznaczonych literami: "A" z Ambulatorium, izbą przyjęć i izbą chorych (dobudowane wiosną 1944r.), izbą mieszkalną dla polskich więźniów funkcyjnych, sztubą mieszkalną "A", umywalnią i natryskami, oraz ustępami; barak "B", w którym mieściła się kuchnia, sztuba mieszkalna "B", umywalnia i natryski, ustępy; barak "C" a w nim: umywalnia i natryski, ustępy, sztuba mieszkalna "C", izba dla blokowego i oberkapo.    
     
Warunki mieszkalne i sanitarne były bez porównania lepsze niż w Starym Obozie. Każdy barak posiadał sanitariat z umywalnią z bieżącą wodą oraz prysznic z ciepłą i zimną wodą. W barakach poza pryczami stały długie stoły, ławy i taborety przy których spożywano posiłki. Okna w barakach można było otwierać w ciągu dnia i w nocy. Prycze zaopatrzono w świeże sienniki i pościel; pochodziły ze Starego Obozu - w siennikach wymieniono słomę.
     
Po przekroczeniu bramy nowego obozu więźniowie zostali skierowani najpierw pod gorące prysznice. Następnie wydano im świeżą bieliznę i letnie pasiaki. Już następnego dnia po przeniesieniu do Nowego Obozu dowieziono ze Stutthofu grupę około 200 więźniów. Byli to głównie Polacy oraz Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini. Później dowieziono także mniej liczne grupy innych narodowości jak: Francuzów - dotychczas nie było ich w Hopehillu, Łotyszy, Litwinów i Estończyków. Nowy Obóz mógł pomieścić maksymalnie 300 więźniów.
   
Jednak mimo zdecydowanej poprawy warunków bytowych, śmiertelność więźniów utrzymywała się na takim samym poziomie - w dalszym ciągu najwięcej ofiar pochłaniała praca.

     
Nowy Obóz. Izba Chorych - stan obecny.

Po wojnie wszystkie budynki w Nowym Obozie pozostały w stanie prawie nienaruszonym, do dziś zachowały się jedynie ruiny murowanej izby chorych oraz fragment sztuby "C". Pozostałe baraki uległy zniszczeniu. Obiekt został wpisany do centralnego rejestru zabytków.  
(M.Orski, op. cit., s.112-123.)   


ięźniowie, którzy przybyli do Hopehillu na początku istnienia podobozu uznawali tutejsze warunki bytowe za zdecydowanie lepsze od tych w macierzystym obozie. Były to jednak złudne odczucia ponieważ miesiące jesienne 1942 roku, ciepłe i pogodne, nie dawały się jeszcze poważnie we znaki. Kiedy nastały chłodniejsze dni i noce, przynoszące mgły i dżdżystą pogodę, znacznemu pogorszeniu uległ stan zdrowotny więźniów. Najbardziej dokuczliwe były porywiste wiatry, wiejące od Zalewu Wiślanego, przed którymi szukano zabezpieczeń stosując różne dostępne materiały izolacyjne. Najczęściej był to papier z gazet oraz worki po cemencie *[12]. Używanie "przeciwwietrznych podkoszulek" związane było jednak z dużym ryzykiem. W sztubach więźniów przeprowadzano częste rewizje, w razie ich znalezienia posiadacze worków otrzymywali surowe kary. Na przełomie października i listopada komando nie otrzymało płaszczy zimowych - wydano więźniom jedynie pasiaki zimowe, komplet cienkiej bielizny (spodenki i podkoszulek), skarpety lub onuce oraz beret i drewniaki. Na złe warunki pogodowe byli szczególnie narażeni  więźniowie pracujący przy wydobyciu gliny.
     
Parterowy budynek w Starym Obozie nie posiadał żadnych sanitariatów. Latryna znajdowała się na zewnątrz, na polu, pod gołym niebem, osłonięta z jednej strony od toru Nadzalewówki i z boków przy pomocy cienkich trzcinowych ścianek. W nocy korzystanie z latryny było zabronione, dlatego w izbach były ustawione ogromne pojemniki (tzw. kible), które były wynoszone rano przez dyżurnego izby. Często zawartość pojemnika wylewała się na podłogę tworząc kałuże i wydzielając nieprzyjemny zapach. W Nowym Obozie problemu tego nie było.
     
Źle w Starym Obozie wyglądała też codzienna higiena więźniów. Wodę czerpano z betonowej studni znajdującej się na podwórzu niedaleko budynku (była zaopatrzona w wał i korbę oraz ciężkie wiadro przymocowane do stalowej liny). Ze studni korzystali wszyscy, więźniowie, kuchnia więźniarska i SS. Obok studni stało długie i szerokie drewniane koryto, które wieczorem napełniano wodą (krawędź koryta służyła też jako tzw. kozioł do wymierzania kary chłosty). Czystej wody starczało jedynie dla pierwszych więźniów, następni musieli się myć w brudnej wodzie, gdyż nie była wymieniana aż do wieczora. Więźniowie myli się także w porze południowej, przed rozdaniem obiadu oraz wieczorem. Zimą woda zamarzała i trzeba było rozbijać lód cegłą lub drewniakiem.
      
W obozie nie było stanowiska fryzjera. Nieformalnie funkcję fryzjera i golibrody pełnił  więzień o nazwisku Kalla Franz (więzień polityczny, nr 4410, w Hopehill od założenia filii do 12.01.1943). W Starym Obozie Kalla strzygł i golił w wolne od pracy popołudnie w niedzielę. Odbywało się to na podwórku przed budynkiem, później w okolicach placu apelowego.
     
Warunki mieszkalne i sanitarne wpływały na rozprzestrzenienie się plagi wszy i pcheł. Według wspomnień T. Nieśpiałowskiego:
[...], młodego Rosjanina wszy zagryzły na śmierć...
(M.Orski, op. cit., s.79.)
Pozytywne rezultaty walki z wszawicą widoczne były dopiero wiosną 1943 roku, z nastaniem ciepłych dni i poprawą higieny osobistej więźniów. Nasiliła się jednak kolejna plaga - pcheł. W szczelinach między cegłami oraz w siennikach gnieździły się i wylęgały tysiące pcheł. Dalej T. Nieśpiałowski wspomina:
[...] Stojąc na podłodze odnosiło się wrażenie, że stanęło się gołymi nogami [...] wprost na coś takiego, jakby ktoś sypał nam piaskiem po stopach, kostkach i łydkach. A kiedy się spojrzało wówczas na nogi, były one najdosłowniej upstrzone raz koło razu ruchomymi, cienkimi centkami.
(M.Orski, op. cit., s.78.)
Epilogiem walki z pchłami stała się ogólna dezynsekcja obozu obejmująca również kwatery esesmańskie.
     
W Starym Obozie nie było wydzielonej izby chorych dla więźniów. Ambulatorium znajdowało się na terenie cegielni w nieczynnym piecu. Lekarz podobozu, dr Aleksander Witkowski, udzielał tam pierwszej pomocy więźniom poszkodowanym przy pracy (po doktorze Witkowskim lekarzami komanda byli dr Duszyński i dr Łoziński). Rola lekarza ograniczała się jednak do ogólnego nadzoru stanu sanitarnego oraz sporządzania raportów dla Lagerarzta w Stutthofie. Wszystkie zgłoszenia o urazach lub chorobach przyjmowano po apelu - wieczorem; w ciągu dnia jedynie za zgodą kapo.
      
Nieodpowiedni sposób odżywiania i higieny codziennej wpływał na zły stan uzębienia więźniów. Jak "leczono" zęby wspomina W.Mitura:
[...], ów dentysta [esesman, który przyjechał do Hopehillu w 1943 roku - przyp. W.K.] ... kazał przynieść wiadro i postawić je koło siebie. Z teczki wydobył szczypce i zaczął rwać. Rwał bez znieczulenia, na żywca, nie zastanawiając się zbytnio, które zęby są chore, a które zdrowe. Narwał podobno z pół wiadra i pojechał.
(M. Orski, op.cit., s.80.)
Więźniowie w Hopehillu mieli niewielki kontakt ze światem zewnętrznym poprzez kontakty z robotnikami przymusowymi z różnych krajów. Według relacji W. Mitury francuski jeniec wojenny Jean Ferrandon, który pracował jako szofer w przedsiębiorstwie budowlanym w Elblągu, przyjeżdżał często po cegłę do Hopehillu, tu odbierał grypsy i listy po czym wrzucał je do skrzynki pocztowej w mieście. Istniała oficjalna forma łączności ze światem, czyli legalna korespondencja, którą teoretycznie każdy więzień mógł prowadzić z rodziną.

Popielniczka z wypalonej cegły. Autor nieznany.
Oryginał w AMS. Fot.W. Leszczyński

Od stycznia 1942 roku weszły nowe zasady "usług pocztowych": każdy więzień mógł teraz wysłać i otrzymać 2 listy i 2 karty pocztowe w miesiącu. Przychodzący list nie mógł jednak zawierać więcej jak 4 strony, po 15 wierszy na każdej. Listy musiały być czytelne i pisane jedynie w języku niemieckim, w innym przypadku miały być niszczone. Pieniądze mogły być przesyłane jedynie przekazem pocztowym, zabronione też było przesyłanie w listach fotografii oraz wkładek książkowych. Dozwolone było zamawianie do czytania narodowosocjalistycznych gazet *[13]. Formy korespondencji listowej były ciągle zmieniane na niekorzyść więźniów. Na przykład od sierpnia 1943 roku można było umieszczać w listach już tylko dwie strony tekstu. Później dopuszczano tylko jedną stronę.
      
Wyżywienie w Hopehillu składało się z głodowych racji. Na śniadanie wydawano po kilogramie chleba na 10 osób, po 15 g marmolady i 1/2 l czarnej, niesłodzonej kawy zbożowej. Obiad stanowiło 3/4 litra rzadkiej, jałowej zupy ugotowanej z brukwi, marchwi lub kapusty i ziemniaków. Kolacja składała się z takiej samej normy chleba i 20 g margaryny. Do końca 1942 roku, tj. do chwili wprowadzenia zarządzenia Heinricha Himmlera dopuszczającego otrzymywanie przez więźniów paczek żywnościowych *[14] całodzienne wyżywienie nie przekraczało 1000 kalorii (gdy norma dla organizmu wykonującego średnio ciężką pracę fizyczną to 4000 kalorii) oraz 1/4 potrzebnego organizmowi białka. Żywność przesyłana w paczkach zawierała zazwyczaj produkty wysokokaloryczne, jak tłuszcz, chleb, cukier, cebula, czosnek. Papierosy zastępowały w obozie pieniądze. Na porządku dziennym było jednak zabieranie znacznej części zawartości paczek przez więźniów funkcyjnych i esesmanów.
      
Ze względu na brak odpowiedniej dokumentacji [M.Orski - przyp. W.K.] trudno jest ustalić śmiertelność i zachorowalność więźniów w Starym Obozie. Od czerwca 1942 roku do lipca 1943 roku, z pewnością były one wysokie w stosunku do liczebności więźniów podobozu, o czym świadczą częste ich wymiany. Przy średniej śmiertelności w obozie wynoszącej 3 osoby na tydzień oraz ubytkach chorych więźniów przewożonych do Stutthofu, co tydzień ubywało 5-8 więźniów. Na podstawie zachowanej dokumentacji archiwalnej wynika, że do końca lipca 1943 roku zmarło w Hopehillu - lub po przeniesieniu do szpitala w macierzystym obozie - 56 osób, gdy pod koniec marca 1943 roku stan podobozu wynosił 58 osób.
(M.Orski, op. cit., s.80-88.)

*[12]Sposób uważany był za najbardziej skuteczny, gorzej było ze zdobyciem worków, które były trudno dostępne. Szczęśliwi ich posiadacze wycinali w nich otwory na głowę i szyję, a w dolnej części przycinali z obydwóch stron i zakładali je na ciało.Worki można było kupić za pajdkę chleba lub kilka papierosów.
*[13]Można było zamówić trzy tytuły: "Danzinger Vorposten", "Völkischer Beobachter" i "Berliner Illustrierte".

*[14]Zarządzenie z 29 października 1942 roku. W Stutthofie wprowadzone w życie pod koniec grudnia tr. Więźniowie Hopehillu pierwsze paczki otrzymali w styczniu 1943 roku. W roku tym norma paczki została zmniejszona do 1kg tygodniowo. Od końca 1943 roku do końca wojny ze względu na pogłębiający się deficyt żywności częstotliwość jak i waga paczek nie były w zasadzie ograniczone. (M. Orski, op.cit., s.86.)


edług lekarza obozowego dra Lecha Duszyńskiego nad bramą podobozu Hopehill widniał napis: Arbeit adelt (praca uszlachetnia).

    
Praca w cegielniach DEST należała do najcięższych jakie wykonywali więźniowie obozów koncentracyjnych. Pracę wykonywano w tempie obozowym, czyli biegiem (Laufschritt), bez przestojów i przerw. Tylko nieliczni zaliczani do fachowców w tej branży, korzystali z przywilejów - większość więźniów zetknęła się z pracą w cegielni po raz pierwszy. Więźniowie zajmujący funkcje administracyjne lub nadzorcze tworzyli tzw. grupę prominencką.

      
Cegielnia Hopehill była zakładem częściowo zmechanizowanym, co oznaczało, że jedynie technologia produkcji i forma stosowanego nadzoru narzucały rytm pracy więźniów. Rozdziałem prac zajmował się Blockführer Kurt Janzen (SS-Unterscharführer. W załodze Hopehill od 28.08.1942 do 06.01.1943. W dniu 26 sierpnia 1944 roku wysłany na front) po zakończeniu porannego apelu. Ogólny nadzór nad więźniami pełnił Oberkapo (funkcja ta była oficjalnie zastrzeżona dla więźnia narodowości niemieckiej), który był odpowiedzialny za dyscyplinę pracy wobec Janzena.

Praca w Hopehillu rozpoczynała się od wczesnych godzin rannych. Aufstehen czyli pobudka o godzinie 7.00 (lub 6.30), wymarsz do pracy o godzinie 8 (lub 7). W zależności od pory roku do obozu więźniowie wracali o godzinie 19 lub 17. Na spożycie obiadu przeznaczano godzinę. Grupa zatrudniona w systemie dwuzmianowym przy obsłudze pieca (kotłownia, maszyna parowa, koller) pracowała do godziny 22. W niedzielę oficjalnie cegielnia nie była czynna, jednak pod pretekstem prac porządkowych pędzono do niej więźniów. Często też do południa zmuszano ich do wywożenia cegły na podstawione wagony lub barki.
(M.Orski, op. cit., s.93.)  



Przebieg pracy w cegielni Hopehill znany jest dzięki relacji T. Nieśpiałowskiego, który poznał niemal wszystkie rodzaje robót tutaj wykonywanych.
       
Glinę "kopacze" wydobywali na wzgórzu oddalonym od cegielni około 600 metrów, które zwano "Lehmbergiem"(góra gliniasta). Ładowano ją na wagoniki - wywrotki doczepione do stalowej liny założonej na dwa koła o dużej średnicy. Wagoniki z gliną zjeżdżały na dół w pobliżu tzw. " kollera" uruchamianego przez maszynę parową. Po wyładowaniu zaczepiano je z drugiej strony koła do liny wciągającej je na górę. W kollerze ugnieciona i sprasowana glina była następnie cięta na sztuki surowej i mokrej cegły. Dwaj więźniowie, zwani ustawiaczami, układali po cztery surowe cegły na przygotowanych przez dwóch innych więźniów deskach, które następnie przenosili i układali na specjalnych wózkach. Później inna para wypychała je do szop suszarni zwanych "geristami", gdzie odbywało się suszenie surówki. Rozładunkiem zajmowali się ci sami więźniowie, którzy pchali wózek. Wewnątrz szopy znajdował się więzień układający deski z cegłami (ważące ok.30kg) na rusztowaniach wysoko ponad głowę. Tu kończył się pierwszy cykl produkcji cegły.
     
Po kilku tygodniach (zależnie od pory roku) suszenia surówki , przenoszono ją do pieca w cegielni, gdzie była wypalana. W praktyce nie było żadnej przerwy w produkcji, bo  szop-gerist było osiem. Od najdalej położonej szopy do ostatniej komory pieca odległość wynosiła około 200 m. Cegłę transportowano na specjalnie do tego celu przystosowanych taczkach, po podłożu ułożonym z grubych i szerokich desek, natomiast na przejazdach torowych ułożone były metalowe płyty. Na jednej taczce musiało się zmieścić 50 sztuk podsuszonych ważących po 5 kg cegieł, a więc cały ładunek ważył  ćwierć tony. Około 2000 sztuk cegieł należało wwieźć do pieca w ciągu całego dnia pracy. Taczkarze dzielili się na dwie grupy robocze: tzw. "Einkarrerów", wwożących podsuszone cegły do pieca oraz "Auskarrerów", wywożących wypalone cegły z pieca na plac lub bezpośrednio do wagonów lub na barkę. Ustawiaczami (i rozbieraczami) cegieł w piecu byli zazwyczaj Niemcy. Były to trzyosobowe  grupy, których szkoleniem zajmował się majster Kuhn. Ustawiacze nadawali tempo pracy "Einkarrerów", a rozbieracze "Auskarrerów".  Do wnętrza pieca prowadziło 10 lub 12 otworów wjazdowych, które po ułożeniu w nich surowych cegieł były zamurowywane z zewnątrz. Każda część pieca z oddzielnym wejściem zwana była komorą. Po jej wypełnieniu zaklejano je wielkimi arkuszami grubego papieru pakowego. Z chwilą zapełnienia i zaklejenia następnej komory do poprzedzającej ją komory wsypywano przez otwór w sklepieniu miał węglowy zapalający się od żaru i ognia komór, w których proces wypalania cegieł już się rozpoczął.
      
Analogicznie postępowano z następnymi opróżnionymi komorami, tak że w tym samym czasie wszystkie komory pieca brały udział w tym samym procesie wypalania cegieł. Jedna czwarta komór była studzona, a następnie opróżniana, tyle samo zapełniano ponownie.
(M.Orski, op. cit., s.218-223.)
     
Warunki pracy na wszystkich stanowiskach fizycznych były bez wyjątku ciężkie, chociaż każde z nich miało swoje plusy i minusy. W przypadku "Auskarrerów" i "Einkarrerów" niebezpieczne były różnice temperatury między gorącem rozgrzanego pieca i chłodem na zewnątrz. Niezdrowy był pył węglowy i ceglany. Trzech lub czterech więźniów dorzucało miał węglowy na strych pieca, skąd jeden, specjalnie przeszkolony przez Kuhna, dosypywał do pieca. Była to lekka praca, ale szkodliwa dla zdrowia ze względu na wydzielający się czad. Ten sam robotnik zajmował się zamurowywaniem otworów wjazdowych do komory.
(M.Orski, op. cit., s.88-91.)


      Fragment mapy z 1938 roku. 1. Cegielnia Hopehill 2. Cegielnia Reimannsfelde
(Źródło:http://forum.kenig.org)

Druga cegielnia DEST w Reimannsfelde *[15] należała do nowoczesnych i w pełni zmechanizowanych zakładów. W porównaniu z cegielnią Hopehill była znacznie większa, a jej dzienna wydajność była dwukrotnie wyższa *[16]. W Reimannsfelde, w miejsce taczek, były specjalne wózki kollerowskie do transportu surówki i wypalonej cegły oraz mechaniczna suszarnia. Cegielnia Hopehill nie posiadała stacjonarnej suszarni i była wyłączona z produkcji w okresie od grudnia do marca, cegielnia w Reimannsfelde działała przez cały rok. Największym odbiorcą cegieł była Organizacja Todt (Organisation Todt, OT), ale też wielu odbiorców prywatnych oraz instytucji państwowych. Od połowy 1944 roku duża ilość produkcji obu cegielni była przeznaczona na budowę domów zastępczych dla wielu miast nękanych przez aliantów przez naloty lotnicze.

*[15]Na powyższej mapce oznaczona numerem 2, zniszczona po wojnie, często jest mylona z drugą cegielnią w Nadbrzeżu, tzw."wschodnią".
*[16]W cegielni w Hopehillu dziennie produkowano 20-25 tys. cegieł, natomiast w obozowej cegielni Reimannsfelde 50 tys.


kreślenie liczby podjętych ucieczek z podobozu w Hopehill nie jest możliwe ze względu na luki źródłowe, zbyt fragmentaryczne lub zniekształcone relacje byłych więźniów, czy też fałszowanie raportów. Brak jest udokumentowanego przypadku udanej *[17] ucieczki z tego podobozu, chociaż nie wykluczone, że takie były.
     
Sam fakt oddalenia się od obozu i przebywania poza nim nie był jednoznaczny z odzyskaniem wolności. Ważnymi czynnikami, które decydowały o możliwości ucieczek były przede wszystkim; znajomość języka niemieckiego i terenu otaczającego obóz, ubranie bez oznaczeń obozowych, zapas żywności oraz dobra kondycja fizyczna, o którą było trudno po pewnym okresie pobytu w obozie. Większość relacji podaje dane niekompletne i fragmentaryczne, w pewnych przypadkach mowa jest jedynie o okolicznościach ucieczki bez wymieniania osoby, w innych wspomina się o ucieczce lub próbie ucieczki bez żadnych szczegółów dotyczących jej okoliczności. Zwrócić należy uwagę na fakt, że relacje te pochodzą z okresu późniejszego, spisane niekiedy wiele lat od wydarzeń. Dlatego nie należy wykluczać odchyleń od rzeczywistości, pomyłek co do dat osób i zdarzeń.
     
Do lipca 1943 roku więźniowie próbowali dwukrotnie wydostać się z Hopehillu. Pierwsza próba ucieczki miała miejsce jesienią 1942 roku na "Lehmbergu"- góry gdzie wydobywano glinę. Według świadków ucieczka miała charakter samobójczy. Uciekinierem był Polak, który po rzuceniu łopaty opuścił miejsce pracy uciekając w stronę pobliskich zarośli. Minął dwóch wartowników nie reagując na ich wezwania. Obaj oddali celne strzały w jego kierunku.
     
Druga próba ucieczki miała miejsce również z "Lehmbergu". Zdarzyła się podczas jednego z upalnych dni maja. Straż pełniła wtedy grupa wachmanów, której skład, według Adama Przybyły (więzień polityczny, nr 10551, w Stutthof od 08.07.1942, w Hopehill od 06.1942 do ewakuacji), świadka zdarzenia; można było uważać za najlepszy z możliwych. Esesmani rozmawiali ze sobą odchodząc często od miejsca swoich posterunków, a nawet zagadywali przyjaźnie do więźniów. Po przeliczeniu komanda przed wymarszem na obiad okazało się, że jednego więźnia brakuje. Po doprowadzeniu więźniów do obozu natychmiast zorganizowano przeszukanie okolicy. Do zakończenia akcji pościgowej nikt z więźniów nie mógł opuścić baraku. Do wieczora zbiega ujęto, pobito i związanego umieszczono w starym, nieczynnym piecu. Następnego dnia zdjęto stamtąd posterunek, a trzeciego dnia ze Stutthofu dowieziono innego więźnia w miejsce uciekiniera. Nikt nie widział uciekiniera wchodzącego do ciężarówki. Podjechała natomiast do pieca, z którego wachmani wynieśli jakiś pakunek zwinięty w koc i załadowali do samochodu... do Stutthofu poszedł meldunek Auf der Flucht erschossen o zastrzeleniu więźnia podczas ucieczki.
     
Pod koniec sierpnia 1943 roku, oberkapo i blokowy, Willy Narius podjął próbę ucieczki, po nieudanym zamachu na Waleriana Mańkowskiego. Tadeusz Nieśpiałowski tak scharakteryzował Nariusa: [...] Kiedy po przeniesienu do nowego obozu mianowano go oficjalnie blokowym z zachowaniem uprawnień oberkapo, przewróciło mu się zupełnie we łbie [...] Co on wtedy nie wymyślał to przechodzi ludzkie pojęcie : specjalne ścielenie łóżek, musztrę z karnymi ćwiczeniami, rewizje w łóżkach, karne roboty porządkowe, a nawet naukę śpiewu niemieckich pieśni patriotycznych i żołnierskich. A wszystko to dawało mu fantastyczną okazję do wyżycia się i do wyładowania hamowanych na początku sadystycznych skłonności. Narius korzystając z możliwości opuszczania obozu bez eskorty do odległego o około 200 m ogrodu, zorganizował sobie ubranie cywilne. 24 sierpnia 1943 roku, późnym popołudniem został ujęty w chwili, kiedy próbował wsiąść do pociągu odjeżdżającego do Królewca. Umieszczono go w ciemnej piwnicy bez okien, gdzie nazajutrz rano znaleziono go powieszonego na własnym pasku od spodni. Śmierć Nariusa wywołała wybuch radości w całym komandzie.
(M.Orski, op. cit., s.115-117.)
   
8 lipca 1944 roku z komanda Hopehill uciekł więzień radziecki Wasilij Schlomann (nr 33002). Został ujęty w Elblągu 18 lipca tr. Brak danych o jego dalszym losie. 6 lipca 1944 roku usiłował ucieczki Stanisław Kuriata, ujęty i przeniesiony do Stutthofu, jego dalszy los nie jest znany. 13 października 1944 roku ucieka z komanda Konstantyn Zynel (nr 33496) jednak 28 października 1944 zostaje złapany i przewieziony do macierzystego obozu. Schwytanie uciekiniera wiązało się z reguły z jego śmiercią.

W 1944 roku było pięć udanych ucieczek, a trzy zakończyły się fiaskiem.
(M.Orski, Obywatele Francuscy w obozie..., s. 47.)

Więzień francuski Jean Maitre (więzień polityczny, nr 24116, w KL Stutthof od 16.07.1943, w Hopehillu od 30.04.1944 do ewakuacji) w swoich wspomnieniach pisał:
[...]Innym razem (wiedzieliśmy już, że 3 km dalej znajdował się francuski obóz pracy), kiedy ładowaliśmy cegły na łodzie, rozebrałem się i zacząłem płynąć w kierunku ujścia kanału. Na nieszczęście nieco dalej zatrzymał mnie uzbrojony SS-man. Kazał mi wyjść na skarpę i spytał mnie o mój numer. Kiedy przyszedł podoficer straży SS powiedział mu, że chciałem uciekać. Jednakoważ tamten mnie nie uderzył (chociaż wiedziałem, że mnie nie znosi), ale za to podszedł mój kapo, osławiony Breit (który był przedtem oberkapo szpitala w Stutthofie i który według tego, co mi powiedziano został powieszony po procesie katów naszego obozu) i zbił mnie okropnie. Tłukł mnie po twarzy kajdankami i wkrótce już całe usta miałem we krwi (resztki, które pozostały po połamanych przez Szwabów zębach w gestapo kaleczyły mi boleśnie jamę ustną). Breit, ten przeklęty kapo, miał mnie ciągle na oku i nie omijał okazji, aby mnie uderzyć.
(M.Orski, op. cit., s.211.)

*[17]4 listopada 1944 roku miała miejsce jedyna udokumentowana po wojnie, udana ucieczka więźnia Stutthof, Włodzimierza Steyera. Po ucieczce z obozu, przez Malbork, Grudziądz, Toruń i Łódź, dociera szczęśliwie do Warszawy, skąd pochodził. Po wojnie otrzymał wyciąg ze swoich obozowych akt, w których pod datą 15.11.1944 roku, odnotowano (rzekome) ponowne jego uwięzienie w KL Stutthof. (www.stutthof.pl)            


środowisku więźniarskim zrodziło się wiele mitów wokół podobozu w Hopehillu. Poniżej przedstawię kilka przykładów.

Kapo, który nadzorował pracę więźniów przy wydobywaniu i transporcie gliny do cegielni, Paul Wiechern *[18] w 1945 roku złożył podczas przesłuchania w Hamburgu relację z pobytu w Stutthofie, w której niewielki fragment dotyczył zdarzeń w Hopehillu. Była w nim mowa o aktach kanibalizmu, co zostało bezkrytycznie wprowadzone do popularnych opracowań dotyczących tego komanda:
[...] Nigdy nie zapomnę, jak Rosjanie jednemu ze zmarłych z głodu rodaków wycinali mięso z lędźwi i jedli. To były szczegóły.

Wiechern zeznaje dalej:
[...] Przypominam sobie ucieczkę więźnia politycznego (Polaka lub Rosjanina). Wysłano psy gończe i późnym wieczorem sprowadzono do obozu zwłoki uciekiniera. Podniesiono je wysoko na noszach i zmuszano nas do oglądania tego smutnego obrazu. Rosjanin miał rozszarpaną twarz i połowę ciała; to był straszny widok.
(M. Orski, op.cit., s.13.)
      
Relacja Wicherna zawierała wiele własnych, nie opartych na prawdzie faktów i ocen, których nie potwierdzili inni byli więźniowie. Fakt rzekomego wykrycia kanibalizmu w Hopehillu dementuje m.in. były więzień W. Mitura w „Za drutami Stutthof. Wspomnienia więźnia obozu”, gdzie pisze, że jest to wyssana z palca historia i wytwór wybujałej wyobraźni Wiecherna. Według Marka Orskiego:
[...]Stąd być może powstała w środowiskach więźniarskich plotka o zaistnieniu w komandzie Hopehill przypadku kanibalizmu w grupie więźniów rosyjskich. Autorem tej nie sprawdzonej i mało wiarygodnej relacji jest niemiecki więzień Paul Wiechern.
(M.Orski, op. cit., s.82-83.)
  
Dyskusyjne wydaje się twierdzenie Stanisława Wojcieszka (więzień polityczny, nr 33312, Stutthof od 29.03.1944, w Hopehill od 05.1944 do ewakuacji), zawarte w protokole złożonym w dniu 11 maja 1948 roku w oddziale PCK w Elblągu:
[...] Cegielnia "Hoppehil" [błąd, poprawna pisownia to Hopehill - przyp. W.K.] była oddziałem ... wysyłano tam więźniów, którym był już przesądzony los śmierci. Wprawdzie Hopehillowi przypisano rolę miejsca karnej pracy dla niektórych kategorii więźniów, ale to w obozie macierzystym prowadzono eksterminację bezpośrednią, której celem było unicestwienie w krótkim czasie jak największej ilości ludzi (w Stutthofie, na 110 tys. więźniów, śmierć poniosło 65 tys.). Faktem jest, że do końca 1943 roku komando Hopehill było najcięższą filią KL Stutthof z uwagi na warunki życia i pracy. W najtrudniejszej sytuacji znajdowali się więźniowie radzieccy. Jednak trzeba mieć na uwadze, że  jednym z podstawowych czynników powstawania filii obozów koncentracyjnych były efekty ekonomiczne - wykorzystanie taniej siły roboczej. W tym przypadku jest ważny fakt, że ogromne znaczenie dla Rzeszy Niemieckiej miała produkcja cegły potrzebnej do odbudowy bombardowanych przez aliantów miast.  Dodatkowo na konto SS wpływały olbrzymie sumy tytułem opłat za wynajmowanie więźniów do pracy w przedsiębiorstwach prywatnych, państwowych i SS. Śmierć więźniów w podobozach nie była celem samym w sobie, lecz skutkiem ubocznym.
         
Wojcieszek przybył do Hopehillu w maju 1944 roku, a więc w okresie kiedy funkcjonował  już Nowy Obóz, gdzie warunki bytowe  - chociaż nigdy nie były dobre dla podstawowej grupy więźniów - były o wiele lepsze niż w macierzystym obozie, nastąpiło ograniczenie śmiertelności, złagodzenie nadzoru i poprawa zaopatrzenia. Poza tym od 1944 roku kapo i blokowym dawano do podpisania dokument, w którym zabraniano bicia więźniów, a w przypadkach kiedy dochodziło do zgonu pobitego więźnia, zabójca otrzymywał karę śmierci. Niewątpliwie taki zakaz nie wynikał z przesłanek humanitarnych, lecz czysto ekonomicznych. W owym czasie więźniowie obozów koncentracyjnych byli zbyt cenni, ponieważ zastępowali cywilnych pracowników powołanych do wojska *[19].
    
W dniu 16 stycznia 1945 roku powieszono w Stutthofie oberkapo podobozu Hopehill Toni Köhla i jego pomocnika sztubowego Jana Smyka za mord popełniony na więźniu estońskim Johannie Oskarze Loo. Wokół tego zabójstwa, za sprawą świadka (?) Litwina Balysa Sruogi *[20] powstał kolejny mit wyolbrzymiający złą opinię o Hopehillu - jest cytowany w niektórych opracowaniach. Według Sruogi,  J.O. Loo został przez wyżej wymienionych dotkliwie pobity i wrzucony do kadzi z gorącą wodą, następnie jeszcze żywego spalono w piecu. Były więzień Stutthofu Krzysztof Dunin-Wąsowicz pisze - prawdopodobnie za Sruogą - w swojej książce pt. "Stutthof":
[...] Jesienią 1944 r. kilka bestialskich mordów wstrząsneło nawet uodpornionymi na wszelkie okropności więźniami. W cegielni w Hoppehill [błędna pisownia - przyp.W.K.] oberkapo Alzatczyk Toni Köhl (pracował tam przed przejściem na funkcję palacza w krematorium) i jego pomocnik Polak - Jan Smyk - wepchnęli do kadzi z wrzącą wodą pewnego Estończyka, który odkrył ciemne machinacje tych "arystokratów" obozowych. Żyjącego jeszcze Estończyka wyciągneli potem z wody i wrzucili do pieca cegielni. Nieszczęśliwy zaczął przeraźliwie krzyczeć, przybiegli inni więźniowie, ale było już za późno - Estończyk spalił się w piecu. Cała sprawa nabrała rozgłosu, wywołując ogromne oburzenie. Przez pewien czas władze obozowe nie wyciągały żadnych konsekwencji. Po miesiącu, nieoczekiwanie, Toni Köhl i Smyk zostali skazani na śmierć i powieszeni.
(K. Dunin-Wąsowicz, op. cit., s.90.)

Według Marka Orskiego:
[...]Z kolei wydana kilka lat później popularnonaukowa monografia obozu Stutthof pióra b. więźnia Krzysztofa Dunin-Wąsowicza powielała nieprawdziwe informacje zaczerpnięte z zeznań P. Wiecherna z 1945 r. Zawierała błędne dane na temat założenia obozu [Hopehill - przyp. W.K.] (nazwa, data), obsady kierownika komanda oraz daty ewakuacji.
(M.Orski, op. cit., s.31.)
    
Relacje naocznych  świadków zdarzenia, chociaż różniące się od siebie, przedstawiają zupełnie inną wersję wydarzenia i miejsce śmierci Estończyka. Fragment wspomnień byłego więźnia W. Mitury:
[...], któregoś dnia [6 czerwca 1944 - przyp. W.K.], z początkiem czerwca, podczas obiadu w bloku "C", gdzie sztubowym był Janek Smyk, wynikła awantura, w wyniku której poniósł śmierć więzień... Podczas golenia przyszedł do mnie Gerard Letailleur i zapytał, czy wiem, co się przed chwilą w obozie stało. Zaczął opowiadać, że w bloku "C" związali jakiegoś więźnia, podobno Łotysza [Estończyka - przyp. W.K.], wywlekli do umywalni, rzucili pod kran, puścili na niego wodę i że on tam jeszcze leży ...udaliśmy się z Gerardem do umywalni, by to zobaczyć ...obnażony do pasa, tylko w spodniach, leżał pod kranem na betonowej posadzce, nie był niczym związany. Kran był zakręcony, więc woda na niego już się nie lała. Łotysz (!) już nie żył. To tyle, co na własne oczy widziałem.
(M. Orski, op. cit., s.216-217.)
     
W dniu 9 czerwca 1944 roku odbyła się w szpitalu obozowym w Stutthofie sekcja zwłok J.O.Loo, co wyklucza spalenie w piecu. Sporządzony raport nie wspomina też o śladach poparzenia na ciele ofiary. Oprócz Smyka i Köhla w sprawę zamieszani byli Bernard i Schollmeier (więzień kryminalny, nr 17677. W Hopehill od 07/08.1943 do 06.1944). Bernarda uniewinniono i powrócił do Hopehillu, by wkrótce objąć po Smyku funkcję sztubowego. Rudolf Schollmeier pozostał w Stutthofie, gdzie 28 lipca 1944 roku, za maltretowanie więźnia Loo, otrzymał karę chłosty (25 gum). W związku ze sprawą Loo odwołano esesmanów: Kommandoführera Hansa Kuhlmanna (20.06.1944 został przeniesiony do filli w Policach), oraz Blockführera Kurta Janzena (26.08.1944 trafił na front).

*[18]Niemiec, więzień polityczny nr 24283, w KL Stutthof od 21.07.1943, w Hopehill od 10.1943 do ewakuacji. Był wśód oskarżonych w procesach grupowych zorganizowanych w Gdańsku w latach 1946-1947. Został uniewinniony z braku dowodów.
*[19]Cegielnia w Hopehill-Reimannsfelde za więżnia bez kwalifikacji płaciła tylko 0,50 RM, natomiast za fachowca 1,50 RM. Były to najniższe stawki dla przedsiębiorstw własnych SS. Firmy lub osoby prywatne wypożyczające więźniów do pracy płaciły o wiele więcej.

*[20]Balys Sruoga (*02.02.1896,  † 16.10.1947) poeta litewski, dramaturg, krytyk i teoretyk literatury.  Od marca 1943 do 1945 roku był więźniem obozu koncentracyjnego KL Stutthof. Autor m.in. książki „Las Bogów” wydanej w 1957 roku, w której przedstawił życie w obozie koncentracyjnym.


esienią 1944 roku dały się słyszeć w Hopehillu detonacje bombardowania Królewca przez samoloty alianckie, których eskadry przelatywały - nisko nad podobozem - kierując się także w stronę Zatoki Gdańskiej, gdzie ich celem były porty Gdańska i Gdyni. Zbliżający się koniec wojny zapowiadały coraz bardziej nieregularne dostawy paczek i korespondencji do obozu. Echa toczącej się wojny stały się bliższe dzięki przybyciu do Hopehillu grupy kilku uczestników Powstania Warszawskiego. Od pierwszych dni stycznia były tutaj coraz silniej słyszalne detonacje artyleryjskie, które tłumaczono więźniom, iż są to odgłosy ćwiczeń wojsk niemieckich.
    
Ewakuację podobozu z rozkazu komendanta KL Stutthof wyznaczono na 26 stycznia 1945 roku. Jednak już 19 stycznia w południe, prawdopodobnie z powodu szybszego niż oczekiwano zbliżania się wojsk sowieckich, wszystkich więźniów ściągnięto z cegielni do obozu. Na placu czekały trzy ciężarówki przygotowane do ewakuacji komanda. Ogłoszono rozkaz zabrania swoich rzeczy i stawienia się na apelu. Na polecenie Kommandoführera Korscha (SS-Oberscharführer, Kommandoführer w Hopehill w okresie od 08.09.1944 do 22.01.1945) wydano każdemu więźniowi po pół kilograma chleba i pół ćwierćkilogramowej kostki margaryny. W kotłach obozowej kuchni pozostał niedogotowany obiad. Na miejscu pozostała grupa około 50 osób do prac porządkowych, wygaszenia pieców w cegielniach i zabezpieczenia majątku. W dniu 20 stycznia po resztę więźniów i część wyposażenia przyjechały dwie ciężarówki ze Stutthofu. W tym samym dniu zlikwidowano też dwie filie obozu w pobliskim Elblągu [zobacz temat]. Kierownik cegielni wraz z kilkoma pracownikami ewakuował się pieszo do Stutthofu przez zamarznięty Zalew Wiślany. Większość dokumentacji spalił na miejscu zabierając z sobą walizkę z bilansami firmy. Pozostali pracownicy DEST opuścili Hopehill na początku lutego. Kierownik budowy Richard Hampel w dniu 9 lutego udał się do Gdańska, a stamtąd do Oranienburga. Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Nadbrzeża i Kamionka Wielkiego rozstrzelano m.in. majstra w cegielni Friedricha Kuhna i rolnika Eryka Lemke, który był miejscowym dowódcą Volksturmu. Na początku marca majster z cegielni Jachomowski i kilka innych osób uciekło do będącego wciąż w rękach Niemców Stutthofu przez pokryty jeszcze lodem Zalew Wiślany.  
(M.Orski, Obywatele Francuscy w obozie..., s. 55.)

Obiekty obozowe i cegielnie Hopehill -Reimannsfelde pozostawiono w nienaruszonym stanie. Niespełna tydzień później (26 stycznia) wojska Armii Czerwonej pojawiły się w pobliskim Tolkmicku, a 10 lutego zajęły Elbląg. Po wojnie cegielnie zostały ograbione z urządzeń i zniszczone przez czerwonoarmistów. Murowane budynki Starego Obozu przetrwały, częściowo przebudowane, do dnia dzisiejszego. Drewniane baraki obozowe i murowana izba chorych z biegiem lat uległy dewastacji. Teren, na którym istniały jeszcze pozostałości cegielni do połowy lat 50. był miejscem pozyskiwania cegły przez okoliczną ludność.

W Stutthofie dla więźniów z Hopehill  nie było miejsca więc umieszczono ich w barakach w tzw. "Tagesraumie", gdzie spali na stołach i podłodze. 25 i 26 stycznia 1945 roku, około 11 tys. więźniów (w kolumnach po 1000 osób) pod nadzorem esesmanów wyruszyło do celu oddalonego o 130 km, tzn. do obiektów szkoły podoficerów SS w Lęborku...  

Wacław Mitura wspomina:

[...] Nie mogąc nadążyć za kolumną, pozostają w tyle. Zaczynają się słaniać. Dalej iść niestety już nie mogą. Biciem i kopniakami esesmani zmuszają ich do dalszej drogi. W końcu padają. Seria z automatu kończy ich drogę życiową. Na zaśnieżonej drodze leżą broczące krwią trupy w pasiakach. Poganiana przez eskortę kolumna sunie naprzód. Na widok takiej śmierci pozostałych współwięźniów ogarnia panika.


[…] Przerażone na tyłach piątki wybiegają z szeregu, pędzą kilkadziesiąt metrów do przodu, by zająć miejsce jak najdalej od tyłów. Ale słabsi, nie mogąc i tak nadążyć, pozostają w tyle. A od tyłów kolumny coraz częściej dolatują śmiercionośne strzały.      


Źródło:

M.Orski,
Hopehill. Filia obozu koncentracyjnego Stutthof w Nadbrzeżu, Muzeum Stutthof w Sztutowie, Gdańsk 1994, s.3-225. ISBN 83-902494-0-5

M.Orski, Obywatele Francuscy w obozie koncentracyjnym Stutthof w latach 1941-1945, Muzeum Stutthof w Sztutowie, Gdańsk 2010, s. 47, 55. ISBN 97 -883930834-0-4

K.Dunin-Wąsowicz, Stutthof, Książka i Wiedza, Warszawa 1970, s.90.
E.G.Kerstan, Die Geschichte des Landkreises Elbing, Elbląg 1925, s.336.
www.stutthof.pl [dostęp: 12.05.2012]
http://forum.kenig.org [Grafika] [dostęp: 12.05.2012]
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego