Powstańcy listopadowi w Elblągu i okolicach - Historia Wysoczyzny Elbląskiej

Przejdź do treści

Menu główne:

TEMATY RÓŻNE


ankiem 5 października 1831 roku długie kolumny armii powstania listopadowego ciągnęły w kierunku na Brodnicę by przekroczyć  granicę Królestwa Polskiego z Prusami. Na czele jechali oficerowie sztabowi towarzyszący ostatniemu wodzowi naczelnemu armii, generałowi Maciejowi Rybińskiemu (*1784, †1874). Za nimi szła kawaleria, toczyły się armaty, maszerowała piechota... Granicę przeszło 19 357 żołnierzy, 416 niższych i 89 wyższych oficerów, ponad  7800 koni oraz 95 dział (dane liczbowe wg źródła: S.Kalembka, op. cit., s.5.). Niewątpliwie liczba żołnierzy i oficerów była nieco wyższa, gdyż część powstańców przekroczyła granicę w innych miejscach (już w lipcu znalazły się w Prusach pierwsze oddziały powstańcze z terenu Litwy). Armii powstańczej towarzyszyło też sporo osób cywilnych i członków rodzin.


Na skutek trzech rozbiorów (1772, 1793, 1795) państwo polskie uległo całkowitej likwidacji, a jego obszar podzielono pomiędzy Prusy, Rosję i Austrię. Cesarz Francuzów (w latach 1804–1815) Napoleon Bonaparte (*1769, †1821), pokonując Prusy i Austrię w 1806 roku, odbudował namiastkę państwa polskiego w postaci Księstwa Warszawskiego. Jednak klęska Napoleona pod Lipskiem w 1813 roku spowodowała upadek Księstwa. Decyzją Kongresu Wiedeńskiego z 1815 roku ziemie położone na wschód od rzeki Bug włączono do Rosji. Austrii pozostawiono Królestwo Galicji i Lodomerii oraz Księstwo Cieszyńskie. Przy Prusach pozostały Mazury, Warmia i Pomorze. Z pozostałych ziem polskich kongres powołał Królestwo Polskie (tzw. Królestwo Kongresowe, Kongresówka), Rzeczpospolitą Krakowską i Wielkie Księstwo Poznańskie. Był to kolejny, czwarty, podział ziem polskich.
     
Królestwo Polskie było powiązane unią personalną z Rosją. Każdy kolejny car Rosji miał być równocześnie królem polskim. Królestwo miało zachować "pełną odrębność" od Rosji - miało własną konstytucję, sejm, rząd, armię. Jednak królowie-carowie rządzili samowładnie i despotycznie.

W listopadzie 1830 roku w Warszawie wybuchło powstanie przeciw Rosji. Sejm Królestwa w dniu 25 stycznia 1831 roku zdetronizował króla polskiego (cara) Mikołaja I (*1796, †1855). Jednak jeszcze w tym samym roku powstanie zostało stłumione. Car złamał postanowienia układu wiedeńskiego, w dniu 26 lutego 1832 roku zniósł konstytucję, zlikwidował Sejm i samodzielną armię, Królestwo Polskie przekształcił w jedną z prowincji swego imperium. Wobec uczestników powstania zastosowano represje, tysiące osób deportowano "na zsyłkę" w głąb Rosji, konfiskowano ich majątki, likwidowano polskie instytucje.
(A. Czubiński, op. cit., s.9-10.)
     
W dniu 4 października 1831 roku generał Antoni Wronicki (*1790, †1838) zawarł konwencję z generałem von Schmidtem, określającą warunki internowania armii powstańczej w Prusach. Po przekroczeniu granicy, na polach pod wsią Jastrzębie oddziały polskie (ok. 20 tys.) dowodzone przez gen. Macieja Rybińskiego przystąpiły do składania broni wobec gen. mjra von Zeppelina. Jeszcze przed przekroczeniem granicy zniszczono pułkowe sztandary i część broni. Następnie wojska powstańcze - eskortowane przez Prusaków - doszły do Brodnicy.



Po pięciu dniach kwarantanny *[1] w rejonie Brodnicy i Golubia, w dniu 10 października 1831 roku, ogłoszono oświadczenie w imieniu króla Prus Fryderyka Wilhelma III nawołujące żołnierzy polskich do zachowania porządku i dyscypliny. Utrzymywano, że od tego będzie zależało bezpieczeństwo osobiste żołnierzy i gościnność władz pruskich. Gdyby zaszła potrzeba, jakiekolwiek skargi i zażalenia żołnierze mieli składać swoim przełożonym, którzy mieli je rozpatrywać wraz z pruskim sekretarzem obwodowym. W sprawach ważnych decyzje miał podejmować gen. Maciej Rybiński, wspólnie z miejscowymi landratami (starostami) za pośrednictwem oddelegowanego pruskiego pułkownika Karla von Drygalskiego. Wszyscy internowani zostali poddani pruskiemu sądownictwu.  Żołnierzy odłączono od oficerów i oddziałami po 1000-1200 osób, w dniach od 12 do 19 października przeprowadzono ich etapami - pod ścisłą strażą - na północ Prus. Chorych i rannych powstańców pozostawiono w Brodnicy.

Według W. Zawadzkiego w ówczesnych powiatach gdańskim, malborskim, sztumskim i elbląskim znalazło się 17 139 powstańców (w tym 1 032 oficerów). W powiatach kwidzyńskim, suskim, morąskim i pasłęckim zakwaterowano 841 oficerów. Prusacy zorganizowali dla internowanych Polaków szpitale i lazarety m.in. w Gdańsku, Sztumie, Nowym Stawie, Nowym Dworze Gdańskim, Malborku, Elblągu i Pasłęku.
(W. Zawadzki, op. cit., s.25.)

      
Były cztery trasy przemarszu internowanych i wszystkie prowadziły wzdłuż Wisły. Wiadomość o przekroczeniu granicy przez powstańców postawiła prowincjonalne władze cywilne przed faktem dokonanym. Przedstawiciele władz regencji kwidzyńskiej i gdańskiej usiłowali przekonać ministra spraw wewnętrznych i policji von Brenna w Berline, aby wysłać wojsko powstańcze na Pomorze Zachodnie. Propozycję swoją uzasadniali tym, że w rejonie Wisły i Nogatu zamieszkuje ludność pochodzenia polskiego, która mówi prawie wyłącznie po polsku. Istnieje obawa, że ich kontakt z powstańcami może wywołać wśród nich obudzenie świadomości narodowej.

[...] A.J.Patrykowskiego, podpor. z korpusu gen.Chłapowskiego, który jadąc z Królewca przez tereny państwa pruskiego pisał: >> w prowincjach zagrabionych od Polski sprzyjali nam dosyć, ubolewali nad nami i nad Polską i oświadczali szczerą chęć powrócenia nazad pod rząd polski <<
(A. Owsińska, op. cit., s. 246.)
      
Aby tego uniknąć kwatery powstańców miały znajdować się w miejscowościach, gdzie przeważała ludność niemiecka. Kwatery wyznaczono we wsiach żuławskich i miastach: Kwidzynie (artyleria), Sztumie, Malborku (sztab piechoty z dowodzącym płk. Feliksem Breańskim. Piechotę rozrzucono na terenie Powiśla), Tczewie (sztab kawalerii pod dowództwem płk. Franciszka Koski oraz szpital dywizyjny. Kawalerzystów rozmieszczono po wsiach żuławskich), Elblągu (sztab główny) i Tolkmicku (we wsi Nowinka (Neuendorf ) k. Tolkmicka w końcu listopada 1831 przebywało 26 powstańców). Do Brodnicy wysłano dwóch radców regencji kwidzyńskiej w osobach Nordenflychta i Schleinitza, którzy mieli pomagać dowództwu pruskiemu w organizacji zaopatrzenia dla internowanych powstańców.
      
Historyk, ppor. Erazm Kostołowski (*1912, †1940) tak opisuje (1938) internowanie w październiku 1831 roku żołnierzy 4-tego pułku piechoty liniowej, tzw. Czwartaków:
[...]Dnia 8 października 1831 r. we wsi Jastrzębie nastąpił epilog armii Królestwa Polskiego, a wraz z nią p. 4 p. l. Czwartacy, śpiewając "Jeszcze Polska nie zginęła", łamali karabiny, tłukli zamki. Woleli złożyć szczątki swej broni Prusakowi niż korzystać z możności powrotu do domów.
      
Rozbrojonych internowano w Grudziądzu, Fischau [obecnie Fiszewo -przyp. W.K.] ("przez męczeństwo żołnierzy polskich w Fischau wybaw nas Panie" - wołał Mickiewicz), Tczewie, Elblągu. Część żołnierzy odstawili Prusacy do Rosji, gdzie oddano ich na całe życie w sołdaty. Resztę najbardziej opornych, którzy nie chcieli wracać pod panowanie cara, zwolniono na interwencję rządów francuskiego i angielskiego. Załadowano Polaków na okręty z zamiarem odstawienia ich do Ameryki. Po drodze część zatrzymała się w Havrze, część uszła do Algieru, pozostałych w liczbie 212 żołnierzy wysadzono w Portsmouth dnia 14 lutego 1832 r. Żołnierze otrzymali pomieszczenie w koszarach, w dawnym szpitalu cholerycznym i żołd 21 szylingów na osobę...
(E. Kostołowski, op. cit., s.730.)
      
Rybiński i inni generałowie, z dowodzącym artylerzystami Józefem Bemem (*1794, †1850), stanęli wraz z całym sztabem w Elblągu. Tutaj też przydzielono komisarza pruskiego pułkownika von Drygalskiego. Administracja pruska pokrywała koszty utrzymania internowanych, które miały być zwrócone później przez władze rosyjskie. Po zajęciu kwater  powstańcy mieli być żywieni przez gospodarzy, którym rząd pruski miał wypłacać po 5 gr srebrnych i 6 fenigów od osoby.

*[1]Pięciodniowa kwarantanna [...] Zarządzono ją ze względu na cholerę przywleczoną do Królestwa przez armię Iwana Dybicza. Piechotę umieszczono w zakolu Drwęcy, na południe od miasta, natomiast jazdę i artylerię po drugiej stronie rzeki.[...] Przez 5 dni, w zimnie i wilgoci, przy trudnościach z zaopatrzeniem, żołnierze musieli przebywać w otwartym terenie, spać w wyrytych w ziemi jamach. Część internowanych obozowała także pod Golubiem, mieszkając w zrujnowanych komnatach tamtejszego zamku. (Źródło: S. Kalembka, Wielka Emigracja. Polskie wychodźstwo..., s.7.)     


      
ierwsza grupa powstańców przybyła do Elbląga już 24 września 1831 roku. Był to transport 21 oficerów z korpusu gen. Antoniego Giełguda *[2], którzy przekroczyli granicę Prus od strony Litwy (13 lipca 1831 roku). Jednak grupa ta już następnego dnia została przetransportowana pod eskortą do twierdzy Wisłoujście.


W dniu 17 października 1831 roku przysłano do Elbląga 45 oficerów z armii generała Macieja Rybińskiego, którzy przybyli z Brodnicy przez Pasłęk. Przez następne dwa dni dotarło tutaj 231 oficerów i 1931 żołnierzy, których ulokowano w okolicznych miejscowościach i w Tolkmicku (240 osób). Wśród oficerów na kwaterach w Elblągu było 11 generałów: Rybiński, Bem, Chłapowski, Dembiński, Dłuski, Lewiński, Małachowski, Suchorzewski, Woyczyński, Wronicki i Ziemięcki oraz 6 pułkowników, 7 podpułkowników, 12 majorów, 25 kapitanów i rotmistrzów, 72 poruczników. W grupie tej znajdowali się również: 9 lekarzy i 3 chirurgów. Za odłączeniem polskich oficerów od żołnierzy był gen. von Krafft oraz cywilne władze pruskie. Ograniczono też internowanym swobodę poruszania się w miejscu zakwaterowania.
(R. Morcinek, Uczestnicy Powstania Listopadowego..., s. 187-188.)


Grupa powstańców była powitana przez mieszkańców Elbląga z dużą życzliwością. Ludność zgromadzona na ulicach owacyjnie witała Polaków. Na ich cześć odegrano nawet mazurka "Jeszcze Polska nie zginęła". W organizacji tego przyjęcia szczególnie wyróżnili się Sierakowscy z Waplewa, a także miejscowy starosta (landrat) Karol Fryderyk Abramowski. W kościele św. Mikołaja odprawione zostało nabożeństwo żałobne w intencji poległych w powstaniu listopadowym żołnierzy polskich.
      
Dużą życzliwość  polskim powstańcom okazywali też: kupiec Fryderyk Wilhelm Haertel *[3], właściciel drukarni i wydawca August Albrecht, kupiec i fabrykant Jakub van Riesen, mieszczanin elbląski Szulc, właściciel drukarni i księgarni Fryderyk Traugott Hartmann *[4], który wydrukował w języku polskim wiersz "Piąty maja. Oda..." (A.Manzoni: Piąty maja. Oda..., z języka włoskiego przełożona przez Ludwika Kamińskiego w 1831 r.), za co miał być szykanowany przez pruską policję.        
(R. Morcinek, Uczestnicy Powstania Listopadowego..., s. 188)
      
Polski pisarz, poeta, powstaniec Ludwik Orpiszewski (*1810, †1875) wspominał z Paryża (1867) o swoim wyjeździe na emigrację do Francji:
[...] żegnały mnie Niemcy obojej płci czule...

[...] idea rewolucji polipcowej roztopiła się u nich w szczególną tkliwość dla Polski. Jak świat światem, nigdy tak blisko Niemiec nie był Polakowi bratem. W parę lat później germanizm znowu tak wziął górę, że ciż sami, którzy mię tak żegnali w 1833 roku, z małym wyjątkiem, zimno mnie przejeżdżającego przez Badeńskie w 1842 witali.
      
Z treści powyższego cytatu historyk Sławomir Kalembka (*1936, 2009) wysnuwa wnioski dotyczące stosunku ówczesnego społeczeństwa niemieckiego do powstańców polskich:
[...] W tym wyjaskrawionym nieco wspomnieniu znalazła się trafna konstatacja przemian zachodzących w stosunku kręgów mieszczańskich i liberalizujących społeczeństw niemieckich do spraw polskich i Polaków od rewolucji z lat 1830-1831 po Wiosnę Ludów [w latach 1848 – 1849]. Jest też próba, naskórkowa i fragmentaryczna, ale dosyć trafna wyjaśnienia przyczyn zmian w nastawieniu Niemców do polskich tułaczy politycznych. W latach 1831-1833 Polacy symbolizowali rewolucyjne przemiany i byli ich awangardą. Miały one... zburzyć na kontynencie reakcyjny porządek prawnopaństwowy, ustanowiony w Wiedniu w 1815 r., a więc m. in. umożliwić zjednoczenie się Niemiec. W dziesięć lat później... ciż sami Polacy byli niebezpiecznymi mącicielami ładu... chcieli oni odbudować Polskę w granicach sprzed 1772 r., a więc i odebrać dla niej ziemie, które działacze i ideologowie narodowi niemieccy, coraz pełniejsi nadziei w zjednoczenie Germanii, przyzwyczaili się już uważać za gruntownie niemieckie.
(S. Kalembka, Wielka Emigracja i sprawa polska..., s. 3-4.)       
     
Mieszczaństwo elbląskie starało się w różny sposób urozmaicić internowanym Polakom przymusowy pobyt w mieście. Oficerów zapraszano na specjalne w tym celu organizowane koncerty i przedstawienia teatralne. Polski oficer, podporucznik 7 pułku ułanów Karol Paweł Antoni Gloger (*1801, 1875) tak opisuje swój pobyt w Elblągu:
[...] Byliśmy w kościele naszym katolickim, tam znaleźliśmy wielkie pustki. Byliśmy w teatrze, znaleźliśmy tłok wielki. Teatrzyk niezbyt wielki, bez lóż, tylko parter z ławkami i galeria dla niższej klasy ludzi. Grano „ Trzydzieści lat życia szulera”. Jak na miasto Elbląg dosyć dobrze sztuka ta oddaną została. Pokazywał się tylko niedostatek aktorów, których miejsce musieli landwery zastępować. W ogólności mężczyźni lepiej grali aniżeli kobiety. Muzyka bardzo mizerna. Dla znajdujących się na teatrze wojskowych polskich zagrano mazura „Jeszcze Polska nie zginęła”, lecz tak fałszywie, że aż uszy raziło.
(R. Morcinek, Pamiętnik Karola Glogera z pobytu na Żuławach..., s.266.)


Zakwaterowanie polskich żołnierzy było uciążliwe finansowo dla miejscowych władz, mimo, że na utrzymanie internowanych rząd w Berlinie wyasygnował dość poważne środki. W samym Elblągu stacjonowało jedenastu polskich generałów oraz prawie trzystu oficerów. Żołd dla oficera wynosił 36 gr srebrnych i 18 fenigów. Korpus ten miał znośne warunki życia. Zwykłym żołnierzom żołd, czyli jedna szósta kwoty żołdu oficerskiego, nie był bezpośrednio wypłacany, lecz pobierany przez gospodarzy, u których byli zakwaterowani i przeznaczany był w całości na pokrycie kosztów noclegu oraz wyżywienia. Odzież i inne artykuły musieli sobie powstańcy wygospodarować we własnym zakresie, np. przy pracach melioracyjnych na terenie Terranowa (Nowakowo). Brak środków coraz bardziej pogarszał ich sytuację - zbliżała się zima. Miejscowa ludność dość niechętnie kwaterowała Polaków za wymienione stawki.

Często na ręce generała Bema wpływały raporty w tej sprawie. Jeden z polskich oficerów pisał:

[...] Mam honor zaraportować J.W.Jenerałowi, iż żołnierze kompani puszkarskiej nie dostają żywności na kwaterach, byłem zmuszony niektórym z mego własnego funduszu dać im na życie.


Oficer w kolejnym raporcie pisze:
[...], ludzie po większej części boso i prawie bez koszul, litość bierze patrzeć na niedostatek, gospodarze, chociaż mają się dobrze inaczej żołnierza żywić nie chcą jak za 18 groszy dziennie.
       
Na przełomie 1831/1832 roku do Elbląga przyjechał z Paryża przewodniczący Komitetu Amerykańsko-Polskiego doktor Samuel Gridley Howe (*1801, 1876) *[5] z sumą 30 tysięcy franków. Za te pieniądze można było kupić odzież, buty i inne potrzebne powstańcom rzeczy. Doktor ów oprócz odwiedzania chorych w szpitalach sporządził także notatki na temat sytuacji powstańców zakwaterowanych w okolicach Elbląga.

Według zachowanych katolickich ksiąg zgonów (archidiecezji gdańskiej i warmińskiej oraz diecezji elbląskiej i pelplińskiej odnaleziono 100 informacji o zgonach powstańców) na terenie Elbląga zmarło 16 internowanych powstańców. Najwięcej, bo 53 powstańców, zmarło w szpitalu i lazarecie wojskowym w Malborku.
(W. Zawadzki, op. cit., s.26.)

*[2]Przy przekraczaniu granicy z Prusami w połowie lipca 1831 roku został zastrzelony przez podwładnego oficera kapitana Stefana Skulskiego z 7 pułku piechoty.
*[3](*03.10.1759 w Elblągu; †23.04.1867) Współwłaściciel firmy „Haertel & Co. Rum-, Likör- und Cichorienfabrik” (fabryka likierów) oraz współzałożyciel i współwłaściciel żeglugi parowcowej między Elblągiem i Królewcem, posiadającej dwa zbudowane w Blackwall pod Londynem parowce bocznokołowce „Schwalbe” (1840) i „Falke (1841). Był także współzałożycielem i współwłaścicielem kąpieliska morskiego Kahlberg (Krynica Morska), gdzie postawiono pomnik Georga Wilhelma Haertel - kuzyn i wspólnik Fryderyka Wilhelma. (Źródło: www.elblag-moje-miasto.pl)
*[4]W roku 1785 uruchomił  konkurencyjną drukarnię dla drukarni Nohrmana, którą w 1795 odkupił wraz z przywilejami. Połączone drukarnie prowadził do roku 1833. Pracowały na użytek i potrzeby: gimnazjum elbląskiego, miejscowego towarzystwa naukowego (zał. 1721) i rady miejskiej. Tłoczono tu książki i druki w językach: łacińskim, niemieckim i polskim. W 1787 wydał pierwszy numer pisma „Elbinger Anzeigen von Handlugs-okonomischen, historichen und literarischen Sachen” - był to początek prasy w Elblągu.
*[5]Howe w Berlinie został aresztowany i osadzony w więzieniu, ale został zwolniony po pięciu tygodniach dzięki interwencji amerykańskiego ministra w Paryżu.


oczątkowo zapowiadało się, iż władze pruskie zostawią wszystkim internowanym swobodę decydowania o swoim losie. Oficerom polskim zabiegającym o wyjazd na Zachód nie stawiano przeszkód. Z czasem utrzymanie około 30 tysięcy polskich powstańców stało się zbyt kosztowne. Częściowe rozwiązanie problemu umożliwił wydany w dniu 1 listopada 1831 roku dekret cara Mikołaja I o amnestii dla żołnierzy i podoficerów pochodzących z Królestwa Polskiego - amnestia nie objęła m.in. członków Rządu Narodowego, wodzów naczelnych, oficerów z terenu Kongresówki i powstańców z ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Rosja uważała, że akt amnestii zwalnia ją od zobowiązań finansowych na utrzymanie internowanych powstańców. W dniu 6 listopada 1831 roku z Berlina wyszło rozporządzenie nakazujące wszystkim podoficerom i szeregowym powrót do Królestwa Polskiego. W dniu 28 listopada pruski generał Karl Lebrecht Friedrich von Krafft (*1784, 1857) wydał obwieszczenie wzywające amnestionowanych podoficerów i żołnierzy powstańczych do posłuszeństwa rozkazowi królewskiemu (Fryderyk Wilhelm III) i do przygotowania się do wymarszu powrotnego z dniem 10 grudnia 1831 roku. Pruskie władze administracyjne rozesłały to obwieszczenie do wszystkich urzędów, szkół, kasyn i kwater. Elbląski starosta (landrat) Karl Friedrich Abramowski polecił sołtysom przeprowadzić agitację wśród internowanych w ich wsiach Polaków, aby zgłaszali się na powrót do Królestwa Polskiego. Zapowiedziano też im, że mimo dotychczasowego zachowywania posłuszeństwa i karności jakiekolwiek próby oporu będą uznawane za przejaw wrogości do państwa pruskiego i będą surowo karane. Powstańcy, którzy odmówią powrotu zostaną pozbawieni pomocy i nie otrzymają żywności. Generał Georg von Rummel osobiście poinformował generała Bema, że dłuższy pobyt w Prusach nie będzie powstańcom dozwolony i będą traktowani jak dezerterzy, którzy zostaną wydani władzom rosyjskim. Powoływano się na porozumienie prusko-rosyjskie, w którym strony ustaliły wzajemne wydawanie dezerterów. Prusacy mieli płacić na utrzymanie powstańców do 9-12 grudnia, a wobec niezgłoszenia się ich części do wymarszu w tym terminie gen. von Rummel polecił im stawić się do 15 grudnia u komendantów pruskich w Tczewie, Malborku, Sztumie i Elblągu. W nakłanianiu do powrotów korzystano z pomocy polskich oficerów, którzy deklarowali chęć powrotu i chcieli zaskarbić sobie przychylność nowych władców Królestwa Polskiego.
(N.Kasparek, op. cit., s.78.)

     
Przypuszczalnie von Rummel zwrócił się do Bema (Wódz Naczelny gen. Rybiński uchodził za człowieka o umiarkowanych poglądach), gdyż ten prowadził energiczną agitację powstańców za wyjazdem do Francji, by móc stworzyć tam polskie legiony (Bem zamierzał wyprowadzić do Francji 10-15 000 ludzi). W wyniku zabiegów generała Bema wielu artylerzystów i cały 4. pułk strzelców pieszych odmówiło powrotu do kraju.
     
W dniu 15 grudnia 1831 roku gen. Józef Bem wyjechał z Elbląga do Drezna, gdzie miał organizować zbiórkę pieniędzy na emigrację żołnierzy do Francji, na co zaczęła płynąć pomoc finansowa. Na przykład kupiec elbląski Wegmann otrzymał z domu handlowego "Magnus" w Berlinie polecenie wypłacenia oficerom polskim odpowiednich sum na podróż do Francji. Podobne zlecenia otrzymały domy handlowe "Albrecht et Jebens" w Gdańsku i królewiecki "Oppenheim".
      
Emigracja miała być dla powstańców alternatywą zamiast przymusowej i długoletniej służby (przez 25 lat) w armii carskiej. Wkrótce też wyprawiono na Zachód następnych jedenastu oficerów agitujących powstańczych żołnierzy do wyjazdu na emigrację. Byli wśród nich (prawdopodobnie) gen. Józef Szymanowski (*1779, †1867) *[6] i podpułkownik Karol Szlegel *[7]. Zgoda władz pruskich na wyjazd generała Bema i innych "niebezpiecznych agitatorów" miało na celu przerwanie ich negatywnego wpływu na podkomendnych. Do samej granicy francuskiej gen. Bem był pod kontrolą tajnej policji pruskiej. Na dzień 19 grudnia wyznaczono wyjazd do Francji przebywających w Elblągu i jego okolicach oficerów artylerii. W następnych dniach mieli wyjechać oficerowie innych formacji.
       
Sporządzono trzy listy oficerów ubiegających się o paszporty: pierwsza powstała 15 listopada, druga (obejmująca wyłącznie kawalerzystów) 25 listopada i trzecia z dnia 14 grudnia 1831 roku. Według sprawozdania pruskiego do połowy grudnia 1831 roku o paszporty na emigrację do Francji i Galicji miało ubiegać się 987 oficerów internowanych w Prusach. Początkowo władze pruskie były dość przychylne i  pozwalały na emigrację oficerów, zwłaszcza tych z otoczenia Bema, jak np. por. I. Małachowskiego, por. J. Samulewicza, por. A. Szopowicza, por. K. Wolskiego i kpt. F. Zaręby. Granice Prus opuścili też "niebezpieczni" oficerowie - wspomniany wyżej - gen. J. Szymanowski i ppłk K. Schlegel, a także płk K. Paszkowicz, mjr P. Urbański, por. A. Kulczycki, por. E. Horoch, por. J. Łuniewski, kpt. S. Pągowski i lekarze sztabowi J. Meyer, F. Skobel i S. Wołowski. Władze pruskie wydały paszporty do Francji dla przebywających w Elblągu 5 generałów, 2 pułkowników, 5 podpułkowników, 4 majorów, 32 kapitanów i rotmistrzów, 222 poruczników, 5 lekarzy, 9 komisarzy wojskowych, 1 kapelana i dla 12 urzędników sztabowych. Do Galicji (w zaborze austriackim) otrzymało paszporty 4 kapitanów i 10 poruczników.  
(R. Morcinek, Uczestnicy powstania listopadowego..., s.193-203.)
     
Wydawaniu paszportów dla podoficerów i szeregowych byli Prusacy zdecydowanie przeciwni, gdyż istniała obawa przed powstaniem na ziemi francuskiej zbyt silnych legionów polskich. Droga na zachód wiodła m.in. przez: Malbork, Tczew, Starogard, Wałcz, Gorzów Wielkopolski, Frankfurt n. Odrą i dalej do Drezna. Dla oficerów, którzy nie mieli pieniędzy na pokrycie kosztów podróży wyznaczono punkty zborne w Tczewie i  Starogardzie, gdzie otrzymywali zaopatrzenie na podróż. W dniach od 20. do 31 grudnia 1831 roku wysyłano ich w kolumnach po 50-100 osób. Spośród podoficerów i żołnierzy (240 osób) zakwaterowanych w Tolkmicku w grudniu 1831 roku powrotu do Królestwa Polskiego odmówiło 59 osób (R.Morcinek, Uczestnicy powstania listopadowego...,s.212-213.). Jednak wielu oficerów i żołnierzy internowanych w Prusach zdecydowało się na powrót do kraju. W dniu 15 listopada w Elblągu powrót deklarowało 70 oficerów, natomiast wyjazd na emigrację tylko 37.
     
Jeszcze w grudniu 1831 roku do wymarszu z Prus miało przystąpić około 10-12 tys. internowanych powstańców. Wyznaczono punkty zborne w rejonach miast: Tczew, Malbork, Dzierzgoń, Elbląg i Królewiec. Ustalono też kierunki marszu powrotnego do Królestwa Polskiego: z Tczewa przez Gardeję do Golubia-Dobrzynia; z Malborka przez Prabuty do Osieka pod Rypinem; z Dzierzgonia przez Susz, Iławę, Nowe Miasto n. Drwęcą do Górzna; z Elbląga przez Pasłęk, Ostródę, Działdowo do Mławy; z Królewca przez Pruską Iławę, Lidzbark Warmiński, Olsztyn do Nidzicy. Wymarszem kierował mjr Brandt.

W dniach 14 i 15 grudnia 1831 roku liczne oddziały powstańców wyruszyły z Elbląga ku granicy Prus i po dojściu do Mławy zostały przekazane władzom rosyjskim. W dniu 1 stycznia 1832 z Gronowa (Grunau) poprowadzono do Dzierzgonia grupę 700 powstańców.
     
Jednak nie wszystko poszło według zamierzeń pruskich, gdyż jeszcze na początku marca 1832 roku w Prusach pozostawało jeszcze [wg N.Kaspareka] 6 058 powstańców.

Nie obyło się też bez incydentów. W dniu 22 grudnia 1831 roku (pod pretekstem przekwaterowania) zebrano w Elblągu na Friedrich-Wilhelm-Platz (dzisiejszy Plac Słowiański) dużą grupę powstańców, którzy byli zakwaterowani w okolicznych wsiach elbląskich. Następnie poprowadzono ich pod eskortą do Gronowa skąd mieli się udać w dalszą drogę do granicy Prus. Ponad 400 powstańców odmówiło dalszego marszu i wróciło do Elbląga, gdzie doszło do zamieszek. Na bezbronnych powstańców uderzył pułk huzarów tratując ich końmi i rąbiąc szablami. Raniono wówczas (5 żołnierzy i 2 podoficerów) i poturbowano wielu powstańców. Według niektórych relacji (np. Karol Ramsay) miano użyć w tym starciu broni palnej, co mogło być prawdą, gdyż w dniu 29 listopada 1831 roku gen. von Krafft wydał dla podkomendnych instrukcję, w której nakazywał użycie broni w wypadku stawiania oporu przez internowanych powstańców. Nazajutrz 2/3 powstańców "dobrowolnie", a pozostali z tej grupy po perswazjach kierującego akcją reewakuacji majora Augusta Heinricha (Henryka) von Brandta (*1789, †1868) *[8] [dawny współtowarzysz broni, karierowicz lub przykład jak radykalnie człowiek może zmienić poglądy polityczne, napisał paszkwil ośmieszający powstańców polskich w Prusach pt. "Die Polen in und bei Elbing", wydany w Halle w 1832 roku  - zob. przypis] udali się w drogę ku granicy rosyjskiej.

      



Porucznik Aleksander Ekielski (*1806, †1858) *[9] opisał tamte wydarzenie w swoim pamiętniku pt. " Wspomnienia z podróży z Elbląga do Awinionu odbytej w roku 1831":

[...] Do dnia 23 grudnia 1831 roku przesiedziałem w Elblągu, bo mając przy końcu kwaterę w "Domeran" [zapewne chodzi o Damerau - Dąbrowa] prawie nigdy w niej nie nocowałem.
     -  Miałem sobie powierzone dowództwo 4 baterji lekkokonnej, która się tam koncentrowała, noc w noc musiałem jeździć do moich żołnierzy, gdyż inaczej Prusacy  za mną ciągle śledzili. Nie pozwalano mi rozmawiać z żołnierzami, których rząd pruski chciał bez wyjątku oddać strasznemu władcy Rosji pod tyranię i zemstę, jakiej nawet Muzułmanin dopuszczaćby się nie ośmielił.
     
Znali te łaski żołnierze polscy, odmówili wprost powrotu do kraju a przekładając okropne postępowanie z nimi pruskich generałów nad hańbę honoru, na zniewagi, które ich od barbarzyńskich Rosjan spotkać mogły, pozostali wierni swemu słowu, że wolą raczej umrzeć jak pojednać się i służyć temu, który wolność ich ojczyzny i wolność ich osobistą gnębił i znieważał. - Zbytecznym byłoby w tem miejscu powtarzać odezwy generałów pruskich Krafla i Rumla przemawiającego do naszych bohaterskich żołnierzy, dość powiedzieć, że naprzód obietnicami darowania winy, potem postrachem odsyłania jako dezerterów chciano ich zniewolić do powrotu do Polski. - Nareszcie gdy i to nieskutkowało, zmuszono ich gwałtem a gwałtu tego dowody zapełniły wszystkie gazety. W oczach moich ranili huzary pruskie 5-ciu żołnierzy i 2 podoficerów artylerii, tratując ich końmi a rąbiąc bezbronnych szablami.
(A. Ekielski, op. cit., s. 10-11)


     
W dniu 27 stycznia 1832 roku, na polecenie majora von Schwejkowskiego (Szweykowski), zebrano w Fiszewie (Fischau) podoficerów i żołnierzy polskich (podkomendnych majora Żebrowskiego) zakwaterowanych w okolicznych wsiach. Wydzielono grupę kilkunastu internowanych z 3. pułku strzelców konnych, którym pozwolono wrócić do dotychczasowych kwater. Natomiast pozostałym około 200 osobom rozkazano wymarsz na nowe kwatery do Neuenburga (obecnie Nowe nad Wisłą), jednak powstańcy interpretowali nowe miejsce internowania jako Neidenburg (Nidzica), gdzie przekazywano polskich żołnierzy Rosjanom. Powstańcy zdecydowali nie ruszać się z miejsca obawiając się carskich represji i zsyłek na Syberię. Podobnie jak wcześniej w Elblągu duża ich część domagała się wydania im paszportów umożliwiających emigrację do Francji. Mały oddział pruskiej landwery wyznaczony do eskortowania internowanych pod dowództwem kapitana Richtera (Rychtera) nie zdołał opanować sytuacji. Powstańcy poturbowali polskiego oficera, który namawiał ich do powrotu i próbowali iść w kierunku Malborka, aby tam uzyskać zgodę na marsz do Francji (wg relacji pułkownika Feliksa Breańskiego chcieli udać się do będącego w Malborku generała von Schmidta by prosić go o pozwolenie wymarszu na Zachód).

       



W pobliżu fiszewskiego kościoła maszerującym Polakom zastąpił drogę oddział  kapitana Richtera, na którego rozkaz do napierającej grupy oddano salwę. Poległo wówczas 8 powstańców, a 12 zostało ciężko rannych - jeden powstaniec na skutek odniesionych ran zmarł  w szpitalu. Jeszcze tego samego dnia władze pruskie skierowały z Elbląga do Fiszewa kompanię piechoty i oddział 40 huzarów, w celu zmuszenia powstańców do marszu w stronę prusko-rosyjskiej granicy.


Według relacji internowanego w Malborku pułkownika piechoty powstańczej Feliksa Breańskiego (*1794, †1884):
[...] Podoficer Kotarski z pułku 3 strzelców konnych zbliżył się sam do oficera pruskiego z zapytaniem, czyli będą mieli wolne przejście do Malborka, za co schwytany i kolbami w tył zapchany został. Oddział zaś jego i cała jazda [bez koni] z wolna postępując, skoro się o kilkanaście kroków od oddziału pruskiego zbliżyło, zostało powitane ogniem ręcznej broni.

[...], reszta byłaby się zapewne rzuciła na oddział pruski, gdyby ich podoficerowie nie byli wstrzymali, rozproszyli się więc i przybyli pod Malbork, gdzie stanowszy koczować chcieli, lecz na przełożenie komendanta tego miasta, majora Załuskiego weszli do miasta i w tutejszym zamku są osadzeni

[...] Gdyby Wodza [gen. Rybiński] dochodziły jakieś wieści o nadużyciach naszych żołnierzy, to wszystkie są fałszywe albowiem byli bezbronni, nawet jeżeli który miał kij, takowy z rozkazu porzucił i żaden z żołnierzy pruskich nie tylko, że nie ranny, ale najmniejszej nie doznał obelgi. Jeden tylko z oficerów polskich, który ich groźbami i wymową chciał nakłonić do powrotu do kraju, otrzymał chłostę.

Przebywający na emigracji w Paryżu Mickiewicz napisał  w grudniu 1832 roku:
"Przez męczeństwo żołnierzy zamordowanych w Fischau przez Prusaków, Wybaw nas, Panie."
(Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego)
     
Według N. Kaspareka w Fiszewie zabito 9 zołnierzy (z 3 i 4 pułku strzelców konnych): Jana Ciborowskiego, Józefa Grabowskiego, Pawła Jancewicza, Stanisława Małachowskiego (ciężko ranny zmarł w lazarecie), Wojciecha Pietrasa (lub Pietraszyk), Jana Łubińskiego (lub Gubiński), Sierzpichowskiego (lub Sierzpiechowski), Kacpra Wądołowskiego (bądź Bendołowski lub Wędołowski) i Józefa Misiunasa. Rannych zostało (nie licząc Małachowskiego) 11 powstańców *[10]: (z 3 psk.) Jan Cieciera, Jan (lub Paweł) Zaborowski, Jan Jastrzębski, Antoni Kukliński, Kazimierz Truszkowski, Maciej Świder, Błażej Olesiński, Franciszek Piasecki; (z 7 p.uł.) Szymon Andrzejewski; (z 10 p.uł.) Wojciech Lipiński (lub Żychliński); (z 4 psk.) Stanisław Turobin. Według W. Zawadzkiego (W. Zawadzki, op. cit., s.26.) w szpitalu w Malborku, gdzie ulokowano rannych z Fiszewa, zmarły później jeszcze trzy osoby: A.Kukliński, M.Świder i F.Piasecki.

Polacy dotarli do Malborka, gdzie uspokoił ich pruski komendant mjr Załuski wraz z płk. Breańskim. Osadzono ich na zamku, gdzie przebywali pewien czas. Prusacy winą za zbrodnię w Fiszewie obarczyli i skazali trzech polskich podoficerów: Józefa Kotarskiego, Leopolda Gutowskiego i Jana Świdzińskiego.
(N.Kasparek, op. cit., s.80.)

Na południowo-zachodnim krańcu wsi, tuż przy drodze do Starego Pola, znajduje się kopiec obsadzony ośmioma lipami, gdzie jak głosi ustna tradycja, miano pochować ich we wspólnej mogile.



W 1975 roku umieszczono tam obelisk z napisem: "Gloria Victis [chwała zwyciężonym] - w hołdzie żołnierzom Powstania Listopadowego poległym w Fiszewie w 1832 roku – w XXX rocznicę wyzwolenia ziemi elbląskiej – społeczeństwo miasta i powiatu elbląskiego".
     
W 2004 roku im. Powstańców Listopadowych nadano gimnazjum w  pobliskim Gronowie Elbląskim.

Wiadomość o ataku Prusaków na bezbronnych internowanych szybko obiegła całą Europę, wywołując wszędzie duże oburzenie. Niemieckie gazety za wypadki elbląskie i fiszewskie obciążały powstańców. Zatargi do których doszło także w innych miejscowościach rejonu Elbląga, Malborka i Tczewa, usiłowano objaśniać niekarnością, nieposłuszeństwem i brakiem u internowanych Polaków szacunku dla ustalonego przez władze pruskie porządku.
     
Naczelny Wódz gen. Maciej Rybiński jako jeden z ostatnich opuścił  Elbląg 10 lutego 1832 roku i udał się do Paryża, gdzie zakończył działalność wojskową. Na terenie Elbląga pozostało na stałe około 50 powstańców - zawierając małżeństwa z mieszkankami, wzmacniając nieliczną grupę z dawna osiadłej tu ludności polskiego pochodzenia. Ostatni powstańcy kierowani ku granicy rosyjskiej opuścili Prusy do końca czerwca 1832 roku. Żołnierzy polskich, których oporu przed powrotem w granice zaboru rosyjskiego nie udało się złamać, skazano na ciężkie roboty przy fortyfikacjach w Gdańsku i Grudziądzu, gdzie pracowali do jesieni 1833 roku. Na skutek nacisku europejskiej opinii publicznej wojskowe władze pruskie zdecydowały się odesłać ich do Ameryki. Grupę około 600 osób załadowano na trzy statki: "Elisabeth", "Union" i "Marianne". Ze względu na złe warunki żeglugowe statki musiały zawinąć do różnych portów europejskich. Powstańcy z dwóch pierwszych statków przyjęli służbę w Legii Cudzoziemskiej w Algierii, a powstańcy (200 szeregowców i 12 podoficerów) z trzeciego statku postanowili pozostać w Anglii.
     
W 1863 roku Prusy udzieliły Rosji wsparcia w tłumieniu powstania styczniowego.

*[6]Generał brygady powstania listopadowego (ur. 1779 w Kaskach, zm. 15 stycznia 1867 w Rzymie). Uczestniczył w wyprawie na Litwę i z grupą gen. Franciszka Rohlanda złożył broń w Prusach Wschodnich. Po upadku powstania władze rosyjskie skonfiskowały jego majątek. Po uwolnieniu z internowania udał się na emigrację do Niemiec i Włoch. Od 1848 służył w armii Republiki Rzymskiej.(Wikipedia)
*[7]W 1832 roku, będąc na emigracji we Francji, zginął w pojedynku z Kacprem Dziewickim, którego spoliczkował.
*[8]August Heinrich von Brandt (*02.09.1789 w Łąkiem koło Człuchowa,†23.01.1868 w Berlinie). Był synem późniejszego dzierżawcy Strzelna na Kujawach. W 1798 roku przyjechał do Królewca, gdzie uczył się w liceum. W 1805 r. w Królewcu rozpoczął studia prawnicze, które przerwał w 1807 r. i wstąpił do armii pruskiej. Po pokoju w Tylży (7 i 9 lipca 1807) walczył w batalionie zapasowym Legii Nadwiślańskiej (jego majątek był w Księstwie Warszawskim). W 1808 r. walczył w Hiszpanii a w 1812 r. w Rosji. W okresie wojen napoleońskich, jako polski oficer, był podkomendnym kpt. Matkowskiego w pułku dowodzonym przez generała Józefa Grzegorza Chłopickiego. W 1810 roku został odznaczony wysokim polskim orderem wojskowym i podniesiony do stanu szlacheckiego.  W 1812 roku wrócił do Polski, gdzie ćwiczył rekrutów. W bitwie pod Lipskiem (1813) został ciężko ranny i dostał się do niewoli rosyjskiej. Wrócił do domu rodzinnego w Strzelnie. W 1815 roku wstąpił do armii Królestwa Kongresowego, w której służył w stopniu kapitana. Pod koniec 1816 roku zgłosił się ponownie do służby w armii pruskiej, gdzie zrobił błyskotliwą karierę wojskową i polityczną (m.in. był członkiem Zgromadzenia Narodowego we Frankfurcie, trzykrotnie członkiem Izby Reprezentantów, podsekretarzem ministra wojny, generała von Pfuela). W 1819 r. został nobilitowany do pruskiej szlachty. W 1838 r. Brandt pełnił urząd Szefa Sztabu Generalnego II Korpusu Armijnego w Szczecinie. Od maja 1848 r. był dowódcą brygady. W latach 1850-1857 był dowódcą pruskiego garnizonu wojskowego w Poznaniu. W 1853 r. awansował do stopnia generała porucznika i pełnił funkcję dowódcy dywizji. W 1857 r. wystąpił z armii i zamieszkał w Berlinie - tam zajął się polityką. Duży wpływ na karierę Brandt'a miał jego czynny udział w szybkim stłumieniu  powstania wielkopolskiego wiosną 1848 r. Ożenił się w 1818 r. w Schweidnitz z Augustą Charlotte Bettauers, córka starosty Friedricha Bettauersa. Para miała dwóch synów: Max (* 08.10.1835,†24.03.1920), niemiecki dyplomata, ambasador w Chinach oraz Heinrich (*1823,†1882), pruski pułkownik.
*[9]Aleksander Ekielski urodził się w Krakowie 6 czerwca 1806 roku z rodziców Adama i Jadwigi z Lekszyckich. W 1830 roku, w stopniu podporucznika, pełnił służbę w Baterii Pozycyjnej Artylerii Konnej Gwardii w Warszawie. Był oficerem artylerii w stopniu kapitana. Brał udział w bitwach pod Iganiami i Ostrołęką oraz w walkach na warszawskiej Woli. Po upadku powstania mieszkał w Bielniku  i w Elblągu (Dąbrowie).  
*[10]Według J. Jasińskiego jest to liczba 10 rannych podawana przez ówczesne pisma i publikacje na ten temat, m.in. Elbinger Anzeiger 1832, nr 10;  A.H.Brandt, Die Polen in und bei Elbing, Halle 1832, s.38.



Wybrane fragmenty z pamiętnika podporucznika 7 pułku ułanów Karola Glogera, uczestnika powstania listopadowego, który przez cztery miesiące (od początku października 1831 do 5 lutego 1832 r.) był internowany w Prusach. Autor opisuje warunki codziennego życia, jakie poznał podczas pobytu na Żuławach i w Elblągu.

[…] Dzień 20 października [1831] czwartek.
Otóż przecie stanęliśmy w miejscu przeznaczonym na spoczynek, na tymczasowy pobyt dla ludów, o których losie wkrótce ma wyrzec kongres zebranych Dworów Europy. O jak przykry i nieprzyjemny jest ten spoczynek dla tych, którzy sobie za poniesione trudy inne obiecywali korzyści.

Wieś, która z podziału ogólnego przeznaczoną została na część pułku, nazywa się Käsemark [Kiezmark].

Stanąłem kwaterą, czyli za nasze pieniądze najętym mieszkaniu u ubogiego wprawdzie, ale bardzo, jak się zdaje, poczciwego gbura [wolny chłop, gospodarz], nazywającego się Jan Prohl.
Dziś dzień pierwszy poświęcony na uporządkowanie naszych rzeczy zanadto byłby długi: wbić w ścianę dwa g[w]oździe na powieszenie dwóch pistoletów [broń palna? – oficerowie mogli zatrzymać jedynie broń białą], przy tych umieścić pałasz niewiele zajęło mi czasu…

[…] 21 października [1831] piątek.
Dziś obejrzałem z ciekawością całe gospodarstwo Niemca, u którego stoję. Obfitość zboża rozmaitego rodzaju w ogromnej umieszczonego stodole zrobiła mi nadzieję, że konie z łatwością i niedrogo utrzymać będzie można: złotych cztery przeznaczone na nasze codzienne utrzymanie w kraju obcym, gdzie obywatele żadnego względem nas nie mają obowiązku, jest tak mały pieniądz, że potrzeba wszelkich użyć ekonomicznych wybiegów, ażeby nam wystarczył na opędzenie potrzeb. Dziś mam zamiar iść i naradzić się z kolegami o dalszym naszym tutaj pożyciu.

22 października [1831] sobota.
Jest w naszej niedoli niemała przyjemność, gdy przez parę godzin można kilka odbyć odwiedzin. W dniu wczorajszym byłem u kilku kolegów. Wszędzie pomieszkania porządne: domy z facjatkami lub gankami, równające się, a niekiedy i przechodzące ozdobą polskie nasze dwory. Jedna tylko okoliczność napełnia nas obawą, to jest zupełny niedostatek drzewa. Przykro by nam było marznąć tutaj, gdyby nam losy kazały przepędzić zimę na tych Dolinach Gdańskich. W miejsce drzewa używają tu ściernia, czy rżyska koszonego. I tak czyli zapalić w piecu lub gotować obiad, odgrzać kawę, przeparzyć śmietankę, do wszystkiego rozniecona słoma dymiącego dostarcza ognia…

[…] Za stancję, ciepło, pościel i stół, opisanie których to efektów późniejszemu zostawiam czasowi, płaci się zł 1 gr 18. Stajnia i siano dla dwóch koni kosztuje gr 20. Pensja służącego gr 10. Zostaje jeszcze z ogólnego obrachunku dziennie po gr 6, czyli na miesiąc talar jeden, którymi reszta potrzeb, to jest sprawienie nowych i narządzanie starych sukien i butów, pranie bielizny, szuwaks [ czarna pasta do butów], tytoń, podróże do Gdańska, materiały do pisania i lekarstwa w przypadku choroby, mają być opłacone. Prawdziwie król pruski ogromnej chce nas nauczyć ekonomiki.

23 paździer[nika]  [1831] niedziela
Dziś byłem tu pierwszy raz w kościele…

[…] Po południu zazwyczaj w niedzielę w domu umyślnie na to przeznaczonym bywa muzyka i tańce. Dziś nie było żadnych. Odstąpili Prusacy od tego zwyczaju z bojaźni, ażeby z tego powodu między nimi a naszymi żołnierzami jakie nie nastąpiły niesnaski.

Dzień 16 listop[ada] [1831]

[…] Niewolę naszą w Käsemarku staraliśmy się o ile możności osładzać. Znaleźliśmy tam gospodarzy dosyć światłych ludzi, nieźle mówiących gładkim językiem niemieckim. Znaleźliśmy i rozsądne panienki. Do południa na odwiedziny kolegów – czas zwykle łożony. Po południu przepływaliśmy Wisłę, gdzie zaraz za Wisłą we wsi Rotebuden [Stróża] mieliśmy naszą tak zwaną Honoratkę. Trunki różnego rodzaju, przednie cygara i tytoń, śledzie, minogi [nie są rybami] i inne gatunki ryb, świeże ciasta i sklep z rozmaitymi towarami…

[…] Wieczory rozrywką w karty przedłużaliśmy krótkie dnie jesienne.

[…] W tym czasie odwiedziłem mego brata Jana [Jan Nepomucen Stanisław], stojącego na kwaterze w Sztegen [Stegna] nad brzegiem Morza Bałtyckiego. Tak nam szczęśliwie zszedł czas od 20 października do 10 listopada, gdy w dniu 10 listopada odebraliśmy rozkaz odmienienia kwater i udania się w okolice Elbląga.

Rząd pruski, chcąc  mieszkańcom ulżyć ciężar kwaterunkowy, przeznaczył tylko dla każdego mieszkańca po jednym żołnierzu polskim. W każdej wsi objął komendę szczególną jeden oficer. Dla mnie i dla 15-tu żołnierzy dostała się wieś zwana Neudorf [Nowinki k. Marzęcina].

Przyjemny pobyt w Käsemarku zamienił się w najnudniejsze życie. Okolica ta na lewym brzegu Nogat[u], położona naprzeciwko Elbląga jest tak niską, iż mieszkańcy żadnych nie mają pól ornych, tylko łąki i żadnego innego sposobu utrzymania życia tylko z chowu bydła. Ani żyta na chleb, ani jęczmienia na kaszę, ani owsa dla koni, ani drzewa na opał, ani słomy zastępującej brak opału. Wszystko za gotowe muszą kupować pieniądze. Dla nich śpichrze i lasy znajdują się w nieszczęśliwej naszej Polsce, a przerwa handlu zbożowego i drzewnego z powodu zaburzeń wojennych powiększyła nierównie niedolę mieszkańców tej okolicy. Mowa niemiecka tak tu jest zepsuta, że Niemiec zwykłym językiem mówiący – słowa jednego nie zrozumie. Mowa więcej do wycia psów lub małp aniżeli do mowy ludzkiej podobna.


Podróż do Elbląga


Korzystając z bliskości, a bardziej jeszcze z obfitości wód, za pomocą których otworzyła się komunikacja z miastem Elblągiem, postanowiłem zwiedzić i poznać to miasto, teraz na główny pobyt naszego Naczelnego Wodza i całego sztabu przeznaczone. Podróż tę odbyliśmy wodą. Najęta łódka przewiozła nas przez rzekę Nogat do śluzy, znajdującej się przy tej rzece. Przebywszy śluzę, płynęliśmy kanałem umyślnie kopanym, robiącym komunikację miasta Elbląga z rzeką Nogat [Kanał Jagielloński]. Cała mila drogi po spokojnej i stojącej wodzie uprzyjemniała podróż naszą. Widzieliśmy mnóstwo łódek i większych statków rozmaitego rodzaju, tam i na powrót płynących, jak zwykle bywa przy większych miastach nadwodnych. Kanał ten doprowadził  nas aż do samego miasta, które się na dwie części dzieli, połączone z sobą dwoma wspaniałymi mostami. Jedną część składają prawie same śpichrze i składy zbożowe i różnych towarów, drugą same domostwa. Elbląg jest miasto jedno z większych, bardzo porządnie zabudowane. Kamienice o dwóch lub trzech piętrach, strukturą starożytną. Ulice dość szerokie, w prostej linii zacieśnione są tylko budami, zwykle do frontu kamienic przytkniętymi, w których się rozmaite towary znajdują i tak się zdaje, że same towary wyszły z domów na ulicę, prosząc przechodnia o nabycie tychże. Tłok ludzi, wozów, bryk, tragarzy, powozów dowodzi, że to miasto jest jedno z miast handlowych w tym kraju. Towary są niedrogie, szczególniej sukna w dobrych gatunkach.

Byliśmy w kościele naszym katolickim, tam znaleźliśmy wielkie pustki. Byliśmy w teatrze, znaleźliśmy tłok wielki. Teatrzyk niezbyt wielki, bez lóż, tylko parter z ławkami i galeria dla niższej klasy ludzi. Grano „ Trzydzieści lat życia szulera”. Jak na miasto Elbląg dosyć dobrze sztuka ta oddaną została. Pokazywał się tylko niedostatek aktorów, których miejsce musieli landwery zastępować. W ogólności mężczyźni lepiej grali aniżeli kobiety. Muzyka bardzo mizerna. Dla znajdujących się na teatrze wojskowych polskich zagrano mazura „Jeszcze Polska nie zginęła”, lecz tak fałszywie, że aż uszy raziło.

Domy zajezdne są bardzo porządne, szczególniej „Hotel Berliński”, lecz za to każą sobie dobrze płacić. Za maleńki pokoik na drugim piętrze zapłaciliśmy tylko za jeden nocleg złotych sześć. W tymże domu odbywają się Resursa Kupieckie, na które raz na zawsze oficerowie polscy zaproszeni zostali.

W ogólności mi jeszcze dodać wypada, że w mieście Elblągu mnóstwo widzieliśmy kobiet ładnych. Pogodna pora jesienna, a do tego czas jarmarkowy – wyprowadził kobiety z domów na przechadzkę, a my z tego względu mogliśmy się pięknym przypatrzeć twarzyczkom. Może też wszystkie brzydkie w domu zostały…

[…] 25 listopada [1831 r.]
Rozkaz powołał wszystkich oficerów polskich do Elbląga dla zdeklarowania się za powrotem do kraju lub udaniem się za granicę.

[…] Prócz tego dzień ten dla mnie był uroczystym z powodu, iż to był dzień imienin [Katarzyny] kochanej naszej matki. Nie mogłem tego dnia uroczyściej spędzić, jak tylko zapisując się w deklaracjach za powrotem do polski.

[…] Podróż tę do Elbląga powtórnie odbyliśmy wodą, lecz dnia tego mróz zamroził nam drogę i musieliśmy wracać piechotą.
Los zrządził, iż kwaterę dostaliśmy u bardzo poczciwych ludzi, co nam w naszej niedoli wielką robi ulgę…

[…] W końcu listopada, po powrocie naszym z Elbląga zaczęła woda całą okolicę zalewać. Uprzedzony przez mego gospodarza, że coroczny wylew wody całkiem komunikację przecina, starałem się kolegę mego p. Franciszka Pronaszkę, porucznika, sprowadzić na mieszkanie ze mną, aby cierpieć i nudzić się wspólnie. Jakoż z końcem listopada woda tak znacznie przybrała, że prócz 5 osób miejscowych, nas dwóch i naszego ordynansa, żywego nie widzieliśmy ducha. Całe mieszkanie gospodarza zupełnie naokoło zostało wodą oblane.

[…] Prawda, że życie nasze i zatrudnienia urządziliśmy jak najregularniej: o godzinie 9 rano wstajemy, kawa i fajki, o 12 obiad, fajki, o 3 kawa i fajki, o 6 wieczór kolacja, fajki, o 9 spać się kładziemy. Czas zbywający między godzinami przeznaczonymi na posiłek przepędzamy grą w rumla [ dwuosobowa  gra w karty].

[…] 30 grudnia 1831 roku
Przecież mróz w wilię Bożego Narodzenia ustalił nam drogę po lodzie i w pierwsze święto, po czterotygodniowym więzieniu, pierwszy raz zobaczyliśmy świat. Piechotą, we wsi pobliskiej odwiedziliśmy na[j]przód kościół, chociaż innego wyznania, potem dowódcę pułku naszego, a na ostatku dom gościnny, nie mając nigdzie żadnej wiadomości powziąć o dalszym naszym postanowieniu, prócz tysiąca bajek…

[…] Wróciliśmy do swojej kwatery dosyć szczęśliwie, prócz mego przypadku, któren mnie spotkał, iż upadłszy na lodzie, rozbiłem sobie brodę. Resztę świąt przepędziliśmy przy piecu, przesyłając przynajmniej myśli nasze w okolice, gdzie kochane rodziny, łaskawi przyjaciele i inne drogie nam istoty przebywają.

[…] Polska, Dobrochy 26 marca 1832 r.
Po czteromiesięcznym naszym więzieniu w Prusach, gdy dnia jednego z kolegą mojej kwatery paląc fajki, dumaliśmy nad dalszym naszym postanowieniem, umyślny rozkaz od pułkownika, dowódcy jazdy, stawienia się wszystkich do miasta Czczewa - Dyrszau [Tczew] obudził nas z letargu. Każemy siodłać konie, idziemy natychmiast. Rozkaz naoczny do każdego, aby za trzy dni być w pogotowiu do marszu do Polski. Dzień 30 stycznia przeznaczony na wymarsz dla naszego oddziału…

[…] 4 lutego kazano nam wykonać przysięgę na wierność Mikołaja. Tysiące rozmaitych bajek, powieści i strachów, którymi nas ten naród plotkarski przez cały czas obdarzał i tu jeszcze się nie skończyły. Mieliśmy podług nich być wzięci, wiezieni, więzieni, osadzeni i obdarci. To tylko się sprawdziło, żeśmy politycznie obdarci zostali, bo nam przeczytano zakaz noszenia wszelkich znaków, ozdób i tytułów wojskowych. Dnia 5 lutego przebyliśmy na powrót granicę.

[…] Wchodząc do Prus, robiono nam fałszywą nadzieję, że tam stanowić będziemy naród, że traktować będziemy z dworami, że za nami wdadzą się wszystkie inne narody, że stanowić będziemy nasz rząd polski w Prusach. Wracając widzieliśmy się wygnańcami. Wprosiliśmy się do kraju przez wielkie łaski, wracaliśmy bez amnestii, tylko na fundamencie prywatnego listu, oddaliśmy się pod sąd i znów zostaliśmy niewolnikami.

[…] Opuszczaliśmy Prusy, życząc sobie wzajemnie, abyśmy nigdy więcej łaski tychże i przytułka od nich nie potrzebowali.  W ciągu naszej bytności znajdowaliśmy prawda czasem ludzi poczciwych i dobrych naszych przyjaciół, lecz w ogóle widzieliśmy niechęć dla naszej sprawy. Wiele nawet ludzi widzieliśmy, w których przesądy dawnej nienawiści między Polakami i Niemcami zostawiły ślady. O, jak błądziliśmy wtenczas, gdyśmy sądzili, że naród pruski kiedy w ogóle pomoże naszej sprawie, czyniąc u siebie powstania.

W tym kraju nigdy żadnej rewolucji spodziewać się nie można, gdyż przebiegając wszystkie stany, każdy kontent jest ze swego położenia.
(R. Morcinek, Pamiętnik Karola Glogera z pobytu na Żuławach w r. 1831,s.261-274.)


Źródło:
S.Gierszewski, Elbląg. Przeszłość i teraźniejszość, Gdańsk 1970, s.188-191.
R.Morcinek, Uczestnicy Powstania Listopadowego 1831 r. w Elblągu i na Powiślu, [w:]
Rocznik Elbląski T.2, Gdynia 1963, s. 185 - 215.
R.Morcinek, Pamiętnik Karola Glogera z pobytu na Żuławach w r. 1831, [w:] Rocznik Elbląski T.3, Gdańsk 1966, s.261-274.
S.Kalembka, Wielka Emigracja. Polskie wychodźstwo polityczne w latach 1831-1862, Warszawa 1971, s.5-24.

S.Kalembka, Wielka Emigracja i sprawa polska a Europa (1832-1864), UMK w Toruniu, Toruń 1980, s. 3-4.

A.Czubiński, Ewolucja stosunków na ziemiach polskich do 1918 roku, [w:] Historia Polski XX wieku, wyd. II poszerzone, Poznań 2003, s.9-10.

E.Kostołowski, Chłopi - czwartacy : (z dziejów pułku czwartej piechoty liniowej 1815-1831), [w:] Wieś i Państwo, grudzień 1938, R. 1, nr 10, Lwów 1938, s. 730.
A.Owsińska, Sprawa polska i liberalne Niemcy w latach 1832 — 1933, [w:] Przegląd Zachodni, Rocznik XII, T.III, 9 — 12, Poznań 1956,s. 225-267.
A.Ekielski, Wspomnienia z podróży z Elbląga do Awinionu odbytej w roku 1831. (Urywek z pamiętnika), Broszura na rzecz Towarzystwa Szkoły Ludowej, Kraków 1931, s. 10-11.
N.Kasparek, Żołnierze powstania listopadowego w Prusach: powroty i emigracja, [w:] Komunikaty Mazursko-Warmińskie, nr 1, Olsztyn 1993, s.77-94.
W.Zawadzki, Zgony Powstańców Listopadowych na Żuławach i Powiślu 1831-1832, [w:] Studia Elbląskie, T. 12, 2011, s.25.


  

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego