Bitwa na Zalewie Wiślanym (15 IX 1463 ) - Historia Wysoczyzny Elbląskiej

Przejdź do treści

Menu główne:

TEMATY RÓŻNE


 
Podejmując temat bitwy na Zalewie Wiślanym w pobliżu Elbląga (15 września 1463 r.), kierowałem się różnymi przesłankami i motywacjami. Mimo odnajdywania tego tematu we wszystkich poważnych opracowaniach naukowych, publicystycznych bądź całkowicie zbeletryzowanych poświęconych wojnie trzynastoletniej, w których także miałem swój udział, pisząc i rysując, zainteresowanie tą bitwą jest w naszym społeczeństwie bardzo nikłe.
 
Czym to tłumaczyć? Odległością czasu? Mentalnością lądowo-kontynentalną naszych przodków, którym zawsze było bliżej do odległych stepów i krain Wschodu aniżeli do wybrzeży Bałtyku? A może wpływ na to miały obco brzmiące nazwiska kapitanów, szyprów i rajców miejskich, którzy dowodzili poszczególnymi jednostkami pływającymi, a także zespołami tych jednostek...
 
Eugeniusz Koczorowski, op. cit., s.5.  


alew Wiślany zwano w XV wieku Zatoką Świeżą (Vrische Hab, Frisches Haff, Zatoka Fryska), zapewne dlatego, że dzięki mierzei, która odcinała go od słonowodnego Bałtyku, miał on wodę prawie rzeczną,"słodką" i "świeżą". W dniu 15 września 1463 roku na jego wodach (w rejonie dzisiejszych wsi Suchacz i Kamionek Wielki) odbyło się największe zbrojne starcie flot w tzw. wojnie trzynastoletniej (1454—1466 r.). Połączone floty kaperskie Gdańska i Elbląga - wspomagane przez zaciężnych polskich - rozgromiły flotę krzyżacką, co niewątpliwie zdecydowało o ostatecznym zwycięstwie strony polskiej w tej wojnie.

Od dziesięcioleci narastał  kryzys wewnętrzny państwa krzyżackiego, który był spowodowany monopolem Zakonu w życiu politycznym i gospodarczym. Ucisk fiskalny wszystkich warstw społeczeństwa doprowadził do powstania w 1440 roku konfederacji szlachty i miast pruskich, tzw. Związek Pruski (Preußischer Bund), która dążyła do połączenia z Polską. W połowie stycznia 1454 roku przedstawiciele Związku zwrócili się do króla polskiego (w latach 1447–1492) Kazimierza IV  Jagiellończyka, aby wziął Prusy pod swoje panowanie. W dniu 4 lutego Związek wzniecił powstanie antykrzyżackie. Polski król, na mocy aktu z 6 marca 1454 roku, dokonał formalnej inkorporacji Prus *[1], tym samym wypowiedział Zakonowi wojnę.

W dniu 19 października 1466 roku podpisano w Toruniu polsko - krzyżacki traktat pokojowy. Polska odzyskała ziemię chełmińską, michałowską i Pomorze Gdańskie *[2]. Zakon rezygnował z północno - zachodniej części Prus właściwych z Malborkiem, Sztumem, Dzierzgoniem, Elblągiem i Tolkmickiem oraz Żuławami. Pod zwierzchnictwo i opiekę Korony Królestwa Polskiego przeszły tereny biskupstwa warmińskiego z Olsztynem, Reszlem, Lidzbarkiem, Ornetą, Braniewem i Fromborkiem. Krzyżacy zatrzymali część Mierzei Wiślanej (Frische Nehrung) wraz z Cieśniną Pilawską (Pillauer Seetief , obecnie Балтийский пролив), przez którą gwarantowali swobodną żeglugę, oraz pozostałe ziemie dotychczasowego państwa krzyżackiego, ale w charakterze lenna. Wielki mistrz - jako książę Królestwa Polskiego - zobowiązany był złożyć królowi polskiemu hołd lenny, a po nim każdy nowo wybrany wielki mistrz zakonu krzyżackiego.

*[1]Akt ten dotyczył całego terytorium państwa zakonnego, czyli ziemi pruskiej, chełmińskiej, królewieckiej, elbląskiej i pomorskiej.  Odtąd mieszkańcy Prus mieli być zrównani z prawami i przywilejami poddanych króla - np: mogli brać udział w elekcji króla. Zniesiono cła funtowe, wodne i lądowe, uchylono prawo nadbrzeżne, zniesiono daninę w bydle, a stanowiska w Prusach zarezerwowano tylko dla mieszkańców tych ziem, powołano Radę Pruską, bez której nie mogły zapadać ważne decyzje w sprawach ziem objętych inkorporacją, pod nieobecność króla jego zastępcami mieli być namiestnicy, zachowano dawne prawa: chełmińskie, magdeburskie, polskie i pruskie, przewidziano bicie własnej monety w Toruniu i Gdańsku.
*[2]Decyzja Kazimierza Jagiellończyka nadająca Gdańskowi tzw. "Wielki Przywilej" (15 V 1457),  była  powodem "utraty" przez Polskę korzyści z odzyskanego dostępu do morza.  Żegluga handlowa na Wiśle i Bałtyku stały się monopolem Gdańska - nastąpił stopniowy zanik floty kaperskiej.



im byli kaprowie? Najogólniej biorąc mianem kaper *[3] (niem. "kapern", fryz." kapen" - zabrać, zdobyć, wziąć, odebrać, porwać - takoż:  "privateer", "Corsair" , "Auslieger", "Uthliger", "Freibauter"  i  "Speculaator") określano właścicieli statków handlowych, także korsarskich, którzy na własny rachunek uczestniczyli w działaniach wojennych na morzu po stronie któregoś z przeciwników w zamian za udział w zdobyczach - mówiąc wprost uprawiali zalegalizowany rozbój. Oznaczało to, że gratyfikacje z tytułu uczestnictwa kaprów w działaniach zbrojnych pochodziły głównie z łupów, które dzielono zależnie od udziału wystawcy patentu, na którego barkach legło przygotowanie i dostosowanie statku zgłaszającego swój akces do działań bitewnych. Inaczej rozliczano podział zdobyczy na statkach, które wraz z załogami decydowały się podjąć działalność kaperską, inaczej wystawionych przez miasta portowe, a jeszcze inaczej na zdobycznych pryzach (statkach  handlowych zdobytych w walce), które stawały się okrętami kaperskimi.

   

Zajęty ładunek oraz jeńców i związany z tym wykup dzielono według wcześniejszych ustaleń między kapitanów, członków załóg oraz wystawcę patentu. Podziałowi  nie podlegały łupy, które w czasie walki kaprowie zdobywali indywidualnie na przeciwniku, takie jak: broń osobista, wyposażenie bądź niewielkie kwoty pieniężne. .
      
Załogi kaperskie (Volk) rekrutowały się z rodzimej ludności miast portowych, marynarzy (Schiffskinder), kaszubskich rybaków, ale także z flisaków rdzennie polskich, spławiających płody leśne i rolne z głębi Polski do Gdańska i Elbląga. Inaczej się miała sprawa z kapitanami-dowódcami (Schipper) i kwatermistrzami (Quartiermeister) okrętów kaperskich. Ci rekrutowali się najczęściej, ale nie zawsze, z elity kupieckiej i żeglarskiej osiadłej w Gdańsku, Elblągu i Braniewie. Byli to przedstawiciele różnych nacji. Liderami zespołów jednostek bądź flotyll po stronie polskiej byli najczęściej rajcowie miejscy Gdańska, Elbląga lub innych miast. Najlepszym tego przykładem może być udział i funkcje dowódcze rajcy gdańskiego Macieja Kolmenera oraz Jakuba Vochsa, wcześniej kapra gdańskiego, dowodzącego flotyllą elbląską w bitwie na Zalewie Wiślanym. Najważniejszą osobą  na dużym statku, a zwłaszcza okręcie, był  kapitan (od łac. Caput - głowa), któremu podlegała cała załoga i na nim spoczywało wykonanie nałożonego zadania. Niekiedy na czas akcji bitewnej funkcje kapitana przejmował dowódca zaokrętowanego pododdziału zbrojnych.


Wówczas na kasztelu rufowym  wystawiał swój  proporzec bojowy, obok flagi określającej przynależność statku  do danego miasta / portu. W sprawach nawigacji i żeglugi, niekiedy kapitana wyręczał szyper, pilot bądź sternik - któremu można  było obciąć głowę w razie awarii, wejścia na mieliznę czy też  innych kolizji. Kwatermistrz odpowiadał za zakwaterowanie i prowiantowanie całej załogi oraz zaokrętowanej na czas akcji bitewnej ówczesnej "piechoty morskiej". Starszyzna kaperska na podobieństwo rycerstwa uzbrajała się w miecze, ale nieodłącznym elementem ich osobistego uzbrojenia był  zawsze nóż.

*[3]Według  J.W.Dyskanta słowo "kaper", jako określenie rozbójnika morskiego,  pojawiło się dopiero w XVII w. W omawianym okresie używano określenia "uthliger" (niem. auslieger - strażnik u wejścia do portu).



egalizacja załóg i okrętów kaperskich, następowała na podstawie tzw. patentów  i listów kaperskich (przepowiednich). Dodatkowo były listy polecające adresowane do miast bądź państw sojuszniczych lub neutralnych dotyczące udzielania pomocy chroniącym się w ich portach okrętom kaperskim.



W  listach określano zadania i cele działania okrętów kaperskich  i ich załóg. Treść  listu wskazywała,  kogo uważa  się za przeciwnika, w kim należy szukać sojusznika,  a zarazem informowała, kto może udzielić schronienia oraz pomocy. W instrukcjach zaś określano prawa i obowiązki dowódców (kapitanów) oraz pozostałych członków załóg. Określano w nich zasady dyscypliny, podział  skonfiskowanych ładunków, wreszcie komu miały przypaść w udziale zajęte statki. List (patent) kaperski był niejako glejtem, na którego podstawie okręt kaperski i jego załoga podlegali wystawcy listu bądź tego, w którego imieniu był wystawiany. Pierwsze listy kaperskie zostały wystawione 18 marca 1456 roku przez radę miejską Gdańska dla Hansa Bornholma i jego załogi, a w następnych miesiącach dla Michała Ertmanna, Wincentego Stolle i Hansa Molnera. Od 1460 roku przy wystawianiu patentów kaperskich przez radę gdańską powoływano się na rozkaz królewski. Było to znamienne wobec utworzenia w tym samym roku krzyżackiej floty kaperskiej. W końcu czerwca wielki mistrz wystawił pierwszy patent dla Baltazara Kraem.

     
Poniżej fragment listu kaperskiego (część początkowa) wystawionego 17 maja 1460 roku przez radę gdańską dla kapitana Mateusza Schultego:
"Wszystkim i niektórym, którzy ten wystawiony list czytać będą na morzu, o jakiejkolwiek godzinie, a szczególnie naszym dobrym przyjaciołom, czynimy wiadomym jako burmistrz i rada miasta Gdańska z przyjacielskim pozdrowieniem i zgodnie z naszą wolą i dobrymi chęciami, jako to przeciw nieprzyjaciołom swoim, z rozkazu najjaśniejszego i najpotężniejszego władcy, pana Kazimierza Króla Polski, Wielkiego Księcia Litwy, na Rusi i w Prusach Pana i Dziedzica etc.,naszego najmiłościwszego pana, wysyłamy kapitana Mateusza Schulte z jego załogą i z jedną szniką, co zarazem podpisujemy i potwierdzamy uroczyście etc."
(przekład z języka dolnoniemieckiego - dialekt lubecki)

(M. Biskup, Kazimierz Jagiellończyk a początki polskiej floty wojennej, [w:] Zapiski Historyczne Towarzystwa Naukowego Toruńskiego, T. XVII, z. 1-2.)

Kaprowie podlegali jurysdykcji wystawcy patentu, który przyjmował na siebie obowiązek zaopatrywania i remontowania okrętów kaperskich bądź udzielania ich kapitanom długotrwałych  pożyczek na remont i dozbrojenie.  "Polska flota kaperska"  z czasów Kazimierza Jagiellończyka nie była jeszcze wprawdzie królewska,  a jedynie wspomagała króla w wojnie z zakonem krzyżackim. Niemniej uznać należy jej obecność za pierwsze próby zmierzające do powstania takiego oręża, który wprawdzie sumptem miast portowych był wystawiony, lecz przez króla sygnowany. Kazimierz Jagiellończyk zwykł mawiać i pisać o okrętach kaperskich Gdańska i Elbląga: naves nostrae - "nasze okręty", gdyż jego zwierzchnictwu, chociaż nie bezpośredniemu, podlegały.




aprowie prowadzili działania ofensywne, ale także obronne, strażnicze, zwłaszcza na redach portów czy też w ujściach rzek. Działalność ta była bardzo skuteczna, bowiem paraliżowali oni dostawy zaopatrzenia do wybrzeży zajmowanych przez Krzyżaków, przechwytywali statki (pryzy) holenderskie i innych nacji, które przywoziły do Prus kontrabandę. Okręty kaperskie w miarę skutecznie blokowały Cieśninę Bałgijską. Siły morskie i rzeczne brały również udział w działaniach lądowo - wodnych przewożąc lub desantując siły lądowe oraz przy obronie lub oblężeniach nadmorskich i nadrzecznych miast. W 1458 roku kaprowie gdańscy atakowali statki u wybrzeży Pomorza Zachodniego i Meklemburgii, na redach Lubeki, Rostoku, Strzałowa i Gryfii. Była to metoda bardziej skuteczna niż poszukiwanie statków hanzeatyckich na trasie ich przejścia, a zwłaszcza po 1460 roku, gdy zyskały one ochronę w postaci krzyżackich okrętów kaperskich.

Dochodziło do licznych potyczek bitewnych pomiędzy kaperskimi okrętami gdańskimi i krzyżackimi. Zasługą floty kaperskiej było zmuszenie do zawarcia rozejmu z Polską i wycofania się z wojny Chrystiana duńskiego, Amsterdamu i mistrza inflanckiego - w 1464 roku Krzyżacy byli jedynymi przeciwnikami Polski i Związku Pruskiego na morzu.  




ojęcie bandery w obecnym rozumieniu jeszcze wówczas nie istniało. Okręty kaperskie Gdańska, Elbląga czy też Braniewa, które walczyły po stronie Polski, nosiły na ogół znaki (proporce) tych miast. Prawdopodobnie w wypadku okrętowania na nie oddziałów królewskich wystawiano towarzyszące im proporce ze znakiem Orła Białego. Statki handlowe podnosiły flagi swych macierzystych portów z herbami miejskimi, przy czym tło flag było czerwone/purpurowe lub biało-czerwone. Krzyżackie okręty kaperskie podnosiły znaki o barwach czarno-białych, w których dominował krzyż zakonny. Mniejsze jednostki pływające na wodach śródlądowych z tzw. pospolitego ruszenia nie podnosiły żadnych znaków, chociaż mogły być na nich znaki okrętowanych na czas akcji bitewnej pododdziałów zbrojnych.

  • Flaga gdańska - dwa białe krzyże (jeden nad drugim) na purpurowym tle, ponad którymi od 1457 roku umieszczono złotą koronę.

  • Flaga elbląska - biało - purpurowa, z dwoma krzyżami umieszczonymi jeden nad drugim (purpurowy na białym tle, biały na purpurowym).




rzypatrzmy się  zatem uczestnikom tamtych wydarzeń - okrętom oraz licznym jednostkom przybrzeżnym i śródlądowym, które z powodu niewielkich wymiarów oraz uzbrojenia, nie pretendowały do odegrania znaczącej roli w walce. Jednak w drugoplanowej roli jednostki te okazały się bardziej skuteczne aniżeli dumne okręty kaperskie. Najważniejszy dla przyszłego sukcesu był dobór ludzi tworzących załogi i wchodzących w skład okrętowanych oddziałów zbrojnych.
Tak więc o ile na lądzie siła oręża przeciwstawnych sobie stron opierała się głównie na rycerstwie, z czasem przede wszystkim na zaciężnych bądź pospolitym ruszeniu, o tyle na morzu główną siłę stanowiły flotylle kaperskie  (porównywalne do zaciężnych). Na wodach śródlądowych zaś doraźnie organizowano flotylle złożone z jednostek przybałtyckich oraz  transportowych, które można  by porównać do pospolitego ruszenia  na lądzie. Ponieważ Polska była odcięta od morza przez prawie półtora wieku, nie mogła oprzeć siły swego oręża na własnej flocie królewskiej. Wojna trzynastoletnia toczyła się nie tylko pomiędzy Polską, Związkiem Pruskim i Krzyżakami, lecz także między zwolennikami obu stron. Zakon miał poparcie króla Danii Chrystiana I Oldenburga, mistrza inflanckiego Jana von Mengede a także Lubeki i miast hanzeatyckich oraz holenderskich. Pomoc miast hanzeatyckich i holenderskich polegała na dostarczaniu Krzyżakom żywności i towarów bez angażowania się w akcję wojenną. W celu zatrzymania tej pomocy oraz korsarskiej działalności komendanta duńskiego Gotlandu, Olafa Axelssona, król Kazimierz Jagiellończyk - z inicjatywy rajców gdańskich - sięgnął po usługi kaprów z poddanych mu miast portowych (Gdańsk, Elbląg i Braniewo), które w jego imieniu, lecz własnym sumptem wystawiały flotylle kaperskie. Dzięki akcjom bitewnym gdańskich kaprów, w wyniku których zdobywano pryzy (statki wzięte do niewoli), wzrastała liczba okrętów kaperskich - w 1458 roku Gdańsk miał 24 jednostki. Zakon dopiero w 1460 roku wystawił flotę kaperską, której zadaniem była ochrona statków dostarczających kontrabandę z zachodniej Europy do Królewca, Libawy i  Kłajpedy. Jednak z braku doświadczonych kapitanów i załóg, jej wartość bojowa była niewielka. Próby przeciągnięcia na stronę Zakonu kapitanów związkowych nie przyniosły oczekiwanego rezultatu - wiadomo o przejściu na stronę krzyżacką tylko kapitana Henryka Wittenberga (Wittenborch).

       
W tamtym okresie statkiem dominującym na akwenach Morza Bałtyckiego i Północnego była koga (kogga) bądź późniejsza jej mutacja - holk (dniem. hulk). Niemniej należy przypomnieć, że to nie te typy statków, a po przystosowaniu do działań bitewnych - okręty, uczestniczyły w bitwie na Zalewie Wiślanym. Znacznie mniejsze: balingery, barki, szkuty, komięgi, krajery, bordynki, szniki oraz różnego typu duże łodzie wiosłowo-żaglowe bądź tylko wiosłowe stały się bohaterami tego wydarzenia. Było to zrozumiałe choćby tylko ze względu na niski stan wody rzek i rzeczek oraz samego zalewu, na których mogły działać tylko jednostki o małym zanurzeniu. Ich rolą w działaniach bitewnych był przewóz zbrojnych bądź zaopatrzenia, niekiedy udział w pojedynkach bitewnych w walce abordażowej. Pełniły one funkcję platform pływających dla zbrojnych, podobnie zresztą jak kogi lub holki. Miały wówczas zbyt słabe urządzenia strzelnicze, aby z ich pomocą można było rozstrzygać walki na morzu i akwenach śródlądowych. Jedynie małe działka relingowe, hakownice, piszczele oraz broń osobista w postaci kusz i łuków wspomagała atakujących bądź broniących się w abordażu. Skuteczność tej prymitywnej "artylerii" była niewielka, dlatego główną siłę bojową okrętu, stanowiły zaokrętowane na nim pododdziały zbrojnych - "piechoty  morskiej"; kusznicy, łucznicy, pikinierzy, wyposażeni w piszczele i inne rodzaje uzbrojenia osobistego - niezbędne do walki abordażowej.  

         


ycerze, których nie brakowało na pokładach  okrętów kaperskich, także na jednostkach śródlądowych  i  przybrzeżnych, okrętowani wraz z giermkami wnosili na pokład okrętów wszystko to, co stanowi rycerskiemu przystało. Rycerstwo polskie i krzyżackie występowało do walki wręcz w pełnym rynsztunku zbrojnym. Składały się nań: hełm  z przyłbicą, zbroja kolcza, na którą nakładano pancerz z płytek,  miecz i niewielka tarcza. Żołnierze  zbrojni  towarzyszący rycerstwu bądź w samodzielnych  pododdziałach dzielili się na: pawężników, kuszników i łuczników. Oni  także nosili hełmy, lecz  bez przyłbic (tenki, kapeliny i salady), pełne lub półzbrojne kolcze oraz półpancerze. Pawężnicy zbrojni  w miecze chronili się za dużymi tarczami (pawężami) bądź  wspomagali kuszników, chroniąc ich tymi tarczami.  Na niektórych okrętach umieszczali żołnierze w szczelinach hakownice lub piszczele. Niewielkie te  urządzenia strzelnicze (prochowe) z  łatwością  mogły być przenoszone przez jednego zbrojnego i w  przypadku hakownicy, za  pomocą dużego haka przytwierdzane do tarczy, nadburcia  okrętu lub jego nadbudowy. To właśnie od tego dużego haka  otrzymały nazwę - hakownica. Piszczeli  nie zaopatrywano w hak,  toteż pozostały  przy swoje j  nazwie. Kusznicy nosili znacznie lżejsze uzbrojenie ochronne. Kusznik tego okresu nie był na ogół  wyposażony w tarczę ochronną, wspomagał  go, o czym wyżej,  najczęściej pawężnik, jego zaś podstawową bronią  strzelecką była kusza, której donośność ok. 200 m i skuteczność była znacznie większa od  piszczeli. Półpancerz bądź zbroja kolcza, brygantyn skórzany z naszytymi  nań płytkami metalu z powodzeniem chroniły zbrojnego przed  strzałą z łuku, cięciem  miecza lub nawet  topora. Do napinania kuszy nie wystarczała siła nawet najtęższego człowieka, dlatego należało ją  napinać za pomocą specjalnej korby. Strzelano zaś z niej najróżniejszymi strzałami (bełtami), które  po przebyciu  "więcej  niż  sto  kroków" potrafiły się przebić przez zbroję kolczą, a na bliską odległość nawet przez pancerz. Pospolici zbrojni nie nosili  na ogół żadnych zbroi ochronnych. Jako broń zaczepna służyły im zaś topór, obuch, łańcuchowa kula z nabitymi  na nią kolcami, przeróżnego rodzaju drzewce: piki,  berdysze, zakończone szpikulcami bądź  płatem ostrza podobnego do halabardy.


ozpoczęte wiosną 1456 roku działania wojenne na wodzie znalazły w kolejnych latach pełne rozwinięcie, aż do przełomowej bitwy na Zalewie Wiślanym w 1463 roku. Od początku wojny trzynastoletniej Elbląg brał czynny udział w sporze polsko-krzyżackim. Na przykład w dniu 25 kwietnia 1458 roku elblążanie razem z braniewianami starli się z Krzyżakami na Mierzei Wiślanej, wziąwszy 90 jeńców, tracąc 16 ludzi. Pięć dni później wsparli oni zagrożone barki na Nogacie. Elbląg dysponował kilkuset ludźmi na sznikach (też schnigge - lekki i zwrotny statek żaglowy) i łodziach, którzy wspomagani najczęściej przez gdańszczan starali się wykonywać różnorodne operacje wojenne. Późną wiosną i latem 1461 roku trwały nadal starcia na Mierzei Wiślanej, których celem było wyparcie z niej sił Zakonu. W połowie lipca 1461 roku floty Gdańska, Elbląga i Braniewa dotarły do Pregoły (nad którą leży Królewiec) i dokonały tam desantu. W sierpniu 1462 roku floty Elbląga i Gdańska z 700 ludźmi załogi popłynęły na Półwysep Sambijski (obecnie Калининградский полуостров), co wpłynęło na decyzję wielkiego mistrza Ludwiga (Ludwik) von Erlichshausena o odstąpieniu od obleżenia Fromborka.       

     
Przełomowym punktem wojny stały się działania lądowo-wodne w 1463 roku. Celem operacji krzyżackich było uwolnienie obleganej przez Polaków ważnej twierdzy krzyżackiej - Gniewa (Mewe) bronionego zaledwie przez cztery setki ludzi dowodzone przez wielkiego komtura (Großkomtur) Ulricha von Isenhovena. Gniew strzegł ważnej przeprawy przez Wisłę zapewniającej Zakonowi połączenie Prus z Pomorzem i Rzeszą Niemiecką a dwie potężne basteje zbudowane w okolicach zamku gniewskiego skutecznie blokowały rzekę dla żeglugi strony polskiej. W dniu 27 lipca 1463 roku pod Gniew podpływają Wisłą zaciężni królewscy rotmistrza Tomieca z Młotkowa oraz milicja gdańska pod dowództwem rajcy Jana Megdeburga (Gniew skapitulował dopiero 1 stycznia 1464). W oblężeniu brały udział dwie uzbrojone łodzie z Torunia a flotylla związkowa liczyła łącznie 8-10 łodzi z  225-280 zbrojnymi na pokładach. Polskie wojska lądowe liczyły nieco ponad 1000  zbrojnych (dowodził podkanclerzy sandomierski Piotr Dunin z Prawkowic). Z powodu ważności przedsięwzięcia,  jakim był transport zaopatrzenia oraz odsiecz składająca się z ok. 350 marynarzy (Schifisknecht) oraz 1500 zbrojnych (Schzffskinder) dla Gniewa, na czele krzyżackiej "armady" stanął osobiście sam wielki mistrz Ludwig von Erlichshausen. Niewątpliwie towarzyszył mu wielki marszałek (Oberstmarschall). W istocie bezpośrednie dowodzenie pododdziałami transportowanego wojska należało do komturów. To im podlegali rycerze zakonni, bracia służebni i knechci. Dostojnicy towarzyszący wielkiemu mistrzowi tworzyli radę wojskową, która wspierała Erlichshausena co do wyboru trasy przejścia jednostek krzyżackich spod Królewca na Wisłę, do Gniewa.

      

W bitwie na wodach Zalewu Wiślanego pod  Suchaczem k. Elbląga, z racji płytkości tych wód, brały udział wyłącznie jednostki przybrzeżne i śródlądowe, najczęściej czasowo tylko użyte do transportu i do walki. Odmienność tych jednostek w porównaniu ze statkami i okrętami pełnomorskimi oraz stawiane im zadania powodowały przyjęcie nieco innej struktury dowódczej i organizacyjnej załóg. Przede wszystkim najważniejsze były oddziały zbrojnych zaokrętowane zarówno na jednostkach strony polskiej,  jak i krzyżackich. Dowodzący poszczególnymi pojazdami wodnymi, dostosowanymi do działań bitewnych bądź transportowych, a więc kapitanowie, szyprowie, bosmani, sternicy, retmani  i "starsi" na dużych jednostkach wiosłowożaglowych, podlegali z kolei dowódcom wojskowym, którzy byli zaokrętowani na te jednostki wraz ze zbrojnymi. Wojskowi praktycznie tworzyli całą strukturę i hierarchię dowodzenia na czas akcji bitewnej. Chętnie jednak korzystano z usług specjalistów "cywilnych" co do załadunku wojsk i zaopatrzenia oraz żeglugi - bowiem oni  najlepiej znali się na tym, jak załadować zaopatrzenie i zbrojnych, a także znali szlaki żeglugowe, umieli omijać zdradliwe mielizny iprzybrzeżne łachy, a w razie klęski potrafili szukać zbawczego brzegu.

      

Król Polski Kazimierz Jagiellończyk przekazał  radzie Gdańska namiestnictwo nad działaniami zaczepno-obronnymi u wybrzeży Prus. Tym samym król scedował niejako swoje uprawnienia (oprócz poboru ceł) na Gdańsk oraz współdziałające z nim Elbląg, Braniewo, Ornetę i Frombork. Wystarczyło zatem, że Gdańsk i Elbląg wyznaczyły swoich  naczelnych dowódców flotyll, najsprawniejszych w dziele żeglugi i prowadzenia walki, rajców miejskich w osobach Macieja Kolmenera (Colmener - Maciej z Chełmna) i Jakuba Vochsa (Fochs). Wprawdzie ten ostatni formalnie rajcą nie był, to jednak Rada Miejska Elbląga bardzo go ceniła i wyznaczyła go na dowódcę swej flotylli.   
       
Wielki mistrz mógł zatem dysponować zgromadzonym w ujściu Pregoły flotą złożoną z 47-48 sznik, statków wiślanych, dużych łodzi wiosłowo-żaglowych, łodzi rybackich, wiosłowych galarów i burdyn. Zaokrętowanymi rycerzami i knechtami zaciężnymi - ściągniętymi z Sambii i Natangii, a być może częściowo z Warmii (miała zachować neutralność jednak popierała Zakon) - oraz własnymi oddziałami braci zakonnych w łącznej liczbie 1500 żołnierzy, doliczając ok. 350 marynarzy załóg okrętowych. Ponadto załadowane dużymi zapasami broni i żywności dla obleganego Gniewa. Prawdopodobnie 6 lub 7 września 1463 roku na Zalew Wiślany wypłynęły 44 okrety (3 lub 4 dopiero w następnych dniach próbowały dołączyć) i skierowały się wzdłuż południowego brzegu Mierzei Wiślanej ku ujściu Wisły Elbląskiej (Szkarpawa), które osiągnęły wieczorem 8 września.

    
Gdy wywiad związkowy doniósł o koncentracji okrętów krzyżackich pod Królewcem, dowodzona przez kapitana Wincentego Stolle flotylla gdańska w składzie 10 sznik i łodzi żaglowych oraz wielkiego galaru wiślanego, przebudowanego na pływającą basteję, wypłynęła w rejon zapory pod Żuławkami (Fürstenwerder), aby tam zagrodzić drogę flocie krzyżackiej. Na pokładach jednostek gdańskich znajdowało się 400-500 zaciężnych oraz kilkanaście bombard i tyleż hakownic. Po dojściu do Żuławek, nocą z 8 na 9 września, galar zakotwiczono pośrodku Szkarpawy w luce między palami przegradzającymi koryto rzeki.


     
Zamierzeniem wielkiego mistrza było połączenie się w rejonie Kiezmarku z siłami dowodzonymi przez komtura elbląskiego (późniejszego wielkiego mistrza w latach 1469-1470) Henryka Reussa von Plauena, do których mieli dołączyć zaciężni Bernarda Szumborskiego (†1470) i załóg zamków w Chojnicach, Lęborku, Pucku i Kiszewie. Zgrupowanie to miało stanowić ok. 2000 konnych i pieszych, co w połączeniu z siłami Erlichshausena dałoby dość pokaźną siłę ok. 3 850 żołnierzy skierowaną z odsieczą dla Gniewa. Dodatkowo jednostki wodne przyprowadzone przez wielkiego mistrza stwarzały możliwość działań od strony Wisły. Plany te pokrzyżowała flotylla gdańska dowodzona przez kapitana Stolle.
      
Rankiem 9 września Krzyżacy wpłynęli na wody Szkarpawy. Dotarcie do zapory (18 km) zajęło im 12-15 godzin ponieważ niesprzyjające wiatry nie pozwoliły im na użycie żagli. Zaraz po przybyciu podjęli próbę sforsowania zapory prosto z marszu. Jednak wobec skutecznej obrony jednostek gdańskich, wielki mistrz musiał się cofnąć ze swoimi okrętami. Ponadto obsadzenie przez gdańszczan wałów przeciwpowodziowych po obu stronach Szkarpawy uniemożliwiło obejście zapory lądem i atak na tyły wroga. W tej sytuacji Erlichshausen zrezygnował z dalszych prób ataku na zaporę ograniczając się do działań zaczepnych. Zamierzał czekać na podejście od strony Kiezmarku oddziałów von Plauena i Szumborskiego. W nocy z 9 na 10 września, wysadzony z okrętów krzyżackich desant spalił przysiółek Jankowo Żuławskie (Jankendorf), leżący na prawym brzegu Szkarpawy, ok.3 km od Żuławek. W nocy z 11 na 12 września, wielki mistrz polecił wysadzić kolejny desant, tym razem na lewy brzeg rzeki. Desant splądrował i spalił leżącą na przeciw Żuławek wieś Przemysław (Prentzlaf) oraz położoną u nasady Mierzei Wiślanej wieś Jantar (Pasewalk). W międzyczasie do Malborka i Elbląga przybyły polskie posiłki zaciężnych z Ornety (Vormith) i Pasłęka (Passenheim).

      
Wczesnym rankiem 13 września, flota zakonna zrezygnowawszy ostatecznie z forsowania zapory, wobec braku wiadomości od Plauena, wróciła na Zalew Wiślany i zakotwiczyła w rejonie Tujska (Tiegenort) i Czemojz (Czemoyse) u ujścia Tugi. Niektórzy badacze tematu przypisują ten ruch Erlichshausena obawie przed zablokowaniem ujścia Szkarpawy przez okręty wzmocnionego niedawno Elbląga, co mogło zagrozić flotylli zakonnej atakiem z obu stron. Nie wiadomo na ile się wielki mistrz pomylił, ale 13 września po południu, wydzielony zespół floty elbląskiej w składzie dużej barki, szniki i 3-5 łodzi wiosłowych, pod dowództwem Jakuba Vochsa, okrętował zaciężnych przybyłych z Pasłęka i Ornety - dowodzonych przez Macieja Tolka. Vochs miał wypłynąć w rejs patrolowy.
     
Tymczasem wielki mistrz, wyprowadziwszy swoją armadę najpierw pod Tujsk, zdecydował  się  przemieścić ją dalej, upatrując dogodniejszego miejsca do kotwiczenia na północ od Elbląga w rejonie pomiędzy dzisiejszym Kamionkiem Wielkim, Nadbrzeżem a  Suchaczem. Miał to być kolejny, brzemienny w skutkach błąd wielkiego mistrza.  Za flotą krzyżacką podążały jednostki gdańskie spod zapory, do których dołączyło 15 jednostek kaperskich z Elbląga. Elbląski zespół Voscha zaatakował jednostki żaglowe osłaniające wycofujące się w rejon Suchacza jednostki zakonne. Jednak przewaga liczebna Krzyżaków i niesprzyjający Vochsowi wiatr spowodowały, że utracił sznikę i 3 łodzie abordażowane przez zaciężnych zakonnych, a i jego barka flagowa znalazła się w poważnych opałach. Na szczęście potyczkę Voscha dostrzegli gdańszczanie i pośpieszyli mu z pomocą - odbiły stracone jednostki i uwolniły z opresji jego barkę. Zespół Vochsa wszedł teraz w skład połączonej floty związkowej powiększając jej stan do 30-32 jednostek, na których było zaokrętowanych ok.1200-1250 zaciężnych, wzmocnionych przez ok. 220 marynarzy. Jakub Vochs został trzecim dowódcą. Wraz z gdańszczanami manewrował on na północno - wschodnim skrzydle floty zakonnej, blokując jej drogę do Królewca. Chociaż wielki mistrz nie zamierzał wycofywać się do Królewca, dzięki tej blokadzie udało się zdobyć spóźnione 3 szniki krzyżackie, które stamtąd nadpłynęły - wzięto 20 jeńców, których przekazano na barkę Vochsa.

     
Wielki mistrz Ludwik von Erlichshausen nie obawiał się floty związkowej licząc na przewagę liczebną swoich okrętów. Nie przewidział  jednak trudnych warunków atmosferycznych, które pomieszały mu szyki. Przeciwne wiatry ograniczały manewrowanie jednostkom skupionym na niewielkim akwenie, a krótka, zatokowa fala wyczerpywała fizycznie i psychicznie zwłaszcza nieprzywykłych do takich warunków zaciężnych.
  
Musiał więc Erlichshausen tą niekorzystną pogodę przeczekać stając na kotwicach w pobliżu brzegu. Niekorzystne warunki atmosferyczne, stłoczenie jednostek krzyżackich w jednym miejscu i silne ich przemieszanie oraz ograniczone ich manewrowanie, wyrównywało szanse obu stron, a nawet dawało nieznaczną przewagę stronie związkowej.
     
W czwartek 15 września 1463 roku, we wczesnych godzinach porannych, zaraz po opadnięciu mgły, rozpoczęła się bitwa na Zalewie Wiślanym. Przyjęty przez flotę związkową szyk półksiężyca pozwolił jej najpierw na skuteczny ostrzał z bombard, hakownic i kusz ściśnięte jednostki krzyżackie, potem przystąpiono do abordażu jednostek znajdujących się na zewnątrz szyku. Przypuszczalnie lewe, północno - zachodnie skrzydło zajęli gdańszczanie z Kolmenerem i Stollem. Natomiast Vochs z elblążanami zajął prawe, południowo - zachodnie skrzydło. Możliwe, iż celowo osłabiono centrum szyku, licząc na to, że jeżeli nawet Krzyżacy przerwą go w tym miejscu, to przeciwny wiatr nie pozwoli im się oddalić. Przypuszczalnie jednostki związkowe strzelały z obu stron do wewnątrz szyku krzyżackiego, co przy panującym tam tłoku stwarzało sytuację, że niemal każdy strzał mógł być celny. Krzyżacy przeciwnie - strzelając na zewnątrz cienkiego pierścienia jednostek związkowych mogli liczyć tylko na przypadkowe trafienia. Jeszcze przed abordażem na jednostkach zakonnych zaczęły wybuchać pożary, zaczęto zrzucać żagle, pozbawiając się możliwości manewrowania. W obliczu szerzących się pożarów zaczęła w szeregach zakonnych narastać panika.


    

Ludwik von Erlichshausen przypuszczalnie przestał dowodzić flotą ponieważ nie próbował nawet udzielić pomocy zewnętrznym jednostkom uwikłanym w walkę abordażową. Dowodzenie przeszło w ręce dowódców jednostek, którzy zależnie od temperamentu i morale zaczeli włączać się do bitwy lub ogarnięci paniką przemyśliwać o ucieczce. Z powodu południowo - zachodniego wiatru, w pierścieniu blokady zaczęła się wytwarzać szczelina,  przez którą największy okręt krzyżacki, wielki dwumasztowy galar, na którym znajdowało się 200 zaciężnych pod dowództwem komtura Bałgi Siegfrieda Flacha, skierował się ku Królewcowi. Jednak manewrowanie galarem szło zaciężnym z trudnością, więc porzucili go i przesiadłszy się na 5 wielkich łodzi ominęli zajętych abordażem gdańszczan, po czym wylądowali w rejonie Tolkmicka. Coraz więcej jednostek krzyżackich zaczęło brać przykład z Flacha kierując się ku lądowi. Ponadto pod naporem związkowych sznik jednostki zewnętrznej linii zaczęły cofać się w głąb szyku, powodując dalsze jego ściśnienie i spychanie na brzeg. Wielki mistrz nie mając już żadnych złudzeń, wymknął się z najbliższymi dworzanami łodzią przez lukę w pierścieniu jednostek związkowych i zbiegł do Królewca. Wczesnym popołudniem jednostki związkowe wdarły się w głąb ugrupowania krzyżackiego. Część z nich związała się walką a część pogoniła za uciekinierami. Bitwa przybrała teraz charakter odosobnionych pojedynków i pogoni mających finał na brzegu. Zapadający zmierzch położył kres walce.        





Bitwa na Zalewie Wiślanym stała się dla Zakonu klęską, która przesądziła los całej operacji gniewskiej *[4], a nawet - jak twierdzi wielu badaczy tematu - była najważniejszym starciem tej wojny, które miało znaczący wpływ na jej wynik i polityczny układ w tej części Europy na kilkaset lat. Wynik bitwy na Zalewie uniemożliwił Krzyżakom przejście do ofensywy i w efekcie doprowadził do podjęcia rokowań zakończonych pokojem toruńskim w 1466 roku. Krzyżacy utracili tutaj całą swoją flotę. Ocalało jedynie 200 zbiegłych knechtów Flacha oraz ok. 60 rycerzy i marynarzy z najbliższego otoczenia wielkiego mistrza. Gdańszczanie wzieli do niewoli 305  jeńców, w tym komtura Memla Hansa Hetzla, a elblążanie 240 jeńców. Brak jest dokładnych danych odnośnie strat związkowych, przypuszczalnie mogło to być 150 -200 ludzi. Skutkiem przegranej bitwy na Zalewie Wiślanym był rozpad (18-19 września) południowej grupy von Plauena. Pogrom floty zakonnej spowodował też, że flota elbląska wzmocniona zdobycznymi okrętami, zapanowała wraz z zaciężnym wojskiem królewskim, którym dowodził Czech Jan Skalski (Johan Walstein) niepodzielnie na wodach Zalewu Wiślanego. Jeszcze w 1463 roku statki elbląskie z wojskiem Skalskiego dokonały wypadu na Sambię, gdzie w czasie ataku 29 września na osadę Święty Wojciech niewiele brakowało do wzięcia w niewolę przebywającego tam wielkiego mistrza. W lipcu 1464 roku flota elbląska z zaciężnymi Jana Skalskiego (ok.300 ludzi) dotarła przez Zalew Wiślany do ujścia Pregoły, tam podpłynęła pod Stare Miasto Królewiec, gdzie wznieciła pożar niszcząc łasztownię. Jednak 13 października 1464 roku Krzyżacy w sile 150 koni na czele z komturem von Plauenem zapędzili się pod Nowe Miasto Elbląg, które w ostatniej chwili uratowało opuszczenie kraty w bramie Targowej. Na początku lipca 1466 roku wielki mistrz wraz z Henrykiem Reuss von Plauenem, marszałkiem inflanckim Gerhardem Malingrodem i Jerzym von Schliebenem zorganizowali wyprawę z Królewca w kierunku Elbląga. Dnia 6 lipca około 600 zbrojnych znalazło się pod Elblągiem, rabując i niszcząc okoliczne wsie. Ostatnią akcją floty elbląskiej (trzy uzbrojone łodzie), gdańskiej (siedem łodzi) i Skalskiego (dwie łodzie) było wyruszenie w połowie 1466 roku do wybrzeży Sambii. Próby działań w tym rejonie nie powiodły się, gdyż brzegi zalewu były silnie strzeżone przez Krzyżaków. Jednak działania te przyczyniły się w pewnym stopniu do odstąpienia przez Krzyżaków od oblężenia Pieniężna i powrotu do Królewca.
    
Na skutek wyczerpania finansowego obie strony zgodziły się na mediację legata papieskiego Rudolfa von Rüdesheim, biskupa Lewantu w latach 1463–1468. Rokowania pokojowe odbyły się w Toruniu w ciągu września i połowy października 1466 roku. W dniu 19 października 1466 roku zawarto układ pokojowy w obecności przedstawicieli Elbląga: Jana Fedelera, Henryka Bilanta, Otto Machwica, ze strony krzyżackiej obecny był proboszcz Starego Miasta Elbląga Stefan, syn Macieja z Nidzicy. Układ w Toruniu oznaczał dla Elbląga ostateczny kres władzy krzyżackiej nad miastem i otworzył okres ponad trzystuletniego panowania polskiego.
     
W centrum Suchacza (od 2008 r. "Wioska Kaperska" ) postawiono w 1961 roku obelisk upamiętniający bitwę na Zalewie Wiślanym (15 września 1463 r.). Pomnik zawiera wyrytą w kamieniu - wielkimi literami - inskrypcję: "15 IX 1463 W ROCZNICĘ POGROMU FLOTY KRZYŻACKIEJ PRZEZ  FLOTYLLĘ ELBLĄSKO-GDAŃSKĄ SPOŁECZEŃSTWO ZIEMI ELBLĄSKIEJ W TYSIĄCLECIE PAŃSTWA POLSKIEGO" i przypomina, że był kiedyś PRL [Zobacz foto]. Zasłyszane - podobno niegdyś obelisk stał w pobliżu "Stawów Karpiowych" dla upamiętnienia zupełnie innego wydarzenia.

*[4]Oblężenie Gniewa trwało nadal. 400-osobowa załoga utrzymała twierdzę niemalże do końca wojny trzynastoletniej – skapitulowała dopiero 1 stycznia 1464 r.


Źródło:
J.W.Dyskant, Zatoka Świeża 1463, Historyczne bitwy, MON, Warszawa 1987, s.145-167 [grafika].
E.Koczorowski,
Pogrom krzyżackiej armady,  Miniatury historyczne, BELLONA, Gdynia 2004, s. 5-73 [grafika].

S.Gierszewski, Elbląg Przeszłość i teraźniejszość, Gdańsk 1970, s.60-61.
Historia Elbląga Tom I (do 1466 r.), praca zbiorowa pod red. S. Gierszewskiego i A. Grotha, Gdańsk 1993, s.271-274.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego