Podobozy Stutthofu i obozy pracy OT - Historia Wysoczyzny Elbląskiej

Przejdź do treści
TEMATY RÓŻNE


onieważ prowadząca wojnę III Rzesza potrzebowała taniej, ale wykwalifikowanej siły roboczej, funkcja eksterminacyjna obozu Konzentrationslager (obozem koncentracyjnym stał się w dniu 7 stycznia 1942 r.) Stutthof (na zachód od dzisiejszej wsi Sztutowo) sprzęgała się coraz silniej z funkcją ekonomiczną. Wyrazem tego było powstanie w latach 1939-1945 kilkudziesięciu filii obozu (tzw. podobozów) oraz większych komand zewnętrznych, w których jako nadrzędy cel stawiano niewolniczą pracę.

      
Czynnik ekonomiczny odgrywał ważną rolę od samego początku istnienia Zivilgefangenenlager Stutthof, gdyż był on m.in. jednym z elementów zdobywania środków na jego utrzymanie - zanim jeszcze Stutthof uzyskał status państwowego obozu koncentracyjnego w dniu 7 stycznia 1942 roku. Od pierwszych dni wojny do obozu trafiały osoby tzw. „polskiego żywiołu” (m.in. polskie duchowieństwo, nauczyciele, członkowie Związku Zachodniego, przedstawiciele polskich stronnictw i partii politycznych), z terenu Wolnego Miasta Gdańska, które w pierwszej kolejności miały zostać poddane  planowej akcji  eksterminacyjnej („Akcja Tannenberg”). Mimo to zaczęto tworzyć zewnętrzne oddziały pracy, co obok czynnika ekonomicznego miało też zmniejszyć problem przepełnienia samego obozu. Lata 1942 – 1944 to okres napływu do KL Stutthof więźniów z innych regionów Polski i Europy, m.in. z Belgii, Czech, Francji, Dani, Norwegii, Finlandii, Litwy i Łotwy. Trafiali tutaj także Niemcy, Rosjanie oraz Żydzi, którzy byli obywatelami prawie wszystkich państw europejskich.

Więźniowie pracowali przy budowie umocnień obronnych i wałów przeciwpowodziowych, przy produkcji elementów uzbrojenia, w państwowych i prywatnych zakładach przemysłowych oraz w rolnictwie. Komendantura Stutthofu za ich niewolniczą pracę pobierała opłaty, które najemca wpłacał na konto obozu w banku Rzeszy w Gdańsku. Najemca zobowiązany był też - z pewnymi wyjątkami - do zapewnienia przede wszystkim zakwaterowania, a czasem wyżywienia, wynajętym do pracy więźniom oraz pilnującej ich załodze wartowniczej. Do obozu należało zaopatrzenie więźniów w odzież i obuwie, zabezpieczenie nadzoru oraz opieki medycznej. Jednak z zadań tych obie strony wywiązywały się bez zaangażowania. Nierzadko właściciele przedsiębiorstw zainteresowani byli wyłącznie efektami ekonomicznymi i nie dbali o warunki życia i pracy więźniów.

     
Stutthof, 1941 r. Fot. zbiory Archiwum Muzeum Stutthof.
   

W latach 1940-1942 i 1944-1945 na terenie miasta Elbląga funkcjonowały trzy filie obozu w Stutthofie. Przeszło przez nie łącznie ponad 4 000 więźniów różnych narodowości, spośród których zginęło ok. 25% wszystkich więźniów tych filii.

Przez cały okres wojny w rejonie Elbląga funkcjonowały również obozy dla jeńców wojennych oraz obozy pracy przymusowej. Działały one w ramach Organizacji Todt (OT), jak np. Baukommando Ostland w Piastowie czy Gemeinschaftslager Hopehill [Nie należy mylić z  Außenstelle Hopehill, który był filią Stutthofu - przyp. W.K.]. Więźniów obozu, jeńców wojennych i cywilnych robotników przymusowych zatrudniano na terenie miasta Elbląga, Wysoczyzny Elbląskiej oraz wybrzeża Zalewu Wiślanego.

      

ierwszym podobozem Stutthofu w rejonie Elbląga był podobóz Aussenstelle Zeyersniederkampen (obecnie Kępiny Wielkie, gmina Elbląg). Podobóz powstał  już 4 października 1939 roku i był zlokalizowany niedaleko Zalewu Wiślanego, po prawej stronie Nogatu. Jak wspomina jeden z więźniów podobozu Jan Urbaniak, dwudziestu więźniów przybyłych ze Stutthofu miało za zadanie zbudować do końca roku w Kępinach Wielkich duży barak dla więźniów i mniejsze dwa baraki dla załogi podobozu *[1] oraz barak na kuchnię i latrynę. Dwa ostatnie pomieszczenia oraz barak dla więźniów ogrodzono drutem kolczastym. Za materiał do budowy posłużyły elementy rozebranych małych baraczków rozsianych nad kanałami w delcie Wisły. Pracami budowlanymi kierował Niemiec zamieszkały w Nowakowie (Terranowa) Fritz Gerlach, więźniem funkcyjnym kapo był Konkol z Jastarni, jedzenie gotowała córka majstra Ottona Gerlacha - Lotta. W drugiej dekadzie grudnia 1939 roku przywieziono do Kępin Wielkich z obozu macierzystego 140 więźniów.
     
Barak dla więźniów miał około 20 m długości i 6 m szerokości. Postawiony był na podmokłym terenie z podłogą z cienkich desek, przez co panowała w nim wilgoć. Pod ścianami baraku leżała słoma służąca więźniom za posłanie. Była ona siedliskiem brudu i robactwa, w czsie deszczu przemakała przez nieszczelny dach z desek pokryty papą, natomiast zimą słoma przymarzała do podłogi, a przy suficie wisiały sople lodu. Do oświetlenia baraku służyły dwie przenośne lampy naftowe, a do ogrzewania zimą dwa żelazne piecyki. Wewnątrz baraku znajdowała się tzw. kapo-stuba dla więźniów funkcyjnych: hauptkapo Franciszek Osiński, ksiądz Jan Szarkowski pełniący funkcję zaopatrzeniowca (przywoził zaopatrzenie z Elbląga), kucharz Karol Nalepa (w kuchni oddalonej od baraku ok. 15 m miał trzech pomocników: Gregora Patrykusa, Józefa Swiniarskiego i Grzenkowskiego), kowal obozowy Józef Filipowicz (pracował w kuźni nad brzegiem Nogatu wraz z Wincentym Mleczewskim i więźniem Kubczykiem, który dbał o kolejkę dowożącą ziemię i piasek na budowę wału), lekarz Aleksander Witkowski (musiał pracować jak inni więźniowie, a leczeniem zajmował się tylko w wolnych chwilach od pracy) i ordynans esesmanów Tadeusz Swiniarski. Wszyscy oni spali na pojedynczych pryczach z siennikami i kocami. Pod względem organizacyjnym więźniów dzielono na grupy liczące 20 lub 50 osób, którym przydzielano oddzielne zadania na poszczególne dni. Do każdej grupy przydzielony był kapo - grupowy i dozorujący esesman. Dzień pracy więźnia wynosił 12 godzin, pobudka w zimie była o godzinie 6.00, a w lecie o 5.00. Posiłki więźniów były skromne: 200 g czarnego chleba, czarna kawa bez cukru, na obiad litr wodnistej zupy, w której pływały kawałki kartofli, brukwi, a czasem trochę kaszy.
     
Więźniowie podobozu zatrudnieni byli przez elbląską firmę „Deichverband des Kreises Elbing” w liczbie 200 jednocześnie (w miejsce zmarłych i chorych ze Stutthofu przysyłano nowych więźniów) budowali wał ochronny wzdłuż Nogatu (szeroki na 5 m, 3 m wysoki i 15 km długi). Z ramienia elbląskiej firmy (siedziba przy Heilige Geist 26) prowadzącej roboty nadzorowali budowę ww. bracia Fritz Gerlach (kierownik budowy) i Otto Gerlach (majster na budowie). W niedziele esesmani wynajmowali więźniów do pracy u okolicznych gospodarzy (bauerów). Wynajęcie więźnia kosztowało jedną markę dziennie. Najcięższą pracą przy budowie wału była adaptacja terenu, ponieważ był on porośnięty starymi wierzbami i różnego rodzaju krzewami, które więźniowie musieli karczować bez odpowiednich narzędzi. Przez pierwszy rok zbudowano zaledwie 3 km wału. Gdy zamarzniętą ziemię pokrył śnieg  więźniów skierowano do wycinania trzciny i faszyny na Zalewie Wiślanym.  
     
Po zbudowaniu wału 29 marca 1941 roku filia ta została zlikwidowana. Więźniowie powrócili do macierzystego obozu w Stutthofie. Załoga Aussenstelle Zeyersniederkampen liczyła około 14 esesmanów, których wymieniano co dwa tygodnie. Komendantami podobozu byli kolejno: SS-Obersuharfiihrer Paul Görke - od października 1939 r., SS-Rottenfuhrer Artur Platz - początek 1940 r. (Jan Urbaniak wymienia po Platzu Johannesa Möwe), SS-Unterscharfiihrer Franz Mielenz - od kwietnia do lipca 1940 r., SS-Oberscharfuhrer Willy Rudder - od 20 lipca 1940 roku do likwidacji podopozu 29 marca 1941 roku.



ierwszym podobozem KL Stutthof na terenie miasta Elbląga był powstały (prawdopodobnie, gdyż dokładnej daty nie można dziś ustalić. O.Lewicka podaje nawet marzec 1940 r.) w styczniu 1940 roku: Aussenstelle Elbing des Zivilgefangenenlagers Stutthof (Podobóz Obozu Jeńców Cywilnych Stutthof w Elblągu). Na początku stycznia 1940 roku komando elbląskie zasiliło 75 polskich jeńców wojennych *[2] zatrudnionych od października 1939 roku w zakładach F. Schichau GmbH Elbing, gdzie pracowali przy budowie budynków administracyjnych i zakładaniu instalacji elektrycznej. Według niektórych badaczy tematu (O.Lewicka, M.Orski), dopiero wysłanie do Elbląga około 200 więźniów w połowie marca 1940 roku stworzyło tutaj grunt do założenia jednej, dużej filii (tzw. Wohnlager - obóz mieszkalny lub obóz zbiorczy), będącej kontynuacją wcześniej działających oddziałów pracy.
      
Więźniów zakwaterowano w pożydowskiej fabryce pędzli i szczotek T. Neumanna przy ulicy Tannenbergallee 75 (obecnie Aleja Grunwaldzka), która należała wówczas do zakładów Schichaua. Podobóz mieścił się w dwupiętrowym murowanym budynku, który otoczony był murem ceglanym zwieczonym czterema rzędami drutu kolczastego, z blaszaną bramą oraz furtką. Przed budynkiem był plac apelowy o wymiarach ok. 30 x 80 m. Wewnątrz budynku znajdowały się duże hale. Więźniowie spali po dwóch lub trzech na dwupiętrowych pryczach z siennikiem i kocem w sali na piętrze. Na środku stały dwa długie stoły, a przy nich ławki. W końcu sali wydzielono oddzielne miejsce dla więźniów funkcyjnych, m.in. Oberkapo, lekarza, kucharza i innych. Drugie piętro zajmowały magazyny zakładów Schichaua. Według niektórych relacji były tam też kwatery więźniów do których nie wolno było wchodzić grupie ze Stutthofu. Obiektu pilnowało trzech wartowników, którzy byli zakwaterowani na parterze, gdzie po kilku dniach powstała też kuchnia obozowa. Początkowo jedzenie dowożono z obozów pracy znajdujących się nieopodal fabryki. Było ono jednak niskiej jakości i przypuszczano nawet, że były to zlewki z obiadów wydawanych robotnikom przymusowym. Wyżywienie składało się na ogół z porcji kaszy na obiad oraz chleba, margaryny lub marmolady rano i wieczorem.    
     
Prawdopodobnie (brak dokładnych danych źródłowych) liczba więźniów filii nie przekroczyła nigdy 500 osób. Nie można ustalić ogólnej liczby więźniów, którzy przeszli przez podobóz.

      


      
Około kwietnia 1941 roku więźniowie z obozu na Tannenbergallee  zostali przeniesieni do baraków na zapleczu Zakładów Schichau na ulicy Boelkestrasse (obecnie ul. Fredry), które znajdowały się po drugiej stronie torów kolejowych, pomiędzy lotniskiem i osiedlem mieszkaniowym. Na tym terenie skoncentrowano liczne obozy pracy przymusowej należące do zakładów Schichau'a. Podobóz składał się z sześciu drewnianych baraków, z których trzy przeznaczono na pomieszczenia mieszkalne dla więźniów, jeden dla obsługi obozu, a w pozostałych dwóch znajdowały się kuchnia oraz umywalnie i ubikacje dla więźniów. Ogrodzenie z drutu kolczastego i narożnikowe wieżyczki strażnicze oddzielały go od obozu dla robotników cywilnych (Czechów). Na początku w podobozie przebywało 200, a później do ok. 500 więźniów. Według zachowanych dokumentów w dniu 11 grudnia 1941 roku w podobozie przebywało 374 więźniów. Byli to głównie Polacy, trochę Niemców gdańskich, Czechów i Rosjan, ale zdarzali się także Francuzi i Anglicy. Co piątek odbywała się wymiana więźniów i dostawy żywności z macierzystego obozu w Stutthofie. Poprawiła się jakość wydawanych więźniom posiłków. Na śniadanie - w miejsce kawy - otrzymywali płatki owsiane gotowane na wodzie, a na obiad do zupy, obok brukwi, kapusty i kaszy, często dodawano makaron lub ziemniaki.

       

Z obozu centralnego nadal transportowano więźniów na barkach przez Zalew Wiślany. Przez pierwszych kilka tygodni po przybyciu do Elbląga więźniowie nosili stare, zniszczone, brudne i śmierdzące ubrania, w których przybyli do Stutthofu. Raziło to jednak mieszkańców Elbląga, którzy na co dzień stykali się z kolumnami więźniów idących do pracy lub obozu. W miejscowej prasie ukazała się w tej sprawie notatka w imieniu oburzonych tym widokiem czytelników. Odniosło to skutek, gdyż więźniowie otrzymali austriackie mundury z pierwszej wojny światowej - szare kurtki z cienkiego materiału, spodnie w kolorze zielono-niebieskim oraz okrągłe czapki bez daszka. Później zaopatrzono ich w obozowe pasiaki. Co miesiąc zabierano ubrania do dezynfekcji w Gdańsku. Raz w tygodniu, w niedzielę,  na polecenie komendanta obozu zarządzano ogólne odwszawianie.



      
Więźniowie pracowali we wszystkich zakładach Schichau na terenie Elbląga, tj. głównie w stoczni (Schichau-Werft), fabryce maszyn i lokomotyw (Maschinen-Lokomotivfabrik), odlewni żelaza i stali (Stahl u.Eisengiesserei). Zatrudniani byli też w mniejszych zakładach przemysłowych miasta, np. w fabryce dykty, fabryce lin konopnych i stalowych (C. Stephuna) czy w zakładach oczyszczania miasta. W stoczni więźniowie wykonywali przeważnie prace pomocnicze, segregowali materiały do budowy kadłubów zajmując się także transportem do hal stoczniowych. Montowano w nich okręty wojenne - torpedowce oraz miniaturowe ("kieszonkowe") okręty podwodnie *[3] [zob. temat]. Więźniowie podobozu pracowali też przy rozbiórce starych budynków, kopaniu fundamentów, w żwirowni, przy kanalizowaniu miasta, budowie osiedla mieszkaniowego przy Ziesestrasse (obecnie ulica Browarna). Funkcję kierownika administracyjnego obozu (Lagerverwalter) pełnił Niemiec Martens. Rejestracją więźniów opuszczających obóz do miejsca pracy zajmował się Oberkapo Stefan Plombom. Czas pracy wynosił przeciętnie 10 godzin od 6 lub 7 w zależności od pory roku, do 16 lub 17. Niedziela była dniem wolnym od pracy. Za każdego wynajętego do pracy więźnia firma wpłacała na konto obozu kwotę 8 RM dziennie.



      
Więźniowie podobozu nie mogli posiadać gotówki. Tylko nieliczni posiadali obozowe konta, z których mogli pobrać w ciągu miesiąca po kilka marek. Od listopada 1940 roku więźniowie mogli otrzymywać legalnie paczki i korespondencję.

       

W czasie przerwy obiadowej w stołówce dla Niemców lub robotników przymusowych więźniowie mogli liczyć na resztki z obiadu lub niedopałki papierosów. Czasem niemieccy mieszkańcy podrzucali ukradkiem żywność więźniom pracującym na terenie miasta (np. przy wywozie śmieci). Niektórzy robotnicy z fabryki rzucali przechodzącym więźniom paczki żywnościowe, mimo, że kontakty więźniów z robotnikami cywilnymi były zabronione. Więźniom groziła za nie kara chłosty i przeniesienie do karnej kompanii w Stutthofie a robotnicy cywilni mogli być skierowani przez elbląskie Gestapo do Stutthofu, jako więźniowie wychowawczy.

     

Karę chłosty wymierzano więźniom także za opieszałość w pracy, za nielegalną korespondencję lub podejrzenie zorganizowania ucieczki. Do największych oprawców należał zastępca komendanta SS-Unterscharführer Max Michelsen nazywany przez więźniów "buldogiem" oraz ww. Oberkapo i blokowy Plombom.



(Źródło: M.Orski, op. cit.,s.13.)
    
Podobóz na Boelkestrasse został zlikwidowany przypuszczalnie do końca marca 1942 roku *[4]. Według relacji więźnia Jana Hładasza w dniach 22-23 marca 1942 roku w elbląskim podobozie przebywało jeszcze ok. 280 więźniów, z czego 50 osób zostało skierowanych do wsi Einlage (Jazowa) nad Nogatem. Pozostali więźniowie wyjechali do Stutthofu. Z relacji innego więźnia Antoniego Janiewicza wynika, że jeszcze w lipcu 1942 roku w Elblągu przebywało 20 więźniów. (M.Orski, op. cit., s.26.)

       

Esesmańska załoga podobozu pochodziła ze Stutthofu i liczyła około 40-50 osób - na przełomie 1941 i 1942 roku 36 osób. Przez ponad dwuletni okres działania podobozu kilkakrotnie ulegała zmianie obsada jego komendanta:

SS-Obersturmführer Waldemar Wilhelm (od 10 maja 1940 do 14 lipca 1940) *[5], SS-Obersturmführer Fritz (Max) Meier (od 22 października 1940 do 4 lutego 1941), SS-Untersturmführer Erich Müller (od 28 marca 1941 do 10 kwietnia 1941), SS-Obersturmführer Alfred Dittmann (od 4 maja do czerwca 1941), SS-Oberscharführer Willy Redder (kilka dni w czerwcu 1941), SS-Oberscharführer Fritz Weber (od 10 czerwca 1941 do 16 lipca 1941).


*[1]W jednym z nich oprócz jadalni i sypialni esesmanów był magazyn żywnościowy i narzędziowy, w drugim baraku mieszkał komendant podobozu.

*[2]Do Elbląga przybyli z więzienia w Królewcu w grupie 300 osób. Na początku stycznia 1940 roku  wszystkich pozbawiono statusu jenieckiego zmieniając go na kategorię jeńców cywilnych (jako więźniów politycznych) w wyniku ujawnienia sabotażu w jednym z komand przy przecinaniu kabli elektrycznych. (M.Orski, op. cit., s.8-9.)

*[3]W latach 1941-1944 w zakładach Schichau'a zbudowano 64 jednostki u-bootów typu VII C.

*[4]Podobóz w dokumentach wymieniony był po raz ostatni 28 lutego 1942 roku.

*[5]Według M.Orskiego przed przybyciem Waldemara Wilhelma do Elbląga funkcję komendanta pełnił Fritz Meier. Podczas nieobecności komendantów - np. po zwolnieniu Wilhelma - funkcję komendanta w Elblągu miał pełnić zastępca Pauly'ego SS-Haupsturmführer Franz Christoffel.       


dniu 19 września 1944 roku, rozkazem specjalnym komendanta Stutthof SS-Sturmbannführera P.W. Hoppego, została powołana druga elbląska filia; Aussenarbeitslager Schichau - Werft Elbing (" Stocznia Schichau Elbląg"), której lokalizacja była przy obecnej ulicy Radomskiej (Kraffohlsdorfer Weg). Dokument wydany przez Hoppego omawiał też organizację podobozu.
       
Zgodnie z rozkazem wstępnie wyznaczono 1400 więźniów (mężczyzn), którzy w trzech transportach (ok.500 osób każdy) mieli trafić do Elbląga. Transporty odeszły w dniach 25 i 29 września oraz 3 października. Do Elbląga trafiło 1600 więźniów.
       
W dniu 2 października 1944 roku wyszedł  kolejny rozkaz, który dotyczył czasu pracy więźniów podobozu w stoczni Schichaua. Mieli oni pracować w godzinach: od 6.00 do 12.00 i od 13.00 do 17.30. Rozkaz podkreślał, że czas pracy powinien być dostosowany do życzeń firmy, a gdyby takowych nie było - miał być zgodny z czasem pracy więźniów w obozie Stutthof ( 12 godzin na dobę).

         
Połowę stanu osobowego podobozu stanowili Polacy, pozostali to: Rosjanie, Łotysze, Litwini, Estończycy i osoby pochodzenia żydowskiego z tych krajów. Było także kilku Holendrów przeniesionych z Tallina, a także grupa 15-20 byłych łotewskich policjantów osadzonych w Stutthofie za dezercję z SS i przestępstwa kryminalne.



Kwaterami więźniów były baraki znajdujące się na zapleczu stoczni Schichau'a przy ulicy Krafoldsdorfweg (Radomska) i w budynku przy ulicy Boelkestrasse (Fredry) na terenie fabryki maszyn i lokomotyw. Do wyjazdu wybrano głównie fachowców, jak tokarzy, mechaników, ślusarzy. Byli oni zatrudnieni w fabryce maszyn i lokomotyw oraz w stoczni przy budowie i wyposażaniu tzw. miniaturowych okrętów podwodnych [zob. temat].  Za każdą dniówkę więźnia firma wpłacała na konto obozu kwoty po 4 i 6 RM.



Pierwszym Lagerführerem (kierownik obozu) został wyznaczony (wg M.Orskiego) SS-Oberscharführer Willy Redder, którego następnie przeniesiono na stanowisko komendanta podobozu stoczni Gdańsk. Po nim, jednak na krótko, funkcję komendanta sprawował SS-Hauptsturmführer Rudolf Kinne - ze stanowiska odwołany w dniu 26 października 1944 roku. Na jego miejsce został mianowany SS-Untersturmführer Friedrich Walter z komendantury KL Stutthof. Był on komendantem już do końca istnienia filii (20.01.1945).
     
Załogę wartowniczą podobozu stanowiło początkowo 9 esesmanów z 1. kompanii wartowniczej; w miarę przybywania kolejnych transportów więźniów zwiększył się również stan osobowy załogi do 29 osób. Oprócz załogi wartowniczej nadzór nad więźniami pełniła także straż fabryczna (Werkschutz) z zakładów Schichaua. Warunki życia i wyżywienie były znacznie gorsze jak w pierwszej elbląskiej filii a nawet jak w macierzystym obozie. Wyżywienie nie przekraczało 1000 kalorii dziennie na jednego więźnia. Nie było też możliwości zdobywania dodatkowej żywności. Za aprowizację podobozu odpowiedzialna była administracja zakładów Schichaua, która pokrywała koszty zakupu żywności. Nie była ona jednak zobowiązana do prowadzenia kuchni więźniarskiej, która pozostawała pod zarządem podobozu. W elbląskim podobozie szwankowało też zaopatrzenie w odzież, obuwie i lekarstwa. Funkcję lekarza pełnił przez cały czas istnienia podobozu więzień dr Bolesław Drobner-Kwiatkowski, który miał do pomocy dwóch sanitariuszy. Chorzy nie otrzymywali właściwej opieki medycznej. Ciężko chorych więźniów przewożono do Stutthofu, natomiast zmarłych grzebano w podelbląskich lasach.
      
Podobóz w Elblągu zlikwidowano - w związku z ofensywą wojsk radzieckich - w dniu 20 stycznia 1945 roku. Więźniowie ewakuowali się do macierzystego obozu (wg relacji J. Potrykusa) pieszo. Szacuje się, że przez podobóz przeszło około 2 000 osób, z czego zmarło około 25% stanu osobowego.

W dniach między 18 i 20 listopada 1944 roku powstał podobóz Elbing Brückenkopf  (Przyczółek Mostowy Elbląg), z którego więźniareki (ok. 1000 wg stanu z grudnia 1944) do końca stycznia 1945 roku pracowały przy budowie umocnień wojskowych wokół Elbląga. Były to kobiety pochodzenia żydowskiego przybyłe do Stutthofu z obozów koncentracyjnych na Łotwie. Zatrudniano je przy budowie zapór pancernych nadzorowanej przez Organisation Todt. Brak jest bliższych danych na temat organizacji filii i warunków bytowych więźniarek. Wysoka śmiertelność sięgająca dwóch trzecich stanu osobowego może świadczyć, że były one znacznie gorsze jak w macierzystym obozie. Według raportu o stanie osobowym z dnia 24 stycznia 1945 roku na terenie filii przebywało 341 więźniarek, które w dniu następnym zostały ewakuowane do Stuttfofu.       

      
bok podobozów KL Stutthof na terenie Elbląga funkcjonowały też obozy pracy (Arbeitslager), w których przebywali robotnicy przymusowi, jeńcy wojenni i grupy Żydów. Robotnicy będący na robotach przymusowych i ci, którzy zgłosili się dobrowolnie do pracy, zatrudnieni byli na terenie wielu zakładów Elbląga i w okolicznych miejscowościach. Byli to przeważnie dobrzy fachowcy: murarze, tokarze, elektrycy, krawcy, kierowcy itp. Pracowali w zakładach Schichau'a, w tartaku, w składnicy węgla, w gazowni, w mleczarni, w szwalniach, w sklepach jako sprzedawcy, u okolicznych gospodarzy i w wielu innych elbląskich instytucjach i zakładach. Opłacano ich według taryfy 15-20 marek tygodniowo. Z pochodzenia byli to: Niemcy, Polacy, Czesi i Francuzi. Skoszarowani byli tak samo jak więźniowie podobozów, z tą różnicą, że po zakończeniu pracy korzystali z dość dużej swobody, np. mogli opuszczać baraki bez nadzoru, w określonych godzinach, swobodnie poruszać się po mieście (nie wolno było robotnikom przebywać w mieście w roboczych ubraniach, gdyż groziło im aresztowanie przez policję), utrzymywać korespondencję z bliskimi, otrzymywać paczki. W odróżnieniu od więźniów określano ich "robotnikami wolno najemnymi".

      
Nie jest do końca wyjaśniona sprawa usytuowania baraków dla pracowników będących na robotach w Elblągu. Według niektórych relacji obok podobozu na ulicy Boelkestrasse (ul. Fredry), wzdłuż toru kolejowego znajdowało się 6 baraków dla  jeńców wojennych i cywilnych pracowników różnej narodowości, był barak: polski, czeski, francuski, holenderski, rosyjskich więźniów wojennych i karny. Na pobliskiej ulicy Trettinkenhof (Narciarska) miał znajdować się obóz pracy dla kobiet różnej narodowości, które pracowały w wielu firmach na terenie miasta. Natomiast w barakach na obecnej ulicy Dąbrowskiego (Serpiner Weg) przebywali robotnicy przymusowi  różnych narodowości pracujący w mleczarni Schroedera. Przy obecnej Alei Armii Krajowej (od 1941 do 1945 roku) istniał obóz pracy, gdzie przebywały kobiety (m.in. Polki, Czeszki i Rosjanki). Według innych relacji, 10 baraków dla robotników przymusowych usytuowanych było przy bocznej drodze od ulicy Warszawskiej, tuż przy b. ZAS "Polmo". W każdym z tych baraków mieszkało około 60 osób (Polacy, Rosjanie, Czesi i niewielka grupa Niemców). Po 1942 roku trzy baraki zajmowali Ukraińcy, którzy prawdopodobnie byli żołnierzami armii Własowa, gdyż nosili oni niemieckie mundury. Wśród robotników przymusowych byli też tacy, którzy pracując u jakiegoś rzemieślnika, mieli tam również zakwaterowanie.
      
W sąsiedztwie elbląskiego podobozu znajdowały się, ogrodzone drutem kolczastym, cztery baraki dla jeńców brytyjskich. Według J. Gugały:
[...] Mieszkało w nich około 150 jeńców. Niemcy traktowali ich o wiele lepiej niż jeńców innych narodowości. Ich izby były czysto utrzymane, estetycznie umeblowane, na łóżkach zawsze czysta pościel. Ponieważ Anglicy odmawiali wykonywania prac porządkowych i sprzątania własnych pomieszczeń, Niemcy wysyłali do tych zajęć rosyjskich i polskich więźniów. Anglicy pracowali też w zakładach Schichaua, jeżeli chcieli, nikt ich jednak do tego nie zmuszał.

(J. Gugała, op. cit., s.19.)    


a terenie Elbląga pracowała, trudna do ustalenia *[1], liczna grupa Rosjan. Nie znana jest też liczba więźniów i  jeńców narodowości francuskiej, niemieckiej, czeskiej czy włoskiej. W obozie pracy przymusowej w Hopehillu (tzw."Baraki" w Kamionku Wielkim) przebywała grupa byłych jeńców narodowości francuskiej i włoskiej, którzy pracowali jako cywilni robotnicy przymusowi. Na podstawie uogólnień można przyjąć, że na terenie Elbląga w okresie od marca 1940 do stycznia 1945 roku przebywało około 3000 więźniów różnej narodowości. [Zobacz też]


*[1]Dokumentacja z działalności KL Stutthof i jego podobozów, została częściowo spalona w styczniu 1945 roku przez załogę SS.       



Ze wspomnień Józefa Murzynowskiego pt. "Ruiny i ludzie. Czasy wojny"
(Wybrane fragmenty relacji z pobytu w obozie pracy w Elblągu)

[...] Komnick - Lager, w którym my Polacy mieszkaliśmy, mieścił się niemal nad samą rzeką Elbląg, przy Fischer Vörberg 37 (dziś ulica Rybna). Jeszcze wtedy było nas niewielu, ja byłem szesnastym jego mieszkańcem. był to wysoki murowany barak, przerobiony z byłej końskiej stajni. Urządzenia sanitarne stanowiły: jedna ubikacja, jeden kran z wodą, dwie miednice do mycia. W pomieszczeniach były małe okna, w parterowym była betonowa podłoga, stały tu dwa trociniaki, tzw.bomby, które ogrzewały obydwa pomieszczenia dolne i górne, służąc jednocześnie jako piece do gotowania strawy. Fabryka nie prowadziła dla nas kuchni, dostawaliśmy kartki żywnościowe i każdy musiał sam dla siebie być zaopatrzeniowcem, kucharzem, a także praczką. Barak miał też swoje dobre strony. Nie mieliśmy nad sobą lagerführera [kierownik obozu, komendant], tylko czasem zaglądał tu werkschütz [straż/ochrona fabryczna]. Mogli więc zatem odwiedzać go Polacy z miasta, i obozu Schichau, oraz pobliskich cegielni. Staliśmy się niejako "ośrodkiem Polonii". Tu odbywała się wymiana nowin, otrzymywanych w listach z różnych stron Polski, docierały nawet wiadomości z frontu, które przynosili Polacy pracujący u piekarzy, masarzy, ogrodników, a szczególnie u Niemek, których mężowie byli na wojnie.
      

[...] W mieście i na terenach fabrycznych powstawały drewniane baraki dla jeńców wojennych, których przybywały coraz liczniejsze kolumny.
    
Wszystkie fabryki, w tym również Komnicka, przestawiły się całkowicie na produkcję wojenną. My zaczęliśmy montować torpedy okrętowe, produkować bębny i wózki przeznaczone do zakładania kabli telefonicznych, pojemniki do pancerfaustów, zamki do armat i inne mechanizmy, o których przeznaczeniu nikt z nas nie wiedział. Fabryka Komnicka kooperowała również z zakładami Schchau`a, z których coraz częściej wyjeżdżały wagony załadowane armatami. Zmieniono nam system pracy, wprowadzając dziesięciogodzinną dniówkę i akord, w którym godzina akordowa miała 100 minut.


[...] Dotychczas można było od niektórych Niemców kupić kartkę na chleb lub papierosy. Teraz w ogóle żaden temat ich nie interesował i nie chcieli rozmawiać.


[...] Życie w fabryce stało się ciężkie, smutne, trudne, niepewne. Zmiany zachodziły również w naszym baraku przy Fischer Vörberg 37. Ukraińscy fanatycy zaczęli chełpić się zwycięstwami Hitlera, dyskusje stawały się coraz ostrzejsze, dochodziło do kłótni i bójek... W czasie jednej z kłótni, kiedy Ukrainiec wyraził się z pogardą o Polakach ("wy łachy parchate"), Paweł [Reding] złapał taboret i poturbował nim przeciwnika. Od tego czasu rozpoczęła się gehenna Pawła. Zabrało go gestapo i przez kilka dni siedział w piwnicy budynku policyjnego (mieścił się on w obecnym hotelu "Elzam").


[...] Nagonka nasiliła się. Wieczorami wpadali tu żandarmi, funkcjonariusze Schipo, bili po twarzy, kogo popadnie i kto im się nie podobał, przeprowadzali kontrolę dokumentów, szperali po szawkach ubraniowych.
      

[...] Po pierwszych zwycięstwach Hitlera na froncie wschodnim w Elblągu rozpoczęto masowo budować baraki. Stawiały je duże przedsiębiorstwa, ale także zupełnie małe firmy, jak również władze miasta dla potrzeb podległych im instytucji administracyjno gospodarczych. Nastała jakaś psychoza, być może moda - wszyscy zabiegali, by oprócz półpłatnej siły roboczej mieć własne grupy niewolników, od których można wymagać każdej pracy za darmo. Liczba tych ostatnich rosła z każdym dniem. Napływały coraz to nowe transporty jeńców, głównie Rosjan. Kierowano ich do pracy wszędzie; do wytwórni lin i drutu, małych odlewni metali za kanałem, składnicy surowców wtórnych "Jagof", fabryki cygar, do pracy na kolei, na szosie itp. Kiedy jednak doszło do Komnicka, Hitlerowi widocznie limit jeńców rosyjskich już się wyczerpał, bo przyszło ich tylko 100, a dla Zakładów Bussinga nie starczyło już w ogóle i otrzymały one 200 jeńców Francuzów. Po Rosjanach pociągi zaczęły przywozić Włochów, Holendrów, Anglików, Francuzów. Jak grzyby po deszczu powstawały obozy cywilne i wojskowe. Jednocześnie poza miastem powstawały duże aglomeracje lagrów międzynarodowych, zarówno cywilnych jak i jenieckich.
     
Obok istniejącego obozu Zakładów Schichau za kanałem, w którym zamieszkiwali Polacy i Czesi, powstało miasteczko baraków jenieckich dla Rosjan, Włochów i Anglików, a obok baraki dla Francuzów i Holendrów. Drugie duże zgrupowanie obozów mieszanych powstało na Spittelhof, w pobliżu cegielni "Volkman" w Dębicy. Inny duży zespół baraków budowano przy Marienburger Strasse (Malborskiej) na wysypisku śmieci, jako obóz zbiorowy dla kilku instytucji gospodarczych miasta. Bardzo duży obóz tzw. "Wenzau" wybudowano przy Berlinerstr. (dzisiejszej ul. Warszawskiej). Przeznaczony był on dla rodzin szczególnie z małymi dziećmi, różnej narodowości. Jako pierwsze umieszczono w nim rodziny Rosjan, później Polaków, Węgrów, Bułgarów, wreszcie Cyganów. Kompleks baraków szybko się zapełnił, zaczęto więc upychać rodziny po cztery w jednej izbie bez względu na narodowość i ilość dzieci. W ten sposób obóz "Wanzau" przekształcił się wkrótce w istną "Wieżę Babel", zamieszkałą przez ludzi różnych narodowości, mówiących różnymi językami, wyznającymi różną wiarę, z których jedni reprezentowali sobą wysoki stopień wiedzy i kultury, inni - margines społeczny.


[...] Nawet duży blok mieszkalny, który stał w miejscu dzisiejszego Feniksu [al. Armii Krajowej 1], zamieniono na obóz. Na górnych piętrach był obóz kobiecy dla samych Niemek i Czeszek, a na parterze mieścili się jeńcy Angielscy.


[...] Z fabryki stale zabierano Niemców do wojska, potem nawet tych w starszym wieku. Ludzi ubywało a zamówienia dla wojska rosły. Na skutek tego ludzi przerzucano z hali do hali, skąd i ja przeszedłem do innej hali, pod władzę fanatyka Purrola. Lecz jak wszedzie tak i tu znaleźli się dobrzy i życzliwi ludzie, wśród nich kilku robotników niemieckich, w tym młoda Niemka Gerta. Ona to poinformowała nas Polaków, którzy spośród robotników hali są zwolennikami Hitlera i należy ich się wystrzegać, a którzy nienawidzą go, być może nie mniej niż my. Wielu starszych wiekiem Niemców było życzliwych Polakom, byli to antyfaszyści, być może nawet komuniści. Kierownika Purrola nienawidzili wszyscy bez wyjątku, nawet poplecznicy Hitlera. Nikt nie mógł znieść jego zjadliwego uśmiechu bazyliszka. Młoda Niemka Gerta wprost pałała nienawiścią do Hitlera, do faszyzmu. Na wojnie straciła narzeczonego i dwóch braci.
         

[...] Z początkiem grudnia 1941 roku do naszego baraku przybyła spora grupa Polaków. Prycze "piętrowaliśmy" już potrójnie, płyta trociniaków zastawiona była stale garnkami i garnuszkami z gotującymi się obiadami, nie było nawet gdzie dostawić garnuszka na kawę.


[...] Im wiecej Polaków przybywało, tym częściej odwiedzali nas żandarmi Schupo i gestapo, bo zachęceni zdobyciem trzech pierwszych "angedojczów" liczyli teraz na zdobycie następnych, jako że żołnierzy na mięso armatnie stale było trzeba. Terror i nagonka na nasz barak znowu się wzmogły... [Więcej]

(Źródło: J. Murzynowski, op. cit.,s.42-45.)



Königshagen (obecnie Piastowo) funkcjonowało Baukommando Ostland (Komando Budowlane). Oprócz tej nazwy w dokumentach obozu Stutthof wystepuje i druga: Organisation Todt Elbing *[2], w skrócie OT Elbing (Organizacja Todt Elbląg ). Podobóz powstał 6 sierpnia 1944 roku, kiedy to do dyspozycji placówki organizacji Todt w Elblągu oddano 500 więźniarek pochodzenia żydowskiego. W listopadzie 1944 roku liczba ich wzrosła do 1000. W dniu 24 stycznia 1945 roku podobóz liczył 5056 więźniarek. Kobiety, podzielone na kilkusetosobowe komanda, budowały umocnienia wojskowe wzdłuż linii Kanału Elbląskiego oraz w rejonie górnego biegu Drwęcy. Centrala podobozu mieściła się w obozie Organizacji Todt w Piastowie, natomiast więżniarki pracowały między innymi w obecnych miejscowościach: Próchník (Dörbeck), Jajkowo (Hobeneck), Głęboczek, Milejewo (Trunz), Gutowo, Brzozie Lubawskie, Gwíżdziny, Krzemieniewo. Pracowały też w miejscowościach sąsiadujących z wymienionymi. W styczniu część więźniarek została wyzwolona przez wojska radzieckie, inne były ewakuowane przez Wisłę w kierunku zachodnim.

      
Więźniarki przebywające w Piastowie zostały prawdopodobnie wyłączone z Komanda Budowlanego "Ostland" i wcielone do osobnego komanda, ww. Elbing Brückenkopf (zwane "Przyczółkiem Mostowym") i liczącego 341 więźniarek, które w końcu stycznia wróciły do Stutthofu.
     
Załoga dozorująca, oprócz komendanta SS-Untersturmführera Bülowa (od 6 sierpnia 1944 do stycznia 1945) i 5 esesmanów ze Stutthofu, składała się z 95 esesmanów Ogólnej SS (Allgemeine SS) z nadokręgu ,,Wisła”. Była to kampania wartownicza SS-Stadtwachtkompanie z Brodnicy (siedziba przy ulicy Brückeinstrasse 3).

*[2]Organizacja utworzona  przez Fritza Todta (SS- Gruppenführer / Generalleutnant - generał dywizji) w 1938 roku w nazistowskich Niemczech. Jej zadaniem była budowa dróg i obiektów wojskowych (Linia Zygfryda, Wał Atlantycki, szereg wojennych kwater Hitlera jak ta w Wilczym Szańcu).  OT tworzyły zarówno prywatne firmy budowlane jak i przedsiębiorstwa państwowe. Zatrudniała początkowo Niemców niezdolnych do służby wojskowej oraz przedpoborowych, którzy podlegali obowiązkowi pracy. Organizacja miała własne obozy pracy i zatrudniała też więźniów z obozów koncentracyjnych. W późniejszych latach wojny udział pracowników przymusowych w szeregach OT był znaczny. Fritz Todt (ur. 4 września 1891 w Pforzheim, zm. 8 lutego 1942 koło Kętrzyna) – niemiecki inżynier i hitlerowski działacz państwowy w okresie III Rzeszy. Był członkiem NSDAP od 1922, od 1933 generalnym inspektorem budowy dróg, a od 1940 ministrem przemysłu zbrojeniowego Rzeszy. To właśnie Todtowi Hitler powierzył budowę słynnych autostrad niemieckich Reichsautobahn (RAB) czyniąc go generalnym inspektorem budowy dróg. Todt wywiązał się z tego zadania znakomicie, czego efektem było powstanie do 1938 roku około 3000 km autostrad. Zginął, w niewyjaśnionych okolicznościach, 8 lutego 1942 w katastrofie lotniczej na lotnisku Wilamowo obsługującym Wilczy Szaniec. Po śmierci Todta  kierownictwo organizacją pżejął Albert Speer, nazistowski minister do spraw uzbrojenia III Rzeszy. (Źródło: Wikipedia)   


Źródło:
J.Gugała,
Podobozy Stutthofu i obozy pracy przymusowej na terenie Elbląga w latach 1939-1945, [w:]„Rocznik Elbląski”, t. VII, 1976., s.7-21.
M.Orski, Filie obozu koncentracyjnego Stutthof na terenie miasta Elbląga w latach 1940-1945, Muzeum Stutthof w Sztutowie, Gdańsk 1992, s.8-41.
J.Murzynowski, Ruiny i ludzie. Czasy wojny,[w:] Ryszard Tomczyk, ... ocalić od zapomnienia, Półwiecze Elbląga (1945-1995) w pamiętnikach, notatkach i materiałach wspomnieniowych ludzi Elbląga, Elbląg 1997, s. 42-45.


Wróć do spisu treści